Przezwycięż obojętność i zyskaj pokój

Orę­dzie Ojca Świę­te­go Fran­cisz­ka na Świa­to­wy Dzień Poko­ju 2016

1. Bóg nie jest obo­jęt­ny! Dla Boga ludz­kość jest waż­na, Bóg jej nie opusz­cza! Na począt­ku nowe­go roku chciał­bym, aby to moje głę­bo­kie prze­ko­na­nie towa­rzy­szy­ło życze­niom obfi­te­go bło­go­sła­wień­stwa i poko­ju, peł­nym nadziei na przy­szłość każ­de­go męż­czy­zny i kobie­ty, każ­dej rodzi­ny, ludu i naro­du świa­ta, a tak­że sze­fów państw i rzą­dów oraz zwierzch­ni­ków reli­gij­nych. Nie tra­ci­my bowiem nadziei, że w roku 2016 wszy­scy będzie­my, na róż­nych pozio­mach, moc­no i ufnie zaan­ga­żo­wa­ni w reali­zo­wa­nie spra­wie­dli­wo­ści i w dzia­ła­nia na rzecz poko­ju. Tak, pokój jest darem Boga i dzie­łem ludzi. Pokój jest darem Boga, ale powie­rzo­nym wszyst­kim męż­czy­znom i kobie­tom, któ­rzy są powo­ła­ni do jego reali­za­cji.
Strzec moty­wów nadziei

2. Woj­ny i dzia­ła­nia ter­ro­ry­stycz­ne z ich tra­gicz­ny­mi kon­se­kwen­cja­mi, upro­wa­dze­nia osób, prze­śla­do­wa­nia na tle etnicz­nym czy reli­gij­nym, sprze­nie­wie­rza­nie się zasa­dom moral­nym nazna­czy­ły od począt­ku do koń­ca ubie­gły rok, bole­śnie poja­wia­jąc się coraz czę­ściej w wie­lu regio­nach świa­ta, do tego stop­nia, by przy­brać cechy tego, co moż­na okre­ślić „trze­cią woj­ną świa­to­wą w kawał­kach”. Nie­któ­re jed­nak wyda­rze­nia minio­nych lat i dopie­ro co zakoń­czo­ne­go roku zachę­ca­ją mnie do pono­wie­nia w per­spek­ty­wie nowe­go roku zachę­ty, by nie tra­cić nadziei, że czło­wiek, z pomo­cą Bożej łaski, jest zdol­ny do poko­na­nia zła, i by nie pod­da­wać się rezy­gna­cji i obo­jęt­no­ści. Wyda­rze­nia, o któ­rych mówię, uka­zu­ją zdol­ność czło­wie­ka do dzia­ła­nia w duchu soli­dar­no­ści, prze­kra­cza­jąc inte­re­sy indy­wi­du­al­ne, apa­tię i obo­jęt­ność wobec sytu­acji kry­tycz­nych.

Chciał­bym wśród nich przy­po­mnieć wysi­łek na rzecz umoż­li­wie­nia spo­tka­nia świa­to­wych przy­wód­ców w ramach COP 21, aby poszu­ki­wać nowych spo­so­bów prze­ciw­dzia­ła­nia zmia­nom kli­ma­tycz­nym i oca­le­nia sta­bil­no­ści Zie­mi, nasze­go wspól­ne­go domu. A to odsy­ła nas do dwóch poprzed­nich wyda­rzeń na pozio­mie glo­bal­nym: szczy­tu w Addis Abe­bie w celu pozy­ska­nia fun­du­szy na rzecz zrów­no­wa­żo­ne­go roz­wo­ju na świe­cie; oraz przy­ję­cia przez Orga­ni­za­cję Naro­dów Zjed­no­czo­nych Agen­dy na Rzecz Zrów­no­wa­żo­ne­go Roz­wo­ju 2030, mają­cej na celu zapew­nie­nie do tego roku bar­dziej god­ne­go życia wszyst­kim, a zwłasz­cza naj­uboż­szym miesz­kań­com pla­ne­ty.

2015 był rokiem szcze­gól­nym dla Kościo­ła, ponie­waż zwią­za­ny był z 50.rocznicą publi­ka­cji dwóch doku­men­tów Sobo­ru Waty­kań­skie­go II, któ­re wyra­ża­ją w bar­dzo wymow­ny spo­sób soli­dar­ność Kościo­ła ze świa­tem. Papież Jan XXIII na począt­ku Sobo­ru chciał otwo­rzyć na oścież okna Kościo­ła, aby komu­ni­ka­cja mię­dzy nim a świa­tem była bar­dziej oży­wio­na. Dwa doku­men­ty, Nostra aeta­te oraz Gau­dium et spes, wyra­zi­ście sym­bo­li­zu­ją nową rela­cję dia­lo­gu, soli­dar­no­ści i towa­rzy­sze­nia, jaką ​​Kościół pra­gnął wpro­wa­dzić w obrę­bie ludz­ko­ści. W dekla­ra­cji Nostra aeta­te Kościół został wezwa­ny do otwar­cia się na dia­log z reli­gia­mi nie­chrze­ści­jań­ski­mi. W Kon­sty­tu­cji dusz­pa­ster­skiej Gau­dium et spes — ponie­waż: „radość i nadzie­ja, smu­tek i lęk ludzi w naszych cza­sach, szcze­gól­nie ubo­gich i wszyst­kich uci­śnio­nych, są rów­nież rado­ścią i nadzie­ją, smut­kiem i lękiem uczniów Chry­stu­sa” [1] — Kościół chciał nawią­zać dia­log z rodzi­ną ludz­ką odno­śnie do pro­ble­mów świa­ta, jako znak soli­dar­no­ści i miło­ści nazna­czo­nej sza­cun­kiem [2].

W tej samej per­spek­ty­wie, poprzez Jubi­le­usz Miło­sier­dzia pra­gnę zachę­cić Kościół do modli­twy i dzia­ła­nia, aby każ­dy chrze­ści­ja­nin mógł wypra­co­wać ser­ce pokor­ne i współ­czu­ją­ce, zdol­ne do gło­sze­nia i świad­cze­nia miło­sier­dzia, do „prze­ba­cza­nia i do dawa­nia” […], do otwar­cia się „na tych wszyst­kich, któ­rzy żyją na naj­róż­niej­szych pery­fe­riach egzy­sten­cjal­nych, któ­re czę­sto dzi­siej­szy świat stwa­rza w spo­sób dra­ma­tycz­ny”, nie popa­da­jąc „w obo­jęt­ność, któ­ra upo­ka­rza, w przy­zwy­cza­je­nie, któ­re znie­czu­la ducha i nie pozwa­la odkryć nowo­ści, w cynizm, któ­ry nisz­czy” [3].

Ist­nie­je wie­le powo­dów, aby wie­rzyć w zdol­ność ludz­ko­ści do wspól­ne­go dzia­ła­nia w soli­dar­no­ści, w uzna­niu swe­go wza­jem­ne­go powią­za­nia i współ­za­leż­no­ści, mając na uwa­dze człon­ków naj­słab­szych oraz ochro­nę dobra wspól­ne­go. Ta posta­wa soli­dar­nej współ­od­po­wie­dzial­no­ści jest pod­sta­wą powo­ła­nia do bra­ter­stwa i do wspól­ne­go życia. God­ność i rela­cje mię­dzy­oso­bo­we kon­sty­tu­ują nas jako isto­ty ludz­kie, któ­re Bóg stwo­rzył na swój obraz i podo­bień­stwo. Jako stwo­rze­nia obda­rzo­ne nie­zby­wal­ną god­no­ścią żyje­my w rela­cji z naszy­mi brać­mi i sio­stra­mi, wobec któ­rych mamy odpo­wie­dzial­ność i z któ­ry­mi dzia­ła­my soli­dar­nie. Bez tej rela­cji byli­by­śmy zubo­że­ni w czło­wie­czeń­stwie. Wła­śnie w ten spo­sób obo­jęt­ność sta­no­wi zagro­że­nie dla rodzi­ny ludz­kiej. Gdy podą­ża­my ku nowe­mu roko­wi chciał­bym zachę­cić wszyst­kich do uzna­nia tego fak­tu, aby prze­zwy­cię­żyć obo­jęt­ność i zyskać pokój.
Nie­któ­re for­my obo­jęt­no­ści

3. Oczy­wi­ście posta­wa obo­jęt­no­ści ludzi zamy­ka­ją­cych ser­ce, by nie myśleć o innych, zamy­ka­ją­cych oczy, żeby nie widzieć tego, co ich ota­cza, czy sto­su­ją­cych uni­ki, żeby nie być dotknię­ty­mi pro­ble­ma­mi innych osób, jest cechą ludz­kiej typo­lo­gii dość roz­po­wszech­nio­ną i obec­ną w każ­dej epo­ce dzie­jów. Jed­nak w dzi­siej­szych cza­sach prze­kro­czy­ła ona zde­cy­do­wa­nie wymiar indy­wi­du­al­ny, by nabrać wymia­ru glo­bal­ne­go i wytwo­rzyć zja­wi­sko „glo­ba­li­za­cji obo­jęt­no­ści”.

Pierw­szą for­mą obo­jęt­no­ści w ludz­kim spo­łe­czeń­stwie jest obo­jęt­ność wobec Boga, z któ­rej wypły­wa tak­że obo­jęt­ność wobec bliź­nich i wobec stwo­rze­nia. Jest to jeden z poważ­nych skut­ków fał­szy­we­go huma­ni­zmu i prak­tycz­ne­go mate­ria­li­zmu, połą­czo­nych z myślą rela­ty­wi­stycz­ną i nihi­li­stycz­ną. Czło­wiek myśli, że jest twór­cą same­go sie­bie, swo­je­go życia i spo­łe­czeń­stwa, czu­je się samo­wy­star­czal­ny i dąży nie tyl­ko do zastą­pie­nia Boga, ale oby­cia się cał­ko­wi­cie bez Nie­go. W rezul­ta­cie myśli, że nic niko­mu poza sobą samym nie jest winien i żąda jedy­nie posia­da­nia praw [4]. W obli­czu tego błęd­ne­go samo­roz­u­mie­nia oso­by Bene­dykt XVI przy­po­mniał, że ani czło­wiek, ani jego roz­wój nie są w sta­nie nadać sobie samym swe­go osta­tecz­ne­go sen­su [5]. A wcze­śniej Paweł VI stwier­dził, że „praw­dzi­wy huma­nizm to tyl­ko ten, któ­ry zwra­ca się w kie­run­ku Abso­lu­tu, uzna­jąc powo­ła­nie dają­ce praw­dzi­wą ideę życia ludz­kie­go” [6].

Obo­jęt­ność wobec bliź­nie­go przyj­mu­je róż­ne obli­cza. Są ludzie dobrze poin­for­mo­wa­ni, słu­cha­ją­cy radia, czy­ta­ją­cy gaze­ty czy oglą­da­ją­cy pro­gra­my tele­wi­zyj­ne, któ­rzy czy­nią to w spo­sób chłod­ny, nie­mal z przy­zwy­cza­ja­nia: ludzie tacy mgli­ście zna­ją dra­ma­ty tra­pią­ce ludz­kość, ale nie czu­ją się zaan­ga­żo­wa­ni, nie prze­ży­wa­ją współ­czu­cia. Jest to posta­wa tych, któ­rzy wie­dzą, ale kie­ru­ją spoj­rze­nie, myśl i dzia­ła­nie na samych sie­bie. Nie­ste­ty, musi­my stwier­dzić, że cha­rak­te­ry­stycz­ny dla naszych cza­sów wzrost infor­ma­cji sam przez się nie ozna­cza zwięk­sze­nia uwa­gi na pro­ble­my, jeśli nie towa­rzy­szy mu otwar­cie sumie­nia w poczu­ciu soli­dar­no­ści [7]. Może on wręcz pocią­gać za sobą pew­ne nasy­ce­nie, któ­re znie­czu­la i w jakimś stop­niu rela­ty­wi­zu­je powa­gę pro­ble­mów. „Nie­któ­rzy zwy­czaj­nie się cie­szą, obar­cza­jąc winą ubo­gich i kra­je bied­ne za swo­je wła­sne trud­ne pro­ble­my, sto­su­jąc nie­spra­wie­dli­we uogól­nie­nia, chcąc zna­leźć roz­wią­za­nie w «edu­ka­cji», któ­ra by ich uspo­ko­iła i zamie­ni­ła w oswo­jo­ne i nie­groź­ne isto­ty. Sta­je się to jesz­cze bar­dziej draż­li­we, jeśli wyklu­cze­ni widzą, jak roz­ra­sta się ów rak spo­łecz­ny, jakim jest korup­cja głę­bo­ko zako­rze­nio­na w wie­lu kra­jach — w sfe­rach rzą­do­wych, pośród przed­się­bior­ców oraz w insty­tu­cjach, nie­za­leż­nie od poli­tycz­nej ide­olo­gii rzą­dzą­cych” [8].

W innych przy­pad­kach, obo­jęt­ność prze­ja­wia się jako brak wraż­li­wo­ści na ota­cza­ją­cą rze­czy­wi­stość, szcze­gól­nie bar­dziej odle­głą. Nie­któ­rzy ludzie wolą nie szu­kać, nie być poin­for­mo­wa­ny­mi i żyją swo­im dobro­by­tem i wygo­dą, głu­si na krzyk bólu cier­pią­cej ludz­ko­ści. Nie­mal nie zda­jąc sobie z tego spra­wy sta­li­śmy się nie­zdol­ni do odczu­wa­nia współ­czu­cia dla innych, dla ich dra­ma­tów, nie obcho­dzi nas tro­ska o nich, jak­by odpo­wie­dzial­ność za to, co im się przy­tra­fia nas nie doty­czy­ła, nie nale­ża­ła do naszych kom­pe­ten­cji [9]. „Kie­dy my mamy się dobrze i żyje się nam wygod­nie, oczy­wi­ście zapo­mi­na­my o innych (Bogu nie zda­rza się to nigdy), nie obcho­dzą nas ich pro­ble­my, ich cier­pie­nia i krzyw­dy, jakich zazna­ją…, wte­dy nasze ser­ce popa­da w obo­jęt­ność — gdy ja mam się względ­nie dobrze i żyję wygod­nie, zapo­mi­nam o ludziach, któ­rzy nie mają się dobrze [10]”.

Żyjąc we wspól­nym domu, nie może­my nie sta­wiać sobie pyta­nia o jego stan, jak to sta­ra­łem się uczy­nić w ency­kli­ce Lau­da­to si’. Zanie­czysz­cze­nie wody i powie­trza, maso­wa eks­plo­ata­cja lasów, znisz­cze­nie śro­do­wi­ska, są czę­sto wyni­kiem obo­jęt­no­ści czło­wie­ka wobec innych, bo wszyst­ko jest ze sobą powią­za­ne. Podob­nie tak­że zacho­wa­nie czło­wie­ka wobec zwie­rząt ma wpływ na jego rela­cje z inny­mi [11], nie mówiąc już o tych, któ­rzy pozwa­la­ją sobie czy­nić gdzie indziej to, na co nie ośmie­la­ją się we wła­snym domu [12].

W tych i w innych przy­pad­kach, obo­jęt­ność powo­du­je zamknię­cie i uni­ka­nie obo­wiąz­ków, przy­czy­nia­jąc się w osta­tecz­no­ści do bra­ku poko­ju z Bogiem, z inny­mi i ze stwo­rze­niem.
Pokój zagro­żo­ny zglo­ba­li­zo­wa­ną obo­jęt­no­ścią

4. Obo­jęt­ność wobec Boga wykra­cza poza sfe­rę wewnętrz­ną i ducho­wą poszcze­gól­nej oso­by, aktyw­nie wpły­wa­jąc na sfe­rę publicz­ną i spo­łecz­ną. Jak powie­dział Bene­dykt XVI: „ist­nie­je ści­sły zwią­zek mię­dzy wiel­bie­niem Boga a poko­jem mię­dzy ludź­mi na zie­mi” [13]. Bowiem, „bez otwar­cia na trans­cen­den­cję czło­wiek łatwo pada łupem rela­ty­wi­zmu, a póź­niej trud­no mu dzia­łać w zgo­dzie ze spra­wie­dli­wo­ścią i anga­żo­wać się na rzecz poko­ju [14]”. Zapo­mnie­nie i zane­go­wa­nie Boga, pobu­dza­ją­ce czło­wie­ka, by nie uzna­wać żad­nej nor­my ponad sobą i do obra­nia jako nor­my jedy­nie same­go sie­bie, spo­wo­do­wa­ły okru­cień­stwo i prze­moc bez mia­ry [15].

Na pozio­mie indy­wi­du­al­nym i wspól­no­to­wym obo­jęt­ność wobec bliź­nie­go, zro­dzo­na z obo­jęt­no­ści wobec Boga, przy­bie­ra postać bier­no­ści i bra­ku zaan­ga­żo­wa­nia, będą­cych pożyw­ką dla utrzy­my­wa­nia sytu­acji nie­spra­wie­dli­wo­ści i poważ­nej nie­rów­no­wa­gi spo­łecz­nej, któ­re mogą z kolei pro­wa­dzić do kon­flik­tów lub w każ­dym razie zro­dzić atmos­fe­rę nie­za­do­wo­le­nia, któ­ra ​​gro­zi dopro­wa­dze­niem, wcze­śniej czy póź­niej, do prze­mo­cy i bra­ku bez­pie­czeń­stwa.

W tym sen­sie obo­jęt­ność i wyni­ka­ją­cy z niej brak zaan­ga­żo­wa­nia sta­no­wią poważ­ne zanie­dby­wa­nie obo­wiąz­ku, jaki posia­da każ­da oso­ba, by przy­czy­niać się na mia­rę swo­ich moż­li­wo­ści i roli odgry­wa­nej w spo­łe­czeń­stwie, do dobra wspól­ne­go, szcze­gól­nie do poko­ju, któ­ry jest jed­nym z naj­cen­niej­szych dóbr ludz­ko­ści [16].

Ponad­to, jeśli obo­jęt­ność wobec dru­gie­go wkra­cza na poziom insty­tu­cjo­nal­ny, jest wymie­rzo­na w jego god­ność, pra­wa pod­sta­wo­we i jego wol­ność w połą­cze­niu z kul­tu­rą zysku i hedo­ni­zmu, to sprzy­ja ona, a cza­sa­mi uspra­wie­dli­wia dzia­ła­nia i poli­ty­kę, któ­re w osta­tecz­no­ści sta­no­wią zagro­że­nie dla poko­ju. Taka posta­wa obo­jęt­no­ści może nawet dopro­wa­dzić do uza­sad­nie­nia nie­któ­rych god­nych poża­ło­wa­nia poli­tyk gospo­dar­czych, zapo­wia­da­ją­cych nie­spra­wie­dli­wo­ści, podzia­ły i prze­moc, mają­cych na celu osią­gnię­cie wła­sne­go dobro­by­tu czy też dobro­by­tu naro­du. Nie­rzad­ko bowiem ludz­kie pla­ny poli­tycz­ne i gospo­dar­cze mają za cel pod­bój lub utrzy­ma­nie wła­dzy i bogac­twa, nawet za cenę pogwał­ce­nia pod­sta­wo­wych praw i potrzeb innych. Kie­dy ludom odma­wia się ich praw pod­sta­wo­wych, takich jak żyw­ność, woda, opie­ka zdro­wot­na lub pra­ca, są one kuszo­ne, by zapew­nić je sobie z uży­ciem siły [17].

Co wię­cej, obo­jęt­ność wobec śro­do­wi­ska natu­ral­ne­go, powo­du­jąc wyle­sie­nie, zanie­czysz­cze­nie śro­do­wi­ska i kata­stro­fy natu­ral­ne wyko­rze­nia­ją­ce całe spo­łecz­no­ści z ich śro­do­wi­ska życia, pro­wa­dząc je do nie­pew­no­ści i bra­ku bez­pie­czeń­stwa, two­rzy nowe ubó­stwo, nowe sytu­acje nie­spra­wie­dli­wo­ści przez czę­sto fatal­ne skut­ki w zakre­sie bez­pie­czeń­stwa i poko­ju spo­łecz­ne­go. Jak wie­le wojen pro­wa­dzo­no i jak wie­le jesz­cze będzie pro­wa­dzo­nych z powo­du bra­ku środ­ków lub nie­za­spo­ko­jo­ne­go popy­tu na zaso­by natu­ral­ne? [18]
Od obo­jęt­no­ści do miło­sier­dzia: nawró­ce­nie ser­ca

5. Kie­dy przed rokiem w Orę­dziu na Świa­to­wy Dzień Poko­ju zaty­tu­ło­wa­nym „Już nie nie­wol­ni­cy, lecz bra­cia” przy­po­mi­na­łem pierw­szy biblij­ny obraz ludz­kie­go bra­ter­stwa, obraz Kaina i Abla (por. Rdz 4,1 – 16), cho­dzi­ło mi o zwró­ce­nie uwa­gi na to, jak zosta­ło to pierw­sze bra­ter­stwo zdra­dzo­ne. Kain i Abel byli brać­mi. Obaj pocho­dzi­li z tego same­go łona, byli rów­ni w god­no­ści i stwo­rze­ni na obraz i podo­bień­stwo Boga; ale ich bra­ter­stwo zawar­te w akcie stwo­rze­nia ule­ga znisz­cze­niu. „Kain nie tyl­ko nie może znieść swe­go bra­ta Abla, ale zabi­ja go z zazdro­ści” [19]. Zatem bra­to­bój­stwo sta­je się for­mą zdra­dy i odrzu­ce­nia przez Kaina bra­ter­stwa Abla i pierw­szym odrzu­ce­niem w rodzin­nych rela­cjach bra­ter­stwa, soli­dar­no­ści i wza­jem­ne­go sza­cun­ku.

Wów­czas inter­we­niu­je Bóg, by wezwać czło­wie­ka do odpo­wie­dzial­no­ści wobec isto­ty do nie­go podob­nej, dokład­nie tak samo, jak to uczy­nił, gdy Adam i Ewa, pierw­si rodzi­ce, zerwa­li komu­nię ze Stwór­cą. „Wte­dy Bóg zapy­tał Kaina: «Gdzie jest brat twój, Abel?» On odpo­wie­dział: «Nie wiem. Czyż jestem stró­żem bra­ta mego?» Rzekł Bóg: «Cóżeś uczy­nił? Krew bra­ta twe­go gło­śno woła ku mnie z zie­mi!»” (Rdz 4,9 – 10).

Kain powia­da, że nie wie, co sta­ło się z jego bra­tem, mówi, że nie jest jego stró­żem. Nie czu­je się odpo­wie­dzial­ny za jego życie, za jego los. Nie czu­je się zaan­ga­żo­wa­ny. Jest obo­jęt­ny wobec swe­go bra­ta, pomi­mo że byli zwią­za­ni wspól­nym pocho­dze­niem. Jakie to smut­ne! Jakiż to dra­mat bra­ter­ski, rodzin­ny, ludz­ki! Jest to pierw­szy prze­jaw obo­jęt­no­ści mię­dzy brać­mi. Bóg jed­nak nie jest obo­jęt­ny: krew Abla ma wiel­ką war­tość w Jego oczach i żąda od Kaina zda­nia spra­wy. Bóg zatem od począt­ku ludz­ko­ści obja­wia się jako Ten, któ­ry jest zain­te­re­so­wa­ny losem czło­wie­ka. Gdy póź­niej syno­wie Izra­ela byli w nie­wo­li egip­skiej, Bóg ponow­nie inter­we­niu­je. Mówi do Moj­że­sza: „Dosyć napa­trzy­łem się na udrę­kę ludu mego w Egip­cie i nasłu­cha­łem się narze­kań jego na cie­mięz­ców, znam więc jego ucie­mię­że­nie. Zstą­pi­łem, aby go wyrwać z ręki Egip­tu i wypro­wa­dzić z tej zie­mi do zie­mi żyznej i prze­stron­nej, do zie­mi, któ­ra opły­wa w mle­ko i miód” (Wj 3,7 – 8). Waż­ne jest zwró­ce­nie uwa­gi na cza­sow­ni­ki opi­su­ją­ce inter­wen­cję Boga: On zauwa­ża, sły­szy, zstę­pu­je, wyzwa­la. Bóg nie jest obo­jęt­ny. Jest czuj­ny i dzia­ła.

Podob­nie w swo­im Synu Jezu­sie, Bóg zstą­pił mię­dzy ludzi, przy­jął ludz­kie cia­ło i oka­zał się soli­dar­ny z ludz­ko­ścią we wszyst­kim, za wyjąt­kiem grze­chu. Jezus utoż­sa­miał się z ludz­ko­ścią, był „pier­wo­rod­nym mię­dzy wie­lu brać­mi” (Rz 8,29). Nie tyl­ko nauczał rze­sze, ale trosz­czył się o nie, zwłasz­cza gdy widział, że były głod­ne (por. Mk 6,34 – 44) lub bez­ro­bot­ne (por. Mt 20,3). Jego spoj­rze­nie było skie­ro­wa­ne nie tyl­ko na ludzi, ale tak­że na ryby mor­skie, na pta­ki nie­bie­skie, rośli­ny i drze­wa, małe i duże; obej­mo­wa­ło całe stwo­rze­nie. Z pew­no­ścią widział On, ale do tego się nie ogra­ni­czał, ponie­waż doty­kał ludzi, roz­ma­wiał z nimi, dzia­łał na ich rzecz i czy­nił dobro potrze­bu­ją­cym. Nie tyl­ko to, ale wzru­szał się i pła­kał (por. J 11,33 – 44). I dzia­łał, aby poło­żyć kres cier­pie­niu, smut­ko­wi, nędzy i śmier­ci.

Jezus uczy nas, aby­śmy byli miło­sier­ni jak Ojciec (por. Łk 6,36). W przy­po­wie­ści o miło­sier­nym Sama­ry­ta­ni­nie (por. Łk 10,29 – 37) pięt­nu­je nie­udzie­le­nie pomo­cy w obli­czu pil­nej potrze­by bliź­nich: „zoba­czył go i minął” (por. Łk 10,31.32). Rów­no­cze­śnie, posłu­gu­jąc się tym przy­kła­dem, zachę­ca swo­ich słu­cha­czy, a zwłasz­cza swo­ich uczniów, aby się nauczy­li zatrzy­my­wać w obli­czu cier­pień tego świa­ta, aby im ulżyć, aby opa­try­wać rany innych, taki­mi środ­ka­mi, jakie mamy do dys­po­zy­cji, począw­szy od wła­sne­go cza­su, pomi­mo wie­lu zajęć. Obo­jęt­ność bowiem czę­sto poszu­ku­je pre­tek­stów: w prze­strze­ga­niu naka­zów rytu­al­nych, w ilo­ści rze­czy, któ­re mamy do zro­bie­nia, w anta­go­ni­zmach, któ­re trzy­ma­ją nas z dale­ka od sie­bie, w róż­ne­go rodza­ju uprze­dze­niach, któ­re unie­moż­li­wia­ją nam, byśmy sta­li się dla sie­bie bliź­ni­mi.

Miło­sier­dzie jest ser­cem Boga. Dla­te­go powin­no być ser­cem tych wszyst­kich, któ­rzy uzna­ją sie­bie za człon­ków jed­nej wiel­kiej rodzi­ny Jego dzie­ci; ser­cem, któ­re moc­no bije wszę­dzie tam, gdzie ludz­ka god­ność — odzwier­cie­dle­nie obli­cza Boga w Jego stwo­rze­niach — jest zagro­żo­na. Jezus nas prze­strze­ga: miłość wobec innych — cudzo­ziem­ców, cho­rych, więź­niów, bez­dom­nych, a nawet wro­gów — to jed­nost­ka mia­ry Boga osą­dza­ją­ce­go nasze dzia­ła­nia. Od tego zale­ży nasze wiecz­ne prze­zna­cze­nie. Nic dziw­ne­go, że apo­stoł Paweł wzy­wa chrze­ści­jan Rzy­mu, by rado­wa­li się z tymi, któ­rzy się wese­lą i pła­ka­li z tymi, któ­rzy pła­czą (por. Rz 12,15) lub pole­ca chrze­ści­ja­nom Koryn­tu, by zor­ga­ni­zo­wa­li zbiór­kę na znak soli­dar­no­ści z cier­pią­cy­mi człon­ka­mi Kościo­ła (1 Kor 16,2 – 3). A świę­ty Jan pisze: „Jeśli­by ktoś posia­dał majęt­ność tego świa­ta i widział, że brat jego cier­pi nie­do­sta­tek, a zamknął przed nim swe ser­ce, jak może trwać w nim miłość Boga?” (1 J 3,17; por. Jk 2, 15 – 16).

Dla­te­go „ma to klu­czo­we zna­cze­nie dla Kościo­ła oraz dla wia­ry­god­no­ści jego prze­sła­nia, aby on sam żył i świad­czył o nim miło­sier­dziem. Język Kościo­ła i jego gesty muszą prze­ka­zy­wać miło­sier­dzie, aby prze­nik­nąć do ser­ca ludzi i natchnąć ich do odna­le­zie­nia dro­gi powro­tu do Ojca. Pierw­szą praw­dą Kościo­ła jest miłość Chry­stu­sa. Tej­że miło­ści, któ­ra posu­wa się do prze­ba­cze­nia i do daru z sie­bie, Kościół jest słu­gą i pośred­ni­kiem wobec ludzi. Stąd też tam, gdzie Kościół jest obec­ny, musi być też widocz­ne miło­sier­dzie Ojca. W naszych para­fiach, w naszych wspól­no­tach, w sto­wa­rzy­sze­niach, w ruchach, gdzie­kol­wiek są chrze­ści­ja­nie, każ­dy powi­nien odna­leźć oazę miło­sier­dzia” [20].

Zatem my rów­nież jeste­śmy powo­ła­ni do uczy­nie­nia z miło­ści, ze współ­czu­cia, z miło­sier­dzia i soli­dar­no­ści praw­dzi­we­go pro­gra­mu życia, sty­lu zacho­wa­nia w naszych wza­jem­nych rela­cjach [21]. Wyma­ga to nawró­ce­nia ser­ca: to zna­czy, aby ​​łaska Boża prze­mie­ni­ła nasze ser­ca z kamie­nia w ser­ca z cia­ła (por. Ez 36,26), zdol­ne do otwar­cia się na innych z auten­tycz­ną soli­dar­no­ścią. Jest ona w isto­cie czymś wię­cej niż „tyl­ko nie­okre­ślo­nym współ­czu­ciem czy powierz­chow­nym roz­rzew­nie­niem wobec zła doty­ka­ją­ce­go wie­lu osób, bli­skich czy dale­kich” [22]. Soli­dar­ność jest „moc­ną i trwa­łą wolą anga­żo­wa­nia się na rzecz dobra wspól­ne­go, czy­li dobra wszyst­kich i każ­de­go, wszy­scy bowiem jeste­śmy napraw­dę odpo­wie­dzial­ni za wszyst­kich” [23], ponie­waż współ­czu­cie wypły­wa z bra­ter­stwa.

Tak rozu­mia­na soli­dar­ność sta­no­wi posta­wę moral­ną i spo­łecz­ną, któ­ra lepiej odpo­wia­da uświa­do­mie­niu sobie plag naszych cza­sów i nie­za­prze­czal­nej, zawsze ist­nie­ją­cej współ­za­leż­no­ści, zwłasz­cza w zglo­ba­li­zo­wa­nym świe­cie, mię­dzy życiem jed­nost­ki i jej wspól­no­ty w okre­ślo­nym miej­scu, a życiem innych męż­czyzn i kobiet w pozo­sta­łym świe­cie [24].
Pie­lę­gno­wać kul­tu­rę soli­dar­no­ści i miło­sier­dzia, by prze­zwy­cię­żyć obo­jęt­ność

6. Soli­dar­ność jako cno­ta moral­na jest posta­wą spo­łecz­ną będą­cą owo­cem oso­bi­ste­go nawró­ce­nia. Wyma­ga zaan­ga­żo­wa­nia ze stro­ny wie­lu pod­mio­tów, któ­re mają odpo­wie­dzial­ność o cha­rak­te­rze edu­ka­cyj­nym i for­ma­cyj­nym.

Moja pierw­sza myśli bie­gnie ku rodzi­nom powo­ła­nym do pod­sta­wo­wej i nie­zby­wal­nej misji edu­ka­cyj­nej. Sta­no­wią one pierw­sze miej­sce, w któ­rym prze­ży­wa się i prze­ka­zu­je war­to­ści miło­ści i bra­ter­stwa, współ­ist­nie­nia i dzie­le­nia się nawza­jem, tro­ski i opie­ki nad inny­mi. Są one rów­nież uprzy­wi­le­jo­wa­nym śro­do­wi­skiem prze­ka­zy­wa­nia wia­ry, począw­szy od tych pierw­szych pro­stych gestów poboż­no­ści, jakich mat­ki uczą swo­je dzie­ci [25].

Jeśli cho­dzi o wycho­waw­ców i for­ma­to­rów, któ­rzy w szko­le lub w róż­nych ośrod­kach kul­tu­ry dla dzie­ci i mło­dzie­ży mają trud­ne zada­nie ich wycho­wy­wa­nia, to są oni wezwa­ni, by mie­li świa­do­mość, że ich odpo­wie­dzial­ność doty­czy wymia­ru moral­ne­go, ducho­we­go i spo­łecz­ne­go oso­by. War­to­ści takie jak: wol­ność, wza­jem­ny sza­cu­nek i soli­dar­ność mogą być prze­ka­zy­wa­ne począw­szy od naj­młod­szych lat. Zwra­ca­jąc się do odpo­wie­dzial­nych za insty­tu­cje wycho­waw­cze, Bene­dykt XVI powie­dział: „Oby każ­de śro­do­wi­sko wycho­waw­cze było miej­scem otwie­ra­ją­cym na trans­cen­den­cję i na ludzi; miej­scem dia­lo­gu, inte­gra­cji, słu­cha­nia dru­gie­go, w któ­rym mło­dy czło­wiek poczu­je, że jego moż­li­wo­ści i wewnętrz­ne bogac­two są dowar­to­ścio­wa­ne, a tak­że nauczy się doce­niać bra­ci. Oby uczy­ły one kosz­to­wa­nia rado­ści, któ­ra pły­nie z codzien­ne­go życia miło­ścią i współ­czu­ciem wobec bliź­nie­go oraz uczest­ni­cze­nia w budo­wie bar­dziej huma­ni­tar­ne­go i bra­ter­skie­go spo­łe­czeń­stwa” [26].

Tak­że pro­mo­to­rzy kul­tu­ry i twór­cy środ­ków spo­łecz­ne­go prze­ka­zu pono­szą odpo­wie­dzial­ność w zakre­sie wycho­wa­nia i for­ma­cji, zwłasz­cza we współ­cze­snym spo­łe­czeń­stwie, w któ­rym dostęp do narzę­dzi infor­ma­cyj­nych i komu­ni­ka­cyj­nych jest coraz bar­dziej powszech­ny. Ich pierw­szym zada­niem jest służ­ba praw­dzie, a nie inte­re­som par­ty­ku­lar­nym. Bowiem media „nie tyl­ko infor­mu­ją, ale też for­mu­ją ducha swo­ich odbior­ców, mogą zatem mieć znacz­ny udział w wycho­wa­niu mło­dzie­ży. Waż­ne jest, by pamię­tać, że zwią­zek mię­dzy wycho­wa­niem i prze­ka­zem jest bar­dzo ści­sły: pro­ces wycho­wa­nia umoż­li­wia bowiem wła­śnie prze­kaz, któ­ry pozy­tyw­nie bądź nega­tyw­nie wpły­wa na for­ma­cję oso­by” [27]. Insty­tu­cje kul­tu­ry i media powin­ny rów­nież czu­wać, aby spo­sób, w jaki pozy­sku­je się i roz­po­wszech­nia­nia infor­ma­cje był zawsze praw­nie i moral­nie godzi­wy.
Pokój: owoc kul­tu­ry soli­dar­no­ści, miło­sier­dzia i współ­czu­cia

7. Świa­do­mi nie­bez­pie­czeń­stwa glo­ba­li­za­cji obo­jęt­no­ści, nie może­my nie dostrzec, że w powy­żej opi­sa­ny sce­na­riusz wpi­su­ją się tak­że licz­ne ini­cja­ty­wy i dzia­ła­nia pozy­tyw­ne, któ­re świad­czą o współ­czu­ciu, miło­sier­dziu i soli­dar­no­ści, do jakich zdol­ny jest czło­wiek.

Chciał­bym tu wspo­mnieć o kil­ku przy­kła­dach god­nych pochwa­ły wysił­ków uka­zu­ją­cych, jak moż­na prze­zwy­cię­żyć obo­jęt­ność, kie­dy posta­no­wi się nie odwra­cać wzro­ku od swe­go bliź­nie­go, sta­no­wią­cych dobre prak­ty­ki na dro­dze do bar­dziej ludz­kie­go spo­łe­czeń­stwa.

Ist­nie­je wie­le orga­ni­za­cji poza­rzą­do­wych i grup cha­ry­ta­tyw­nych, w Koście­le i poza nim, któ­rych człon­ko­wie w cza­sie epi­de­mii, kata­strof lub kon­flik­tów zbroj­nych, nara­ża­ją się na tru­dy i nie­bez­pie­czeń­stwa, aby trosz­czyć się o ran­nych i cho­rych oraz pogrze­bać zmar­łych. Obok nich chciał­bym wspo­mnieć oso­by i sto­wa­rzy­sze­nia, któ­re spie­szą na ratu­nek imi­gran­tom prze­mie­rza­ją­cym pusty­nie i morza w poszu­ki­wa­niu lep­szych warun­ków życia. Dzia­ła­nia te są uczyn­ka­mi miło­sier­dzia co do cia­ła i co do duszy, z któ­rych będzie­my sądze­ni u kre­su nasze­go życia.

Moja myśl kie­ru­je się tak­że ku dzien­ni­ka­rzom i foto­gra­fom, któ­rzy infor­mu­ją spo­łe­czeń­stwo o trud­nych sytu­acjach, będą­cych wyzwa­niem dla sumień, oraz ku tym, któ­rzy są zaan­ga­żo­wa­ni w obro­nę praw czło­wie­ka, w szcze­gól­no­ści praw mniej­szo­ści etnicz­nych i reli­gij­nych, ludów pier­wot­nych, kobiet i dzie­ci, i wszyst­kich tych, któ­rzy żyją w trud­nej sytu­acji. Jest wśród nich tak­że wie­lu księ­ży i ​​misjo­na­rzy, któ­rzy jako dobrzy paste­rze pozo­sta­ją u boku swo­ich wier­nych i wspie­ra­ją ich, pomi­mo nie­bez­pie­czeństw i trud­no­ści, zwłasz­cza pod­czas kon­flik­tów zbroj­nych.

Ponad­to spo­ro rodzin, pośród wie­lu trud­no­ści zwią­za­nych z pra­cą oraz natu­ry spo­łecz­nej, kosz­tem wiel­kich ofiar anga­żu­je się kon­kret­nie, aby „wbrew domi­nu­ją­cym nur­tom” wycho­wy­wać swo­je dzie­ci do war­to­ści soli­dar­no­ści, współ­czu­cia i bra­ter­stwa! Ileż rodzin otwie­ra swo­je ser­ca i domy potrze­bu­ją­cym, na przy­kład uchodź­com i imi­gran­tom! Pra­gnę szcze­gól­nie podzię­ko­wać wszyst­kim oso­bom, rodzi­nom, para­fiom, wspól­no­tom zakon­nym, klasz­to­rom i sank­tu­ariom, któ­re ochot­nie odpo­wie­dzia­ły na mój apel, aby ugo­ścić rodzi­nę uchodź­ców [28].

Na koniec chciał­bym wspo­mnieć o ludziach mło­dych, któ­rzy łączą się, aby wspól­nie reali­zo­wać pro­jek­ty soli­dar­no­ści i o tych wszyst­kich, któ­rzy otwie­ra­ją swo­je ręce, aby pomóc bliź­nim potrze­bu­ją­cym w swo­im mie­ście, swo­im kra­ju lub w innych regio­nach świa­ta. Chcę podzię­ko­wać i zachę­cić wszyst­kich tych, któ­rzy anga­żu­ją się w takie dzia­ła­nia, nawet jeśli nie są rekla­mo­wa­ne: ich głód i pra­gnie­nie spra­wie­dli­wo­ści zosta­ną zaspo­ko­jo­ne, ich miło­sier­dzie spra­wi, że znaj­dą miło­sier­dzie, a jako wpro­wa­dza­ją­cy pokój zosta­ną nazwa­ni syna­mi Boży­mi (por. Mt 5,6 – 9).
Pokój pod zna­kiem Jubi­le­uszu Miło­sier­dzia

8. W duchu Jubi­le­uszu Miło­sier­dzia wszy­scy są wezwa­ni do roz­po­zna­nia, jak obo­jęt­ność prze­ja­wia się w ich życiu i do pod­ję­cia kon­kret­ne­go wysił­ku, by przy­czy­nić się do popra­wy rze­czy­wi­sto­ści, w któ­rej żyje­my, wycho­dząc od swej rodzi­ny, krę­gu sąsiedz­kie­go lub śro­do­wi­ska pra­cy.

Rów­nież pań­stwa są wezwa­ne do kon­kret­nych czy­nów, do odważ­nych dzia­łań wobec naj­słab­szych człon­ków swo­ich spo­łe­czeństw, takich jak więź­nio­wie, imi­gran­ci, bez­ro­bot­ni i cho­rzy.

W odnie­sie­niu do więź­niów, w wie­lu przy­pad­kach pil­ne wyda­je się pod­ję­cie kon­kret­nych dzia­łań na rzecz popra­wy warun­ków życia w wię­zie­niach, zwra­ca­jąc szcze­gól­ną uwa­gę na tych, któ­rzy są pozba­wie­ni wol­no­ści w ocze­ki­wa­niu na pro­ces [29], uwzględ­nia­jąc cel reedu­ka­cyj­ny sank­cji kar­nej i oce­nia­jąc moż­li­wość włą­cze­nia do usta­wo­daw­stwa dane­go kra­ju kar alter­na­tyw­nych wobec pozba­wie­nia wol­no­ści. W tym kon­tek­ście pra­gnę pono­wić apel do władz pań­stwo­wych o znie­sie­nie kary śmier­ci, tam gdzie jest ona jesz­cze sto­so­wa­na, a tak­że roz­wa­że­nia moż­li­wo­ści amne­stii.

Jeśli cho­dzi o imi­gran­tów, chciał­bym skie­ro­wać zachę­tę do prze­my­śle­nia prze­pi­sów migra­cyj­nych tak, aby wyra­ża­ły wolę przy­ję­cia, w posza­no­wa­niu wza­jem­nych obo­wiąz­ków i odpo­wie­dzial­no­ści, i aby mogły uła­twiać inte­gra­cję imi­gran­tów. W tym kon­tek­ście szcze­gól­ną uwa­gę nale­ży zwró­cić na warun­ki życia imi­gran­tów, pamię­ta­jąc, że nie­le­gal­ność gro­zi popchnię­ciem ich ku prze­stęp­czo­ści.

Chciał­bym rów­nież w tym Roku Jubi­le­uszo­wym sfor­mu­ło­wać pil­ny apel do przy­wód­ców państw, by pod­ję­li kon­kret­ne gesty na rzecz naszych bra­ci i sióstr, któ­rzy cier­pią z powo­du bra­ku pra­cy, zie­mi i dachu. Myślę o stwo­rze­niu miejsc god­nej pra­cy, aby prze­ciw­dzia­łać spo­łecz­nej pla­dze bez­ro­bo­cia, któ­re doty­ka wie­le rodzin oraz ludzi mło­dych i ma nie­zwy­kle poważ­ne kon­se­kwen­cje dla sta­nu całe­go spo­łe­czeń­stwa. Brak pra­cy osła­bia w dużym stop­niu poczu­cie god­no­ści i nadziei, a może być zre­kom­pen­so­wa­ny tyl­ko czę­ścio­wo przez koniecz­ne zasił­ki prze­zna­czo­ne dla osób bez­ro­bot­nych i ich rodzin. Szcze­gól­ną uwa­gę nale­ży poświę­cić kobie­tom — nie­ste­ty nadal dys­kry­mi­no­wa­nym w dzie­dzi­nie pra­cy — oraz nie­któ­rym kate­go­riom pra­cow­ni­ków, któ­rych warun­ki są nie­pew­ne i nie­bez­piecz­ne, a któ­rych wyna­gro­dze­nia nie odpo­wia­da­ją zna­cze­niu ich misji spo­łecz­nej.

Chciał­bym wresz­cie zachę­cić do pod­ję­cia sku­tecz­nych dzia­łań w celu popra­wy warun­ków życia osób cho­rych, zapew­nia­jąc wszyst­kim dostęp do opie­ki medycz­nej i leków nie­zbęd­nych do życia, w tym moż­li­wo­ści opie­ki domo­wej.

Kie­ru­jąc spoj­rze­nie poza wła­sne gra­ni­ce, sze­fo­wie państw są rów­nież wezwa­ni do odno­wie­nia rela­cji z inny­mi naro­da­mi, pozwa­la­jąc wszyst­kim w sku­tecz­nym uczest­nic­twie i włą­cze­niu się w życie spo­łecz­no­ści mię­dzy­na­ro­do­wej, aby urze­czy­wist­ni­ło się tak­że bra­ter­stwo w obrę­bie rodzi­ny naro­dów.

W tej per­spek­ty­wie pra­gnę skie­ro­wać potrój­ny apel: o powstrzy­ma­nie się od wcią­ga­nia innych naro­dów w kon­flik­ty i woj­ny, któ­re nisz­czą nie tyl­ko bogac­two mate­rial­ne, kul­tu­ro­we i spo­łecz­ne, ale tak­że — i to przez dłu­gi czas — inte­gral­ność ducho­wą i moral­ną; o anu­lo­wa­nie lub zrów­no­wa­żo­ne zarzą­dza­nie dłu­giem mię­dzy­na­ro­do­wym kra­jów naj­bied­niej­szych; o pod­ję­cie poli­ty­ki współ­pra­cy, któ­ra, zamiast ugi­nać się przed dyk­ta­tu­rą pew­nych ide­olo­gii, sza­no­wa­ła­by war­to­ści lud­no­ści lokal­nej i któ­ra w żad­nym przy­pad­ku nie była­by szko­dli­wa dla pod­sta­wo­we­go i nie­zby­wal­ne­go pra­wa nie­na­ro­dzo­nych do życia.

Powie­rzam te reflek­sje, wraz z naj­lep­szy­mi życze­nia­mi na Nowy Rok, wsta­wien­nic­twu Naj­święt­szej Maryi, Mat­ki trosz­czą­cej się o potrze­by ludz­ko­ści, aby nam wyjed­na­ła u swe­go Syna Jezu­sa, Księ­cia Poko­ju, wysłu­cha­nie naszych bła­gań i bło­go­sła­wień­stwo dla nasze­go codzien­ne­go zaan­ga­żo­wa­nia na rzecz świa­ta bra­ter­skie­go i soli­dar­ne­go.

Waty­kan, 8 grud­nia 2015 r.,
w uro­czy­stość Nie­po­ka­la­ne­go Poczę­cia Naj­święt­szej Maryi Pan­ny, w dniu inau­gu­ra­cji Nad­zwy­czaj­ne­go Jubi­le­uszu Miło­sier­dzia.