List pasterski metropolity warszawskiego abp. Adriana Galbasa na Adwent 2025

Uczeń-misjo­narz

List Paster­ski Arcy­bi­sku­pa Adria­na J. Gal­ba­sa SAC

na I Nie­dzie­lę Adwen­tu, 30 listo­pa­da 2025 roku

Sio­stry i Bracia,

mam nadzie­ję, że ten List zasta­je Was w dobrym zdro­wiu, że jeste­ście szczę­śli­wi, a przy­naj­mniej zado­wo­le­ni z sie­bie i z życia.

Chciał­bym jak naj­ser­decz­niej podzię­ko­wać Wam za każ­de dobro, któ­re­go doświad­czy­łem w pierw­szym roku mojej posłu­gi w War­sza­wie. Dzię­ku­ję za każ­de spo­tka­nie, każ­dą roz­mo­wę, każ­dy odruch życz­li­wo­ści. Dzię­ku­ję za modlitwę. 

Koń­czą­cy się rok 2025 to w Koście­le czas Wiel­kie­go Jubi­le­uszu. Mam nadzie­ję, że uda­ło się Wam jak naj­le­piej z nie­go sko­rzy­stać. Wie­lu z Was z pew­no­ścią było w Wiecz­nym Mie­ście, aby tam – w rzym­skich bazy­li­kach – przejść przez Drzwi Świę­te. Być może ktoś ma jesz­cze takie pla­ny. Rok Jubi­le­uszo­wy koń­czy się za ponad mie­siąc, 6 stycz­nia przy­szłe­go roku.

Jak jed­nak pisa­łem w Liście na Wiel­ki Post, isto­tą Roku Jubi­le­uszo­we­go nie jest poje­cha­nie, a pojed­na­nie, i to pojed­na­nie trój­wy­mia­ro­we: z Bogiem, z bliź­ni­mi i z sobą samym, ze swo­im życiem. Jeśli jesz­cze się temu opie­ra­cie, uwa­ża­jąc, że brak Wam sił lub że nie będzie z tego żad­nych dobrych owo­ców, chciał­bym zachę­cić do zre­wi­do­wa­nia takie­go myśle­nia i do tego, by jed­nak spró­bo­wać. Owo­ce na pew­no będą!

Bar­dzo też zachę­cam do głę­bo­kie­go prze­ży­cia Adwen­tu. Ten litur­gicz­ny, któ­ry wła­śnie zaczy­na­my, jest nie tyl­ko cza­sem bez­po­śred­nie­go przy­go­to­wa­nia do świąt Boże­go Naro­dze­nia, ale uświa­da­mia nam coś nie­skoń­cze­nie waż­niej­sze­go: że całe nasze życie jest Adwen­tem, czy­li ocze­ki­wa­niem na bez­po­śred­nie spo­tka­nie z Chry­stu­sem, któ­re dla całe­go wszech­świa­ta nastą­pi w momen­cie paru­zji, a dla każ­dej i każ­de­go z nas – w chwi­li śmierci.

Litur­gia zachę­ca nas dziś do czu­wa­nia. „Teraz nade­szła dla was godzi­na powsta­nia ze snu” (Rz 13,11) – powie­dział św. Paweł, a Chry­stus w Ewan­ge­lii pro­si, byśmy czu­wa­li, bo nie wie­my, w któ­rym dniu Pan nasz przyj­dzie (por. Mt 24,42 – 44). 

Czu­wa­nie jest czymś innym niż cze­ka­nie. Cze­ka­nie jest bier­ne, czu­wa­nie prze­ciw­nie – aktyw­ne. Czło­wiek czu­wa­ją­cy wyostrza wszyst­kie swo­je zmy­sły, by nie prze­ga­pić żad­ne­go szcze­gó­łu. Jest jak straż­nik na war­cie, jak kon­tro­ler lotu albo jak ktoś czu­wa­ją­cy przy łóż­ku cier­pią­ce­go, któ­re­go bar­dzo kocha.

Sły­sze­li­śmy dziś w Ewan­ge­lii o smut­nym przy­kła­dzie z cza­sów Noego (por. Mt 24,34 – 37), któ­ry – na pole­ce­nie Boga – budo­wał arkę. Budow­la Noego to nie był maleń­ki kajak czy byle pon­ton. To potęż­na łódź o dłu­go­ści ponad stu trzy­dzie­stu metrów, sze­ro­ko­ści ponad dwu­dzie­stu dwóch i wyso­ko­ści ponad trzy­na­stu metrów. Jej budo­wa musia­ła więc zająć spo­ro cza­su. Ludzie widzie­li Noego i jego rodzi­nę przy budo­wie arki, a jed­nak nie wycią­gnę­li z tego żad­nych wnio­sków, nie nawró­ci­li się. Zlek­ce­wa­ży­li Noego, a tym samym zlek­ce­wa­ży­li Boga. Jak poważ­nie w tym kon­tek­ście brzmi zda­nie Chry­stu­sa o tych ludziach: „…nie spo­strze­gli się, aż przy­szedł potop i pochło­nął wszyst­kich” (Mt 24,39).

Usły­sza­ne dziś Sło­wo Boże zapro­po­no­wa­ło nam rów­nież pro­gram adwen­to­we­go czu­wa­nia, pole­ga­ją­cy na odrzu­ce­niu uczyn­ków ciem­no­ści, a przy­oble­cze­niu się w świa­tło. „Żyj­my przy­zwo­icie jak w jasny dzień: nie w hulan­kach i pija­ty­kach, nie w roz­pu­ście i wyuz­da­niu, nie w kłót­ni i zazdro­ści” (Rz 13,13). Pro­gram kon­kret­ny, zro­zu­mia­ły i aktualny.

Litur­gicz­ny Adwent daje nam wie­le wspa­nia­łych form modli­twy, zwłasz­cza myślę tu o rora­tach, szcze­gól­nie tych odpra­wia­nych bar­dzo wcze­śnie, na gra­ni­cy nocy i dnia, któ­re już poprzez tę porę, przy­po­mi­na­ją nam, że Chry­stus jest Słoń­cem wscho­dzą­cym w ciem­no­ściach (por. Łk 1,78). Adwent to tak­że zapro­sze­nie do udzia­łu w reko­lek­cjach, dniach sku­pie­nia, to zachę­ta do tego, by w naszym życiu było wię­cej modli­twy oso­bi­stej, zwłasz­cza modli­twy biblij­nej i modli­twy maryj­nej, bo to wła­śnie Mary­ja, Jutrzen­ka Nowa, jest naj­lep­szym wzo­rem prze­ży­wa­nia adwen­to­wych dni.

Sio­stry i Bracia,

Adwent to tak­że począ­tek nowe­go roku dusz­pa­ster­skie­go, któ­ry tym razem ogni­sku­je się wokół tema­tu „ucznio­wie-misjo­na­rze”. Temat ten nawią­zu­je wprost do papie­ża Fran­cisz­ka i jego pro­gra­mo­wej adhor­ta­cji Evan­ge­lii gau­dium, w któ­rej Ojciec Świę­ty pisał tak: „Na mocy otrzy­ma­ne­go chrztu, każ­dy czło­nek Ludu Boże­go stał się uczniem misjo­na­rzem (por. Mt 28,19). Każ­dy ochrzczo­ny, nie­za­leż­nie od swo­jej funk­cji w Koście­le i głę­bo­ko­ści swo­jej wia­ry, jest aktyw­nym pod­mio­tem ewan­ge­li­za­cji i było­by rze­czą nie­sto­sow­ną myśleć o sche­ma­cie ewan­ge­li­za­cji reali­zo­wa­nym przez kwa­li­fi­ko­wa­nych pra­cow­ni­ków, pod­czas gdy resz­ta ludu wier­ne­go była­by tyl­ko odbior­cą ich dzia­łań. (…) To prze­ko­na­nie przy­bie­ra for­mę ape­lu skie­ro­wa­ne­go do każ­de­go chrze­ści­ja­ni­na, by nikt nie wyrzekł się swo­je­go udzia­łu w ewan­ge­li­za­cji, ponie­waż jeśli ktoś rze­czy­wi­ście doświad­czył miło­ści Boga, któ­ry go zba­wia, nie potrze­bu­je wie­le cza­su, by zacząć Go gło­sić, nie może ocze­ki­wać, by udzie­la­no mu wie­le lek­cji lub dłu­gich instruk­cji. Każ­dy chrze­ści­ja­nin jest misjo­na­rzem w takiej mie­rze, w jakiej spo­tkał się z miło­ścią Boga w Chry­stu­sie Jezu­sie. Nie mów­my już wię­cej, że jeste­śmy «ucznia­mi» i «misjo­na­rza­mi», ale zawsze, że jeste­śmy «ucznia­mi-misjo­na­rza­mi»” (EG 120).

Posta­wa uczen­ni­cy lub ucznia zaczy­na się od uświa­do­mie­nia sobie potrze­by posia­da­nia mistrza, czy­li od roz­po­zna­nia wła­snej nie­wy­star­czal­no­ści, to zaś wyma­ga poko­ry. Poko­ra jest pierw­szą cechą uczen­ni­cy i ucznia Chry­stu­sa. Pozwa­la ona posłu­chać i przy­jąć wezwa­nie do nawró­ce­nia, trzy­ma nasze ego na krót­kiej smy­czy, zga­dza się na to, że wiel­kie dzie­ła, tak­że te doko­ny­wa­ne w życiu ducho­wym, zaczy­na­ją się od małych kro­ków i od cier­pli­wej pra­cy u pod­staw. Poko­ra umie też powie­dzieć „nie wiem”, co otwie­ra dro­gę do wspól­ne­go – z Sio­stra­mi i Brać­mi – szu­ka­nia pogłę­bio­nej wie­dzy i zrozumienia. 

W doświad­cze­niu ucznia cza­sem pierw­sze jest spo­tka­nie z Chry­stu­sem, jak u apo­sto­ła Andrze­ja, któ­ry – spo­tkaw­szy Pana – powie­dział do swo­je­go bra­ta Pio­tra: „Zna­leź­li­śmy Mesja­sza” (J 1,41). To spo­tka­nie dopie­ro potem popro­wa­dzi i Andrze­ja, i Pio­tra do pozna­nia tre­ści naucza­nia Chrystusa. 

A cza­sem jest odwrot­nie: naj­pierw jest fascy­na­cja nauką Chry­stu­sa, co pro­wa­dzi do pozna­nia Jego Oso­by. „Nikt tak nie mówił jak ten Czło­wiek” (por. J 7,46) – powie­dzą arcy­ka­pła­nom i fary­ze­uszom straż­ni­cy, poru­sze­ni sło­wa­mi Mistrza. 

Jeśli zaś cho­dzi o misyj­ność ucznia Chry­stu­sa, to ma ona trzy wymia­ry. Pierw­szy jest oso­bi­sty: uczen­ni­ca i uczeń Chry­stu­sa kształ­tu­ją rytm swo­je­go życia, swo­je życio­we prio­ry­te­ty i rela­cje, według naucza­nia Mistrza. To już jest świa­dec­two, któ­re wyra­ża się nie w mówie­niu, ale w codzien­nym i kon­kret­nym prak­ty­ko­wa­niu przy­na­leż­no­ści do Chry­stu­sa. Cel­nik Mate­usz, któ­ry idzie za Jezu­sem, zanim komu­kol­wiek wyło­ży Dobrą Nowi­nę, naj­pierw zmie­ni całe swo­je życie, wła­śnie w opar­ciu o Dobrą Nowi­nę (por. Mt 9,9).

Dru­gi wymiar bycia misjo­na­rzem pole­ga na dopro­wa­dza­niu swo­ich bli­skich do Chry­stu­sa. Cho­dzi tu o posta­wę stresz­cza­ją­cą się w ewan­ge­licz­nej pro­po­zy­cji: „Chodź i zobacz” (J 1,46). Andrzej przy­pro­wa­dza Szy­mo­na (J 1,41 – 42), Filip – Nata­na­ela (J 1,45 – 46), a Sama­ry­tan­ka całe mia­sto (J 4,28 – 30.39). Rola uczen­ni­cy lub ucznia pole­ga tu na tym, by podzie­lić się ze swo­imi naj­bliż­szy­mi moty­wa­cja­mi wła­sne­go wybo­ru Chry­stu­sa, zadać im sto­sow­ne pyta­nia, posłu­chać odpo­wie­dzi, cza­sem z cier­pli­wo­ścią posłu­chać tak­że ich pre­ten­sji, być odbior­ca­mi ich bun­tu, modlić się za nich, a przede wszyst­kim ich kochać. 

Wresz­cie trze­ci wymiar pole­ga na zasto­so­wa­niu tej posta­wy już nie tyl­ko do naj­bliż­szych, ale też do innych osób. Cho­dzi tu o publicz­ne przy­zna­nie się do Chry­stu­sa. To mogą być pro­ste sytu­acje: zro­bie­nie zna­ku krzy­ża w pocią­gu, samo­lo­cie czy w piz­ze­rii, przy­zna­nie się do swo­ich poglą­dów, któ­re wyra­sta­ją z Ewan­ge­lii, prak­ty­ko­wa­nie piąt­ko­we­go postu w śro­do­wi­sku, gdzie taki gest jest ośmie­sza­ny. Dla nas duchow­nych takim misyj­nym gestem będzie tak­że jak naj­częst­sze cho­dze­nie w stro­ju duchow­nym. Misyj­ność to tak­że publicz­na obro­na sta­no­wi­ska Kościo­ła w mediach czy w deba­tach publicznych. 

Wy jeste­ście świa­tłem świa­ta. Tak niech wasze świa­tło świe­ci wobec wszyst­kich. Niech ludzie zoba­czą wasze dobre czy­ny i wiel­bią Ojca w nie­bie, mówi Chry­stus (por. Mt 5,14.16). Niech więc ludzie, patrząc na nas, widzą Ewan­ge­lię. To ludzie smart­fo­nów, table­tów, ekra­nów. Oni chcą widzieć w nas chrze­ści­ja­ni­na, a nie tyl­ko słu­chać naszych wykła­dów i kazań na temat chrześcijaństwa. 

„Naj­waż­niej­szym prze­ja­wem misji nie są bowiem dzie­ła zewnętrz­ne, ale przede wszyst­kim uobec­nia­nie w świe­cie same­go Chry­stu­sa przez oso­bi­ste świa­dec­two – napi­sał lata temu w ency­kli­ce Redemp­to­ris mis­sio św. Jan Paweł II. Oto jest wyzwa­nie i pierw­szo­pla­no­we zada­nie życia chrze­ści­jań­skie­go! Im bar­dziej upodob­ni­my się do Chry­stu­sa, tym bar­dziej czy­ni­my Go obec­nym i dzia­ła­ją­cym w świe­cie dla zba­wie­nia ludzi” (por. RM 23).

Powróć­my raz jesz­cze do słów papie­ża Fran­cisz­ka: „Na mocy otrzy­ma­ne­go chrztu, każ­dy czło­nek Ludu Boże­go stał się uczniem-misjo­na­rzem” (EG 120). Papież napi­sał: „każ­dy”! W Koście­le nie ma dwóch grup wier­nych: uczniów i misjo­na­rzy. Jest jed­na: ucznio­wie-misjo­na­rze. Jeśli jestem Chry­stu­so­wym uczniem, jestem też misjo­na­rzem, a jeśli nie jestem misjo­na­rzem, to muszę posta­wić sobie pyta­nie: czy jestem praw­dzi­wym uczniem Pana?!

Dro­dzy Bra­cia i Siostry,

dzie­ląc się tymi pro­sty­mi myśla­mi, życzę Wam jak naj­głę­biej prze­ży­te­go Adwen­tu i inten­syw­ne­go wej­ścia w nowy rok dusz­pa­ster­ski. Chciej­my coraz bar­dziej być ucznia­mi-misjo­na­rza­mi Chrystusa.

Modlę się za Was, szcze­gól­nie pole­ca­jąc Bogu tych, któ­rym jest teraz cięż­ko, bo cier­pią ducho­wo, psy­chicz­nie i fizycz­nie, i wca­le nie cie­szą się ze zbli­ża­ją­cych się świąt. 

Wy też, pro­szę, módl­cie się za mnie, bym mógł dobrze wypeł­nić zada­nia, któ­re Bóg przede mną posta­wił. Razem powie­rzaj­my się opie­ce Naj­święt­szej Maryi Pan­ny, Pani Adwentu.

Bło­go­sła­wio­ne­go Adwen­tu – tego czte­ro­ty­go­dnio­we­go i tego całożyciowego.

Wasz Biskup, Adrian.