„Zamieszkać razem z Jezusem”. List pasterski KEP z okazji IX Tygodnia Wychowania

List Paster­ski Epi­sko­pa­tu Pol­ski z oka­zji IX Tygo­dnia Wycho­wa­nia

Umi­ło­wa­ni w Chry­stu­sie Panu, Sio­stry i Bra­cia,

Już po raz dzie­wią­ty prze­ży­wa­my w naszej Ojczyź­nie Tydzień Wycho­wa­nia. W tym roku chce­my przy­łą­czyć się do pierw­szych uczniów Jezu­sa i wraz z nimi zadać nasze­mu Mistrzo­wi pyta­nie: „Nauczy­cie­lu, gdzie miesz­kasz?” (J 1, 38). Czy­ni­my to w pierw­szym dniu wrze­śnia, w osiem­dzie­sią­tą rocz­ni­cę wybu­chu II woj­ny świa­to­wej, któ­ra była jed­nym z naj­tra­gicz­niej­szych roz­dzia­łów w histo­rii świa­ta. Trze­ba jed­nak pamię­tać, że czas woj­ny poka­zał rów­nież, do jakich zwy­cięstw zdol­ny jest czło­wiek. Stu ośmiu męczen­ni­ków tego okre­su wynie­sio­nych na ołta­rze to tyl­ko cząst­ka olbrzy­miej licz­by osób, któ­re ponio­sły męczeń­ską śmierć, dając świa­dec­two wia­ry i wiel­ko­ści czło­wie­czeń­stwa. Była wśród nich mię­dzy inny­mi nauczy­ciel­ka, bł. Nata­lia Tuła­sie­wicz, nale­żą­ca do licz­nej gru­py peda­go­gów i wycho­waw­ców, ofiar II woj­ny świa­to­wej.

Dom rodzin­ny – miej­scem kształ­to­wa­nia wię­zi

Odpo­wia­da­jąc na pyta­nie uczniów, Jezus nie infor­mu­je ich, gdzie miesz­ka, ale chce nawią­zać z nimi rela­cję. Mówi: „Chodź­cie, a zoba­czy­cie” (J 1, 39). Dalej dowia­du­je­my się, że ucznio­wie „poszli i zoba­czy­li, gdzie miesz­ka, i tego dnia pozo­sta­li u Nie­go” (J 1,39). To pierw­sze spo­tka­nie musia­ło być dla nich rze­czy­wi­ście waż­ne, sko­ro zapa­mię­ta­li, że „było to oko­ło godzi­ny dzie­sią­tej” (J 1, 39).

Jeste­śmy świad­ka­mi począt­ku wspól­nej dro­gi Nauczy­cie­la z ucznia­mi. Jezus pozwo­lił im być ze sobą. Bycie razem i roz­wi­ja­nie wza­jem­nych wię­zi ma zawsze pod­sta­wo­we zna­cze­nie w pro­ce­sie wycho­wa­nia. Szcze­gól­nie istot­na jest rela­cja pomię­dzy dziec­kiem a jego pierw­szy­mi i naj­waż­niej­szy­mi wycho­waw­ca­mi, któ­ry­mi są rodzi­ce. Bra­ków w tej rela­cji – zwłasz­cza w pierw­szej fazie życia dziec­ka – nie da się cał­ko­wi­cie napra­wić. Rela­cja z rodzi­ca­mi jest dla dziec­ka źró­dłem zaspo­ko­je­nia naj­waż­niej­szej potrze­by – poczu­cia bez­pie­czeń­stwa i zaufa­nia, warun­ku­ją­cej jego pra­wi­dło­wy roz­wój w dal­szych latach życia.Dom w zna­cze­niu wycho­waw­czym to nie budy­nek, lecz żywe wię­zi pomię­dzy człon­ka­mi rodzi­ny. Pisze o tym papież Fran­ci­szek w Adhor­ta­cji Chri­stus vivit, pod­su­mo­wu­ją­cej XV Zwy­czaj­ne Zgro­ma­dze­nie Ogól­ne Syno­du Bisku­pów pod hasłem Mło­dzi, wia­ra i roze­zna­wa­nie powo­ła­nia: „Two­rze­nie domu to osta­tecz­nie two­rze­nie rodzi­ny (…) Two­rze­nie sil­nych wię­zi wyma­ga zaufa­nia, któ­re codzien­nie kar­mi się cier­pli­wo­ścią i prze­ba­cze­niem”.

Zanie­dba­nia w kształ­to­wa­niu wię­zi rodzin­nych w dzie­ciń­stwie mogą wywo­łać w życiu doj­rza­łe­go czło­wie­ka o wie­le groź­niej­sze skut­ki niż trud­ne doświad­cze­nia wyni­ka­ją­ce cho­ciaż­by z bra­ków mate­rial­nych. Przy­kła­dem mogą tu być dra­ma­tycz­ne histo­rie rodzin, któ­re w wyni­ku II woj­ny świa­to­wej tra­ci­ły nie­kie­dy cały doby­tek, a mimo to potra­fi­ły uchro­nić dzie­ci przed zgub­ny­mi ducho­wy­mi i psy­chicz­ny­mi skut­ka­mi dozna­ne­go zła. Wojen­ne doświad­cze­nia nie pozba­wi­ły ich bowiem tego, co naj­waż­niej­sze – wię­zi opar­tej na praw­dzi­wej miło­ści. Mają­tek moż­na odzy­skać, ale wewnętrz­ne rany spo­wo­do­wa­ne bra­kiem miło­ści goją się bar­dzo dłu­go. Jak­że istot­ne dla życia rodzi­ny jest to, by być razem, wspie­rać się, szcze­rze ze sobą roz­ma­wiać, wspól­nie prze­ży­wać radość nie­dziel i dni świą­tecz­nych, spo­ży­wać posił­ki, spę­dzać razem czas wol­ny. Te pro­ste, zda­wa­ło­by się, środ­ki budo­wa­nia wza­jem­nych rela­cji wyma­ga­ją dziś ponow­ne­go odkry­cia.

Uwie­rzyć, że Bóg nas kocha

Ucznio­wie, któ­rzy poszli za Jezu­sem, by „zoba­czyć, gdzie miesz­ka”, „tego dnia pozo­sta­li u Nie­go” (J 1,39). Tak roz­po­czął się dla nich czas wspól­ne­go prze­by­wa­nia z Jezu­sem. Zanim wyru­szy­li, by gło­sić Ewan­ge­lię i pro­wa­dzić dzia­łal­ność apo­stol­ską, mię­dzy nimi a Mistrzem zawią­za­ła się praw­dzi­wa przy­jaźń. Dzię­ki tej rela­cji, gdy nad­szedł czas prze­śla­do­wa­nia, zacho­wa­li siłę i odwa­gę. Doświad­cze­nie towa­rzy­sze­nia Jezu­so­wi musia­ło doko­nać w uczniach napraw­dę głę­bo­kiej prze­mia­ny, sko­ro w obli­czu zagro­że­nia, gdy zaka­zy­wa­no im prze­ma­wia­nia w imię Jezu­sa, odpo­wia­da­li z prze­ko­na­niem: „nie może­my nie mówić tego, cośmy widzie­li i sły­sze­li” (Dz 4, 20).

Źró­dłem siły we wszyst­kich sytu­acjach życio­wych jest doświad­cze­nie bez­wa­run­ko­wej miło­ści Boga. Już od pierw­szych chwil w świa­do­mo­ści czło­wie­ka kształ­tu­je się obraz Boga, mają­cy klu­czo­we zna­cze­nie dla całe­go pro­ce­su roz­wo­ju wia­ry. Naj­pierw two­rzy go atmos­fe­ra życia rodzin­ne­go – miłość rodzi­ców, towa­rzy­sze­nie dziec­ku, rodzi­ciel­skie gesty i wypo­wia­da­ne sło­wa, a póź­niej roz­mo­wy i stop­nio­we wpro­wa­dza­nie w życie modli­twy.

Dro­dzy Rodzi­ce!

Sta­raj­cie się korzy­stać z wszel­kich moż­li­wych środ­ków, by pomóc swo­im dzie­ciom odkryć bli­skość Boga. Niech Wasze sło­wa i czy­ny potwier­dza­ją to, co o miło­ści Bożej pisze papież Fran­ci­szek: „Dla Nie­go [dla Boga] jesteś napraw­dę cen­ny, nie jesteś nie­zna­czą­cy, jesteś dla Nie­go waż­ny. (…) Nie chce wyli­czać two­ich błę­dów, a w każ­dym razie pomo­że ci nauczyć się cze­goś rów­nież z two­ich upad­ków. Ponie­waż cię kocha. (…) Jest to miłość, któ­ra nie przy­tła­cza, (…) miłość, któ­ra nie upo­ka­rza ani nie znie­wa­la. Jest to miłość Pana, miłość codzien­na, dys­kret­na i respek­tu­ją­ca, miłość wol­no­ści i dla wol­no­ści, miłość, któ­ra leczy i uwznio­śla. To miłość Pana, któ­ra wie wię­cej o powsta­wa­niu niż upad­kach, o pojed­na­niu niż zaka­zach, o dawa­niu nowej szan­sy niż potę­pie­niu, o przy­szło­ści niż prze­szło­ści” (Papież Fran­ci­szek, Adhor­ta­cja Chri­stus vivit 115, 116).

 

Zaufać Jezu­so­wi

My wszy­scy – rodzi­ce jako naj­waż­niej­si świad­ko­wie wia­ry, dusz­pa­ste­rze i kate­che­ci – jeste­śmy odpo­wie­dzial­ni przed Bogiem za roz­wój wia­ry dzie­ci i mło­dzie­ży. Dla­te­go powin­ni­śmy pamię­tać o naszym pod­sta­wo­wym zada­niu, jakim jest gło­sze­nie praw­dy, że Jezus jest jedy­nym Panem i Zba­wi­cie­lem czło­wie­ka. Praw­dę tę gło­sił św. Paweł Apo­stoł, któ­ry w Liście do Koryn­tian pisał: „Prze­ka­za­łem wam na począt­ku to, co prze­ją­łem: że Chry­stus umarł – zgod­nie z Pismem – za nasze grze­chy, że został pogrze­ba­ny, że zmar­twych­wstał trze­cie­go dnia, zgod­nie z Pismem” (1 Kor 15, 3 – 4).

Zna­ko­mi­tą oka­zją do reali­za­cji tego zada­nia może być przy­go­to­wa­nie do sakra­men­tów świę­tych, zwłasz­cza sakra­men­tu bierz­mo­wa­nia. Spo­tka­nia kan­dy­da­tów w para­fii, two­rze­nie małych grup, udział w reko­lek­cjach ewan­ge­li­za­cyj­nych – to tyl­ko nie­któ­re dzia­ła­nia otwie­ra­ją­ce szan­sę na to, by po przy­ję­ciu bierz­mo­wa­nia więź mło­dych ludzi z Jezu­sem nie osła­bła, ale nadal się roz­wi­ja­ła i reali­zo­wa­ła, na przy­kład poprzez dzia­łal­ność i zaan­ga­żo­wa­nie we wspól­no­tach i ruchach reli­gij­nych. Celem para­fial­nych spo­tkań o cha­rak­te­rze ewan­ge­li­za­cyj­nym powin­no być gło­sze­nie praw­dy, któ­rą mło­dym ludziom przy­po­mi­na papież Fran­ci­szek. War­to zatrzy­mać się nad jego sło­wa­mi: „Jeste­śmy zba­wie­ni przez Jezu­sa: bo nas kocha i tej miło­ści nie może się sprze­ci­wić. Może­my Mu robić cokol­wiek, ale On nas kocha i zba­wia. Bo tyl­ko to, co jest kocha­ne, może być zba­wio­ne. Tyl­ko to, co się akcep­tu­je, może zostać prze­mie­nio­ne. Miłość Pana jest więk­sza niż wszyst­kie nasze sprzecz­no­ści, wszyst­kie nasze sła­bo­ści i wszyst­kie nasze mało­dusz­no­ści. (…) Praw­dzi­wym upad­kiem – uwa­żaj­cie – praw­dzi­wym upad­kiem, któ­ry może zruj­no­wać nam życie, jest bowiem pozo­sta­nie na zie­mi i nie­po­zwo­le­nie sobie pomóc” (Papież Fran­ci­szek, Adhor­ta­cja Chri­stus vivit 120).

Czy jestem świad­kiem Jezu­sa wobec tych, do któ­rych zosta­łem posła­ny? Czy jeśli jako rodzic, nauczy­ciel wycho­waw­ca, ksiądz, kate­che­ta zosta­nę zapy­ta­ny przez wycho­wan­ków o moje życie, będę miał odwa­gę powie­dzieć im to, co powie­dział Jezus: „Chodź­cie a zoba­czy­cie”?

Nasze zada­nie

Dzię­kuj­my dobre­mu Bogu za to, że prze­ży­wa­jąc osiem­dzie­sią­tą rocz­ni­cę wybu­chu II woj­ny świa­to­wej, cie­szy­my się darem poko­ju. Co zro­bić, by ten pokój był trwa­ły, by wid­mo kon­flik­tów i wojen sta­ło się bar­dziej odle­głe? War­to sko­rzy­stać z pora­dy kogoś, kto prze­żył gehen­nę woj­ny, naocz­ne­go świad­ka tam­tych wyda­rzeń. Zofia Kos­sak, pol­ska pisar­ka – autor­ka powie­ści histo­rycz­nych, w cza­sie II woj­ny świa­to­wej była więź­niar­ką obo­zu kon­cen­tra­cyj­ne­go Auschwitz-Bir­ke­nau. Tra­gicz­ne doświad­cze­nia obo­zo­we zna­la­zły wyraz w jej książ­ce pod tytu­łem Z otchła­ni. Pod koniec ostat­nie­go roz­dzia­łu Zofia Kos­sak kie­ru­je do czy­tel­ni­ków apel: „Wycho­wać ina­czej ludzi! Doty­ka­my sed­na spra­wy, celu wła­ści­we­go tej książ­ki. Czy­tel­ni­ku! Za to, że Bóg cię zacho­wał (…) musisz się do tego dzie­ła przy­ło­żyć (…). Jest to obo­wiąz­kiem tych, któ­rzy prze­ży­li wzglę­dem tych, któ­rzy pomar­li. Jest to obo­wiąz­kiem dzi­siej­sze­go poko­le­nia w sto­sun­ku do poko­leń, któ­re nadejść mają i któ­re trze­ba uchro­nić od moż­li­wo­ści nawro­tu ofen­sy­wy pie­kła. Nie trać­my cza­su!”

Zachę­ca­my wszyst­kich do głę­bo­kie­go i twór­cze­go prze­ży­cia IX Tygo­dnia Wycho­wa­nia. Oso­bom zaan­ga­żo­wa­nym w pro­ces for­ma­cji dzie­ci i mło­dzie­ży: Rodzi­com, Nauczy­cie­lom, Dusz­pa­ste­rzom i Kate­che­tom, na roz­po­czy­na­ją­cy się rok szkol­ny i kate­che­tycz­ny 2019/2020, z ser­ca bło­go­sła­wi­my i dzię­ku­je­my za wypeł­nia­nie trud­nej, ale jak­że pięk­nej misji. Dzię­ku­je­my za każ­de świad­czo­ne dobro.

Pod­pi­sa­li:

Kar­dy­na­ło­wie, Arcy­bi­sku­pi i Bisku­pi
obec­ni na 383. Zebra­niu Ple­nar­nym Kon­fe­ren­cji Epi­sko­pa­tu Pol­ski

Wał­brzych-Świd­ni­ca 13 – 14 czerw­ca 2019 r.