ADHORTACJA APOSTOLSKA DILEXI TE OJCA ŚWIĘTEGO LEONA XIV O MIŁOŚCI DO UBOGICH

1. „Umi­ło­wa­łem cię” (Ap 3, 9), mówi Pan do wspól­no­ty chrze­ści­jań­skiej, któ­ra, w prze­ci­wień­stwie do innych, nie mia­ła żad­ne­go zna­cze­nia ani zaso­bów, a była nara­żo­na na prze­moc i pogar­dę: „Cho­ciaż moc masz zni­ko­mą (…) spra­wię, iż przyj­dą i pad­ną na twarz do twych stóp” (Ap 3, 8 – 9). Tekst ten przy­wo­dzi na myśl sło­wa kan­ty­ku Maryi: „Strą­cił wład­ców z tro­nu, a wywyż­szył pokor­nych. Głod­nych nasy­cił dobra­mi, a boga­tych z niczym odpra­wił” (Łk 1, 52 – 53).

2. Wyzna­nie miło­ści z Apo­ka­lip­sy odsy­ła do nie­wy­czer­pa­nej tajem­ni­cy, któ­rą Papież Fran­ci­szek zgłę­bił w Ency­kli­ce Dile­xit nos o miło­ści ludz­kiej i Bożej Ser­ca Jezu­sa Chry­stu­sa. Podzi­wia­li­śmy w niej spo­sób, w jaki Jezus iden­ty­fi­ko­wał się „z tymi, któ­rzy w hie­rar­chii spo­łecz­nej sto­ją naj­ni­żej”, i jak swo­ją miło­ścią, daną do koń­ca, uka­zał god­ność każ­de­go czło­wie­ka, zwłasz­cza gdy „jest słab­szy, bar­dziej nie­szczę­śli­wy i cier­pią­cy” [1]. Kon­tem­pla­cja miło­ści Chry­stu­sa „poma­ga nam zwra­cać więk­szą uwa­gę na cier­pie­nie i potrze­by innych, czy­ni nas wystar­cza­ją­co sil­ny­mi, aby uczest­ni­czyć w Jego dzie­le zbaw­czym, jako narzę­dzia Jego miło­ści” [2].

3. Z tego powo­du, nawią­zu­jąc wprost do Ency­kli­ki Dile­xit nos, Papież Fran­ci­szek w ostat­nich mie­sią­cach swo­je­go życia przy­go­to­wy­wał adhor­ta­cję apo­stol­ską poświę­co­ną tro­sce Kościo­ła o ubo­gich i wraz z ubo­gi­mi, zaty­tu­ło­wa­ną Dile­xi te, uka­zu­jąc, że Chry­stus zwra­ca się do każ­de­go z nich, mówiąc: Siłę masz zni­ko­mą, zni­ko­mą moc, ale „Ja cię umi­ło­wa­łem” ( Ap 3, 9). Otrzy­maw­szy jak­by w spad­ku ten pro­jekt, cie­szę się, że mogę go uczy­nić swo­im – doda­jąc kil­ka reflek­sji – i zapro­po­no­wać go jesz­cze na począt­ku moje­go pon­ty­fi­ka­tu, podzie­la­jąc pra­gnie­nie umi­ło­wa­ne­go Poprzed­ni­ka, aby wszy­scy chrze­ści­ja­nie mogli dostrzec sil­ny zwią­zek mię­dzy miło­ścią Chry­stu­sa a Jego wezwa­niem, aby­śmy sta­wa­li się bliź­ni­mi ubo­gich. Tak­że i ja uwa­żam za koniecz­ne, by kłaść nacisk na tę dro­gę uświę­ce­nia, ponie­waż w „wezwa­niu do roz­po­zna­nia Go w ubo­gich i cier­pią­cych obja­wia się samo ser­ce Chry­stu­sa, Jego uczu­cia i naj­głęb­sze decy­zje, do któ­rych każ­dy świę­ty pró­bu­je się dosto­so­wać” [3].

ROZDZIAŁ PIERWSZY
KILKA NIEZBĘDNYCH SŁÓW

4. Ucznio­wie Jezu­sa kry­ty­ko­wa­li kobie­tę, któ­ra wyla­ła na Jego gło­wę bar­dzo cen­ny won­ny ole­jek: „Po co takie mar­no­traw­stwo? Prze­cież moż­na było dro­go to sprze­dać i roz­dać ubo­gim”. Lecz Pan rzekł do nich: „Ubo­gich zawsze macie u sie­bie, Mnie zaś nie zawsze macie” (Mt 26, 8 – 9.11). Owa kobie­ta zro­zu­mia­ła, że Jezus był Mesja­szem pokor­nym i cier­pią­cym, na któ­re­go nale­ża­ło prze­lać swo­ją miłość: jaką pocie­chą był ten won­ny ole­jek na gło­wie, któ­rą kil­ka dni póź­niej mia­ły drę­czyć cier­nie! Był to oczy­wi­ście skrom­ny gest, ale ten, kto cier­pi, wie, jak wiel­ki jest nawet mały gest czu­ło­ści i jak ogrom­ną ulgę może przy­nieść. Jezus rozu­mie to i sank­cjo­nu­je jego nie­prze­mi­jal­ność: „Gdzie­kol­wiek po całym świe­cie gło­sić będą tę Ewan­ge­lię, będą rów­nież opo­wia­dać na jej pamiąt­kę o tym, co uczy­ni­ła” (Mt 26, 13). Pro­sto­ta tego gestu ujaw­nia coś wiel­kie­go. Żaden gest czu­ło­ści, nawet naj­mniej­szy, nie zosta­nie zapo­mnia­ny, zwłasz­cza jeśli jest skie­ro­wa­ny do tych, któ­rzy cier­pią, są samot­ni, w potrze­bie, tak jak był Pan w tam­tej godzinie.

5. I wła­śnie w tej per­spek­ty­wie umi­ło­wa­nie Pana łączy się z miło­ścią do ubo­gich. Ten Jezus, któ­ry mówi: „Ubo­gich zawsze macie u sie­bie” (Mt 26, 11), wyra­ża to samo zna­cze­nie, gdy obie­cu­je uczniom: „Ja jestem z wami przez wszyst­kie dni” (Mt 28, 20). A jed­no­cze­śnie przy­cho­dzą nam na myśl sło­wa Pana: „Wszyst­ko, co uczy­ni­li­ście jed­ne­mu z tych bra­ci moich naj­mniej­szych, Mnie­ście uczy­ni­li” (Mt 25, 40). Nie znaj­du­je­my się w per­spek­ty­wie dobro­czyn­no­ści, lecz Obja­wie­nia: kon­takt z tymi, któ­rzy nie mają wła­dzy i wiel­ko­ści, jest fun­da­men­tal­nym spo­so­bem spo­tka­nia z Panem dzie­jów. W ubo­gich On ma nam wciąż coś do powiedzenia.

Św. Fran­ci­szek

6. Papież Fran­ci­szek, wspo­mi­na­jąc decy­zję doty­czą­cą swe­go imie­nia, opo­wie­dział, że po wybo­rze pewien zaprzy­jaź­nio­ny kar­dy­nał uści­skał go, uca­ło­wał i powie­dział: „Nie zapo­mi­naj o ubo­gich!” [4]. Cho­dzi o to samo zale­ce­nie, jakie wła­dze kościel­ne skie­ro­wa­ły do św. Paw­ła, gdy udał się do Jero­zo­li­my, aby zwe­ry­fi­ko­wać swo­ją misję (por. Ga 2, 1 – 10). Po latach Apo­stoł może stwier­dzić: „[To] też gor­li­wie sta­ra­łem się czy­nić” ( Ga 2, 10). I był to rów­nież wybór św. Fran­cisz­ka z Asy­żu. W trę­do­wa­tym objął go sam Chry­stus, zmie­nia­jąc jego życie. Świe­tla­na postać Bie­da­czy­ny nigdy nie prze­sta­nie nas inspirować.

7. To on, osiem wie­ków temu, spo­wo­do­wał ewan­ge­licz­ne odro­dze­nie chrze­ści­jan i spo­łe­czeń­stwa swo­ich cza­sów. Począt­ko­wo boga­ty i zuchwa­ły, mło­dy Fran­ci­szek odro­dził się po zde­rze­niu z rze­czy­wi­sto­ścią ludzi wyklu­czo­nych z życia spo­łecz­ne­go. Impuls, jaki nadał, nie prze­sta­je poru­szać dusz ludzi wie­rzą­cych i wie­lu nie­wie­rzą­cych oraz „zmie­nił histo­rię” [5]. Na tej dro­dze, według słów św. Paw­ła VI, znaj­du­je się Sobór Waty­kań­ski II: „Daw­na przy­po­wieść o miło­sier­nym Sama­ry­ta­ni­nie sta­ła się para­dyg­ma­tem sobo­ro­wej ducho­wo­ści” [6]. Jestem prze­ko­na­ny, że prio­ry­te­to­wa opcja na rzecz ubo­gich rodzi nie­zwy­kłą odno­wę zarów­no w Koście­le, jak i w spo­łe­czeń­stwie, kie­dy jeste­śmy zdol­ni do wyzwo­le­nia się z auto­re­fe­ren­cyj­no­ści i uda­je się nam wsłu­chać się w ich wołanie.

Woła­nie ubogich

8. W tym kon­tek­ście ist­nie­je frag­ment Pisma Świę­te­go, od któ­re­go zawsze nale­ży zacząć. Cho­dzi o obja­wie­nie się Boga Moj­że­szo­wi przy pło­ną­cym krze­wie: „Dosyć napa­trzy­łem się na udrę­kę ludu mego w Egip­cie i nasłu­cha­łem się narze­kań jego na cie­mięz­ców, znam więc jego ucie­mię­że­nie. Zstą­pi­łem, aby go wyrwać (…) Idź prze­to teraz, oto posy­łam cię” ( Wj 3, 7 – 8.10) [7]. Bóg oka­zu­je tro­skę o potrze­by ubo­gich: „woła­li do Pana i Pan wzbu­dził im wyba­wi­cie­la” ( Sdz 3, 15). Dla­te­go wsłu­chu­jąc się w woła­nie ubo­gie­go, jeste­śmy wezwa­ni do utoż­sa­mie­nia się z ser­cem Boga, któ­ry trosz­czy się o potrze­by swo­ich dzie­ci, a zwłasz­cza naj­bar­dziej potrze­bu­ją­cych. Jeśli nato­miast pozo­sta­li­by­śmy obo­jęt­ni na to woła­nie, ubo­gi wołał­by do Pana prze­ciw­ko nam, a my obcią­ży­li­by­śmy się grze­chem (por. Pwt 15, 9) i odda­li­li­by­śmy się od same­go ser­ca Boga.

9. Los ubo­gich sta­no­wi krzyk, któ­ry w histo­rii ludz­ko­ści nie­ustan­nie doma­ga się odpo­wie­dzi: od nasze­go życia, naszych spo­łe­czeństw, sys­te­mów poli­tycz­nych i eko­no­micz­nych, a tak­że – co nie mniej waż­ne – od Kościo­ła. Na zra­nio­nych twa­rzach ubo­gich odnaj­du­je­my cier­pie­nie nie­win­nych, a zatem i cier­pie­nie same­go Chry­stu­sa. Jed­no­cze­śnie, może powin­ni­śmy mówić raczej o wie­lu twa­rzach ubo­gich i ubó­stwa, ponie­waż jest to zja­wi­sko zróż­ni­co­wa­ne; ist­nie­ją bowiem róż­ne for­my ubó­stwa: ubó­stwo tych, któ­rzy nie mają środ­ków mate­rial­nych do życia, ubó­stwo tych, któ­rzy są wyklu­cze­ni spo­łecz­nie i nie mają moż­li­wo­ści wyra­że­nia swo­jej god­no­ści i swo­ich zdol­no­ści, ubó­stwo moral­ne i ducho­we, ubó­stwo kul­tu­ro­we, ubó­stwo tych, któ­rzy znaj­du­ją się w sytu­acji oso­bi­stej lub spo­łecz­nej sła­bo­ści lub kru­cho­ści, ubó­stwo tych, któ­rzy nie mają praw, nie mają prze­strze­ni, nie mają wolności.

10. W tym sen­sie moż­na powie­dzieć, że zaan­ga­żo­wa­nie na rzecz ubo­gich i eli­mi­na­cji spo­łecz­nych i struk­tu­ral­nych przy­czyn ubó­stwa, choć sta­ło się ono waż­ne w ostat­nich dzie­się­cio­le­ciach, pozo­sta­je nadal nie­wy­star­cza­ją­ce; rów­nież dla­te­go, że spo­łe­czeń­stwa, w któ­rych żyje­my, czę­sto fawo­ry­zu­ją kry­te­ria kie­ro­wa­nia życiem i poli­ty­ką nazna­czo­ne licz­ny­mi nie­rów­no­ścia­mi, a zatem do sta­rych form ubó­stwa, któ­rych jeste­śmy świa­do­mi i któ­re sta­ra­my się zwal­czać, dołą­cza­ją nowe, cza­sem bar­dziej sub­tel­ne i nie­bez­piecz­ne. Z tego punk­tu widze­nia nale­ży z zado­wo­le­niem przy­jąć fakt, że Orga­ni­za­cja Naro­dów Zjed­no­czo­nych uzna­ła wal­kę z ubó­stwem za jeden z celów milenijnych.

11. Kon­kret­ne­mu zaan­ga­żo­wa­niu na rzecz ubo­gich powin­na towa­rzy­szyć zmia­na men­tal­no­ści, któ­ra może wpły­nąć na poziom kul­tu­ro­wy. Ilu­zja szczę­ścia, któ­re wyni­ka z dostat­nie­go życia, popy­cha bowiem wie­le osób do postrze­ga­nia egzy­sten­cji w kate­go­riach gro­ma­dze­nia bogac­twa i osią­ga­nia suk­ce­su spo­łecz­ne­go za wszel­ką cenę, nawet kosz­tem innych i wyko­rzy­stu­jąc nie­spra­wie­dli­we ide­ały spo­łecz­ne oraz sys­te­my poli­tycz­no-eko­no­micz­ne fawo­ry­zu­ją­ce naj­sil­niej­szych. W ten spo­sób w świe­cie, w któ­rym coraz wię­cej osób jest bied­nych, para­dok­sal­nie obser­wu­je­my rów­nież roz­wój elit boga­tych, żyją­cych w bań­ce bar­dzo kom­for­to­wych i luk­su­so­wych warun­ków, nie­mal w innym świe­cie niż zwy­kli ludzie. Ozna­cza to, że nadal ist­nie­je – cza­sa­mi dobrze zama­sko­wa­na – kul­tu­ra, któ­ra pozby­wa się innych, nawet nie zda­jąc sobie z tego spra­wy, i tole­ru­je z obo­jęt­no­ścią fakt, że milio­ny ludzi umie­ra­ją z gło­du lub żyją w warun­kach nie­god­nych isto­ty ludz­kiej. Kil­ka lat temu foto­gra­fia mar­twe­go dziec­ka leżą­ce­go na pla­ży nad Morzem Śród­ziem­nym wywo­ła­ła ogrom­ne poru­sze­nie; nie­ste­ty, poza chwi­lo­wym wzru­sze­niem, podob­ne wyda­rze­nia sta­ją się coraz mniej istot­ne jako wia­do­mo­ści marginalne.

12. W kwe­stii ubó­stwa nie może­my tra­cić czuj­no­ści. Szcze­gól­nie nie­po­ko­ją nas trud­ne warun­ki, w jakich żyje wie­le osób z powo­du bra­ku żyw­no­ści i wody. Każ­de­go dnia umie­ra kil­ka tysię­cy osób z przy­czyn wywo­ła­nych nie­do­ży­wie­niem. Nawet w kra­jach boga­tych dane doty­czą­ce licz­by osób ubo­gich są nie mniej nie­po­ko­ją­ce. W Euro­pie coraz wię­cej rodzin z tru­dem wią­że koniec z koń­cem. Ogól­nie rzecz bio­rąc, dostrze­ga się nasi­le­nie róż­nych prze­ja­wów ubó­stwa. Nie jest to już stan jed­no­li­ty i jed­no­rod­ny, lecz obja­wia się w róż­nych for­mach zubo­że­nia eko­no­micz­ne­go i spo­łecz­ne­go, odzwier­cie­dla­jąc zja­wi­sko rosną­cych nie­rów­no­ści nawet w śro­do­wi­skach na ogół zamoż­nych. Pamię­taj­my, że „podwój­nie bied­ne są kobie­ty nara­żo­ne na sytu­acje wyklu­cze­nia, złe­go trak­to­wa­nia i prze­mo­cy, ponie­waż czę­sto mają mniej­sze moż­li­wo­ści obro­ny swo­ich praw. Jed­nak­że pośród nich tak­że cały czas znaj­du­je­my naj­bar­dziej god­ne podzi­wu gesty codzien­ne­go hero­izmu w obro­nie i w zatro­ska­niu o kru­chość ich rodzin” [8]. Cho­ciaż w nie­któ­rych kra­jach obser­wu­je się istot­ne zmia­ny, „orga­ni­za­cja spo­łe­czeństw na całym świe­cie jest nadal dale­ka od wyraź­ne­go uka­za­nia, iż kobie­ty mają dokład­nie taką samą god­ność i pra­wa jak męż­czyź­ni. Sło­wa mówią jed­no, ale decy­zje i rze­czy­wi­stość wykrzy­ku­ją inne prze­sła­nie” [9] , zwłasz­cza gdy myśli­my o kobie­tach najuboższych.

Uprze­dze­nia ideologiczne

13. Poza dany­mi – któ­re cza­sa­mi są „inter­pre­to­wa­ne” w taki spo­sób, aby prze­ko­nać, że sytu­acja ubo­gich nie jest tak poważ­na – realia ogól­nie rzecz bio­rąc są dość jasne: „Ist­nie­ją zasa­dy eko­no­micz­ne, któ­re oka­za­ły się sku­tecz­ne dla roz­wo­ju, cho­ciaż nie w tej samej mie­rze dla inte­gral­ne­go roz­wo­ju czło­wie­ka. Wzro­sło bogac­two, ale pozba­wio­ne rów­no­ści, co pro­wa­dzi do powsta­wa­nia «nowych form ubó­stwa». Kie­dy mówi­my, że współ­cze­sny świat ogra­ni­czył ubó­stwo, czy­ni­my to, mie­rząc je kry­te­ria­mi z daw­nych cza­sów, któ­rych nie da się porów­nać z dzi­siej­szą rze­czy­wi­sto­ścią. W innych cza­sach bowiem, na przy­kład, brak dostę­pu do ener­gii elek­trycz­nej nie był uwa­ża­ny za ozna­kę ubó­stwa ani nie był powo­dem wiel­kie­go udrę­cze­nia. Ubó­stwo jest zawsze ana­li­zo­wa­ne i rozu­mia­ne w kon­tek­ście rze­czy­wi­stych moż­li­wo­ści dane­go momen­tu histo­rycz­ne­go” [10] . Jed­nak, poza kon­kret­ny­mi sytu­acja­mi i kon­tek­sta­mi, w jed­nym z doku­men­tów Wspól­no­ty Euro­pej­skiej, z 1984 r., stwier­dzo­no, że „za dotknię­tych ubó­stwem uzna­je się: oso­by, rodzi­ny i gru­py osób, któ­rych zaso­by (mate­rial­ne, kul­tu­ro­we i spo­łecz­ne) są tak bar­dzo ogra­ni­czo­ne, iż powo­du­ją wyklu­cze­nie ich z mini­mal­ne­go akcep­to­wal­ne­go spo­so­bu życia w Kra­ju Człon­kow­skim, w któ­rym oso­by te miesz­ka­ją” [11]. Jeśli jed­nak uzna­my, że wszyst­kie isto­ty ludz­kie mają tę samą god­ność, nie­za­leż­nie od miej­sca swe­go uro­dze­nia, nie moż­na igno­ro­wać ogrom­nych róż­nic ist­nie­ją­cych mię­dzy kra­ja­mi i regionami.

14. Ubo­dzy nie ist­nie­ją przez przy­pa­dek lub z powo­du śle­pe­go i gorz­kie­go losu. A już na pew­no, dla więk­szo­ści z nich, ubó­stwo nie jest wybo­rem. Są jed­nak wciąż tacy, któ­rzy ośmie­la­ją się tak twier­dzić, wyka­zu­jąc się śle­po­tą i okru­cień­stwem. Oczy­wi­ście, wśród ubo­gich są też tacy, któ­rzy nie chcą pra­co­wać, może dla­te­go, że ich przod­ko­wie, któ­rzy pra­co­wa­li przez całe życie, zmar­li w bie­dzie. Ale jest wie­lu – męż­czyzn i kobiet – któ­rzy mimo to pra­cu­ją od rana do wie­czo­ra, być może zbie­ra­jąc maku­la­tu­rę lub wyko­nu­jąc inne czyn­no­ści tego rodza­ju, choć wie­dzą, że ten ich wysi­łek słu­ży jedy­nie prze­trwa­niu, a nigdy tak napraw­dę popra­wie ich życia. Nie może­my twier­dzić, że więk­szość bied­nych jest nimi dla­te­go, że nie zdo­by­ła sobie „zasług”, zgod­nie z tą fał­szy­wą wizją mery­to­kra­cji, według któ­rej wyda­je się, że zasłu­gi mają jedy­nie ci, któ­rzy osią­gnę­li suk­ces w życiu.

15. Nie­jed­no­krot­nie tak­że chrze­ści­ja­nie pozwa­la­ją się zara­zić posta­wa­mi nazna­czo­ny­mi świa­to­wy­mi ide­olo­gia­mi lub orien­ta­cja­mi poli­tycz­ny­mi i eko­no­micz­ny­mi, któ­re pro­wa­dzą do nie­spra­wie­dli­wych uogól­nień i myl­nych wnio­sków. Fakt, że prak­ty­ko­wa­nie miło­sier­dzia bywa pogar­dza­ne lub ośmie­sza­ne – jak­by było jedy­nie obse­sją nie­któ­rych, a nie żar­li­wym cen­trum misji Kościo­ła – skła­nia mnie do prze­ko­na­nia, iż nale­ży zawsze, i nie­ustan­nie, czy­tać Ewan­ge­lię, aby nie nara­żać się na ryzy­ko zastą­pie­nia jej men­tal­no­ścią świa­to­wą. Nie moż­na zapo­mnieć o ubo­gich, jeśli nie chce­my wypaść z żywe­go nur­tu Kościo­ła, któ­ry wypły­wa z Ewan­ge­lii i oży­wia każ­dą epo­kę historyczną.

ROZDZIAŁ DRUGI
BÓG WYBIERA UBOGICH

Wybór ubo­gich

16. Bóg jest miło­ścią miło­sier­ną, a Jego plan miło­ści, któ­ry roz­cią­ga się i reali­zu­je w histo­rii, pole­ga przede wszyst­kim na tym, że zstą­pił i przy­szedł mię­dzy nas, aby wyzwo­lić nas z nie­wo­li, stra­chu, grze­chu i mocy śmier­ci. Spo­glą­da­jąc z miło­sier­dziem i z ser­cem prze­peł­nio­nym miło­ścią, zwró­cił się On do swo­ich stwo­rzeń, trosz­cząc się o ich ludz­ką kon­dy­cję, a zatem i pochy­la­jąc się nad ich ubó­stwem. Wła­śnie po to, aby mieć udział w ogra­ni­cze­niach i sła­bo­ściach naszej ludz­kiej natu­ry, sam stał się ubo­gim, naro­dził się w cie­le jak my i pozna­li­śmy Go w mało­ści dzie­ciąt­ka zło­żo­ne­go w żło­bie oraz w skraj­nym upo­ko­rze­niu krzy­ża, gdzie podzie­lił nasze rady­kal­ne ubó­stwo, jakim jest śmierć. Łatwo zatem zro­zu­mieć, dla­cze­go tak­że teo­lo­gicz­nie moż­na mówić o pre­fe­ren­cyj­nej opcji Boga na rzecz ubo­gich; wyra­że­nie to powsta­ło na kon­ty­nen­cie laty­no­ame­ry­kań­skim pod­czas Zgro­ma­dze­nia w Puebla, ale zosta­ło na dobre zin­te­gro­wa­ne z póź­niej­szym naucza­niem Kościo­ła [12] . Ta „pre­fe­ren­cja” nigdy nie ozna­cza wyklu­cze­nia lub dys­kry­mi­na­cji innych grup, co w Bogu było­by nie­moż­li­we. Ma ona na celu pod­kre­śle­nie dzia­ła­nia Boga, któ­ry odno­si się ze współ­czu­ciem do ubó­stwa i sła­bo­ści całej ludz­ko­ści i któ­ry, pra­gnąc zapo­cząt­ko­wać Kró­le­stwo spra­wie­dli­wo­ści, bra­ter­stwa i soli­dar­no­ści, ma szcze­gól­nie na ser­cu tych, któ­rzy są dys­kry­mi­no­wa­ni i uci­ska­ni, wyma­ga­jąc rów­nież od nas, od swo­je­go Kościo­ła, zde­cy­do­wa­ne­go i rady­kal­ne­go opo­wie­dze­nia się po stro­nie najsłabszych.

17. W tej per­spek­ty­wie nale­ży rozu­mieć licz­ne kar­ty Sta­re­go Testa­men­tu, w któ­rych Bóg przed­sta­wia­ny jest jako przy­ja­ciel i wyzwo­li­ciel ubo­gich, Ten, któ­ry sły­szy woła­nie bie­da­ka i inter­we­niu­je, aby go wyba­wić (por. Ps 34, 7). Bóg, uciecz­ka bied­nych, poprzez pro­ro­ków – wspo­mi­na­my tu zwłasz­cza Amo­sa i Iza­ja­sza – pięt­nu­je nie­pra­wo­ści wyrzą­dza­ne naj­słab­szym i wzy­wa Izra­ela do odno­wie­nia od wewnątrz tak­że kul­tu, ponie­waż nie moż­na modlić się i skła­dać ofiar, jed­no­cze­śnie uci­ska­jąc naj­słab­szych i naj­bied­niej­szych. Od same­go począt­ku Pismo Świę­te z taką żywą inten­syw­no­ścią obja­wia miłość Boga poprzez opie­kę nad sła­by­mi i ubo­gi­mi, że moż­na by mówić o pew­ne­go rodza­ju „sła­bo­ści” Boga wobec nich. „W ser­cu Boga jest pre­fe­ren­cyj­ne miej­sce dla ubo­gich (…). Cała dro­ga nasze­go odku­pie­nia nazna­czo­na jest ubo­gi­mi” [13] .

Jezus – ubo­gi Mesjasz

18. Całe sta­ro­te­sta­men­to­we dzie­je Boże­go upodo­ba­nia w ubo­gich oraz Boże pra­gnie­nie, by wysłu­chać ich woła­nia – któ­re krót­ko przy­po­mnia­łem – znaj­du­je swo­je peł­ne urze­czy­wist­nie­nie w Jezu­sie z Naza­re­tu [14]. On w swo­im wcie­le­niu „ogo­ło­cił same­go sie­bie, przy­jąw­szy postać słu­gi, sta­jąc się podob­nym do ludzi. A w zewnętrz­nej posta­ci uzna­ny za czło­wie­ka” ( Flp 2, 7) i w tej posta­ci przy­niósł nasze zba­wie­nie. Cho­dzi o rady­kal­ne ubó­stwo, opar­te na Jego misji obja­wie­nia praw­dzi­we­go obli­cza Bożej miło­ści (por. 1, 18; 1 J 4, 9). Dla­te­go też św. Paweł w jed­nej ze swo­ich cudow­nych syn­tez może stwier­dzić: „Zna­cie prze­cież łaskę Pana nasze­go, Jezu­sa Chry­stu­sa, któ­ry będąc boga­tym, dla was stał się ubo­gim, aby was ubó­stwem swo­im ubo­ga­cić” ( 2 Kor 8, 9).

19. Istot­nie, Ewan­ge­lia poka­zu­je, że to ubó­stwo doty­ka­ło każ­de­go aspek­tu Jego życia. Od chwi­li przyj­ścia na świat Jezus doświad­czał trud­no­ści zwią­za­nych z odrzu­ce­niem. Ewan­ge­li­sta Łukasz, opo­wia­da­jąc o przy­by­ciu do Betle­jem Józe­fa i Maryi, któ­ra była już bli­ska poro­du, zauwa­ża z ubo­le­wa­niem: „Nie było dla nich miej­sca w gospo­dzie” (Łk 2, 7). Jezus uro­dził się w skrom­nych warun­kach; zaraz po naro­dze­niu został poło­żo­ny w żło­bie; a wkrót­ce potem, aby oca­lić Go od śmier­ci, Jego rodzi­ce ura­to­wa­li się uciecz­ką do Egip­tu (por. Mt 2, 13 – 15). Na począt­ku swo­je­go życia publicz­ne­go został wyrzu­co­ny z Naza­re­tu, po tym jak w syna­go­dze ogło­sił, że w Nim wypeł­nił się rok łaski, z powo­du któ­re­go radu­ją się ubo­dzy (por. Łk 4, 14 – 30). Nie było dla Nie­go god­ne­go miej­sca nawet na śmierć: wypro­wa­dzo­no Go poza Jero­zo­li­mę na ukrzy­żo­wa­nie (por. Mk 15, 22). Wła­śnie w tej sytu­acji moż­na wyraź­nie pod­su­mo­wać ubó­stwo Jezu­sa. Cho­dzi o to samo wyklu­cze­nie, któ­re cechu­je defi­ni­cję ubo­gich: są oni wyklu­cze­ni ze spo­łe­czeń­stwa. Jezus jest obja­wie­niem tego pri­vi­le­gium pau­pe­rum. On uka­zu­je się świa­tu nie tyl­ko jako ubo­gi Mesjasz, ale tak­że jako Mesjasz ubo­gich i dla ubogich.

20. Ist­nie­je kil­ka oznak wska­zu­ją­cych na sta­tus spo­łecz­ny Jezu­sa. Przede wszyst­kim wyko­ny­wał On zawód rze­mieśl­ni­ka lub cie­śli, ték­tōn (por. Mk 6, 3). Była to gru­pa ludzi utrzy­mu­ją­cych się z pra­cy fizycz­nej. Ponie­waż nie byli wła­ści­cie­la­mi zie­mi, uwa­ża­no ich za gor­szych od rol­ni­ków. Kie­dy mały Jezus został przed­sta­wio­ny w świą­ty­ni przez Józe­fa i Mary­ję, Jego rodzi­ce ofia­ro­wa­li parę syno­gar­lic lub gołę­bi (por. Łk 2, 22 – 24), co zgod­nie z prze­pi­sa­mi Księ­gi Kapłań­skiej (por. 12, 8) było ofia­rą ubo­gich. Dość zna­czą­cym epi­zo­dem ewan­ge­licz­nym jest ten, w któ­rym Jezus, prze­cho­dząc przez pola wraz ze swo­imi ucznia­mi, zbie­rał kło­sy, aby się nimi poży­wić (por. Mk 2, 23 – 28), a zbie­ra­nie kło­sów na polach było dozwo­lo­ne tyl­ko ubo­gim. Sam Jezus mówi o sobie: „Lisy mają nory, a pta­ki pod­nieb­ne – gniaz­da, lecz Syn Czło­wie­czy nie ma miej­sca, gdzie by gło­wę mógł poło­żyć” (Mt 8, 20; Łk 9, 58). Jest On bowiem wędrow­nym nauczy­cie­lem, któ­re­go ubó­stwo i nie­pew­ność są zna­kiem wię­zi z Ojcem i są one wyma­ga­ne rów­nież od tych, któ­rzy chcą podą­żać za Nim dro­gą uczniów, wła­śnie po to, aby wyrze­cze­nie się dóbr, bogactw i zabez­pie­czeń tego świa­ta sta­ło się widzial­nym zna­kiem zawie­rze­nia Bogu i Jego opatrzności.

21. Na począt­ku swo­jej publicz­nej dzia­łal­no­ści Jezus poja­wia się w syna­go­dze w Naza­re­cie, czy­ta­jąc ze zwo­ju pro­ro­ka Iza­ja­sza i odno­sząc do sie­bie jego sło­wa: „Duch Pań­ski spo­czy­wa na Mnie, ponie­waż Mnie nama­ścił i posłał Mnie, abym ubo­gim niósł dobrą nowi­nę” (Łk 4, 18; por. Iz 61, 1). Obja­wia się On zatem jako Ten, któ­ry przy­cho­dzi w dzi­siej­szej histo­rii, aby urze­czy­wist­nić peł­ną miło­ści bli­skość Boga, któ­ra jest przede wszyst­kim dzie­łem wyzwo­le­nia dla uwię­zio­nych przez zło, dla sła­bych i ubo­gich. Zna­ki towa­rzy­szą­ce naucza­niu Jezu­sa są bowiem prze­ja­wem miło­ści i współ­czu­cia, z jaki­mi Bóg patrzy na cho­rych, ubo­gich i grzesz­ni­ków, któ­rzy ze wzglę­du na swo­ją sytu­ację byli mar­gi­na­li­zo­wa­ni zarów­no przez spo­łe­czeń­stwo, jak i przez reli­gię. On otwie­ra oczy nie­wi­do­mym, uzdra­wia trę­do­wa­tych, wskrze­sza umar­łych i ogła­sza ubo­gim dobrą nowi­nę: Bóg stał się bli­ski, Bóg was kocha (por. Łk 7, 22). To wyja­śnia, dla­cze­go gło­si: „Bło­go­sła­wie­ni [jeste­ście], ubo­dzy, albo­wiem do was nale­ży kró­le­stwo Boże” (Łk 6, 20). Rze­czy­wi­ście, Bóg ma szcze­gól­ne upodo­ba­nie w ubo­gich. To do nich przede wszyst­kim skie­ro­wa­ne jest sło­wo nadziei i wyzwo­le­nia Pana, dla­te­go nikt, nawet w ubó­stwie lub sła­bo­ści, nie może czuć się opusz­czo­ny. A Kościół, jeśli chce być Chry­stu­so­wym, musi być Kościo­łem Bło­go­sła­wieństw, Kościo­łem, któ­ry robi miej­sce małym i idzie ubo­gi z ubo­gi­mi, miej­scem, w któ­rym ubo­dzy mają uprzy­wi­le­jo­wa­ną pozy­cję (por. J 2, 2 – 4).

22. Bied­ni i cho­rzy, nie­zdol­ni do zapew­nie­nia sobie nie­zbęd­nych środ­ków do życia, czę­sto byli zmu­sze­ni do żebra­nia. Do tego docho­dził cię­żar spo­łecz­ne­go wsty­du, pod­sy­ca­ny przez prze­ko­na­nie, że cho­ro­ba i ubó­stwo były powią­za­ne z jakimś oso­bi­stym grze­chem. Jezus sta­now­czo prze­ciw­sta­wił się takiej men­tal­no­ści, stwier­dza­jąc, że Bóg „spra­wia, że słoń­ce Jego wscho­dzi nad zły­mi i nad dobry­mi, i On zsy­ła deszcz na spra­wie­dli­wych i nie­spra­wie­dli­wych” (Mt 5, 45). Co wię­cej, cał­ko­wi­cie oba­lił tę kon­cep­cję, cze­go dobrym przy­kła­dem jest przy­po­wieść o ucztu­ją­cym boga­czu i ubo­gim Łaza­rzu: „Wspo­mnij, synu, że za życia otrzy­ma­łeś swo­je dobra, a Łazarz w podob­ny spo­sób – nie­do­lę; teraz on tu dozna­je pocie­chy, a ty męki cier­pisz” (Łk 16, 25).

23. Zatem, wyda­je się oczy­wi­ste, że „z naszej wia­ry w Chry­stu­sa, któ­ry stał się ubo­gim, będąc zawsze bli­sko ubo­gich i wyklu­czo­nych, wypły­wa tro­ska o inte­gral­ny roz­wój naj­bar­dziej opusz­czo­nych w spo­łe­czeń­stwie” [15]. Wie­lo­krot­nie zada­ję sobie pyta­nie, dla­cze­go – pomi­mo tak przej­rzy­ste­go prze­sła­nia w Piśmie Świę­tym w kwe­stii ubo­gich – wie­lu ludzi nadal myśli, że mogą wyklu­czyć ich z pola swo­jej uwa­gi. Pozo­stań­my na chwi­lę jesz­cze w sfe­rze biblij­nej i spró­buj­my zasta­no­wić się nad naszą rela­cją z ostat­ni­mi w spo­łe­czeń­stwie oraz nad ich fun­da­men­tal­nym miej­scem w Ludzie Bożym.

Miło­sier­dzie wobec ubo­gich w Biblii

24. Jan Apo­stoł pisze: „Kto nie miłu­je bra­ta swe­go, któ­re­go widzi, nie może miło­wać Boga, któ­re­go nie widzi” (1 J 4, 20). W podob­ny spo­sób, odpo­wia­da­jąc uczo­ne­mu w Pra­wie, Jezus przy­wo­łu­je dwa daw­ne przy­ka­za­nia: „Będziesz więc miło­wał Pana, Boga two­je­go, z całe­go swe­go ser­ca, z całej duszy swo­jej, ze wszyst­kich swych sił” (Pwt 6, 5) oraz „będziesz miło­wał bliź­nie­go jak sie­bie same­go” (Kpł 19, 18), łącząc je w jed­no przy­ka­za­nie. Marek Ewan­ge­li­sta przy­ta­cza odpo­wiedź Jezu­sa w nastę­pu­ją­cy spo­sób: „Pierw­sze jest: Słu­chaj, Izra­elu, Pan Bóg nasz jest jedy­nym Panem. Będziesz miło­wał Pana, Boga swe­go, całym swo­im ser­cem, całą swo­ją duszą, całym swo­im umy­słem i całą swo­ją mocą. Dru­gie jest to: Będziesz miło­wał swe­go bliź­nie­go jak sie­bie same­go. Nie ma inne­go przy­ka­za­nia więk­sze­go od tych” (Mk 12, 29 – 31).

25. Przy­to­czo­ny frag­ment Księ­gi Kapłań­skiej zachę­ca do sza­no­wa­nia swo­je­go roda­ka, pod­czas gdy w innych tek­stach znaj­du­je­my naucza­nie, któ­re wzy­wa do sza­cun­ku – jeśli nie wręcz do miło­ści – nawet nie­przy­ja­cie­la: „Jeśli spo­tkasz wołu twe­go wro­ga albo jego osła błą­ka­ją­ce­go się, odpro­wadź je do nie­go. Jeśli zoba­czysz, że osioł twe­go wro­ga upadł pod swo­im cię­ża­rem, nie pozo­sta­wisz go, ale razem z nim przyj­dziesz mu z pomo­cą” (Wj 23, 4 – 5). Z tego wyni­ka wewnętrz­na war­tość sza­cun­ku dla każ­dej oso­by: jeśli kto­kol­wiek, nawet nie­przy­ja­ciel, znaj­du­je się w trud­nej sytu­acji, zawsze zasłu­gu­je na naszą pomoc.

26. Nie­za­prze­czal­ne jest, że pry­mat Boga w naucza­niu Jezu­sa łączy się z innym nie­zmien­nym punk­tem, że nie moż­na miło­wać Boga, nie roz­sze­rza­jąc swo­jej miło­ści na ubo­gich. Miłość bliź­nie­go jest nama­cal­nym dowo­dem auten­tycz­no­ści miło­ści Boga, jak poświad­cza Jan Apo­stoł: „Nikt nigdy Boga nie oglą­dał. Jeże­li miłu­je­my się wza­jem­nie, Bóg trwa w nas i miłość ku Nie­mu jest w nas dosko­na­ła. (…) Bóg jest miło­ścią: kto trwa w miło­ści, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim” (1 J 4, 12.16). Są to dwie miło­ści odręb­ne, ale nie­roz­dziel­ne. Tak­że w tych przy­pad­kach, w któ­rych rela­cja z Bogiem nie jest wyraź­na, sam Pan uczy nas, że każ­dy akt miło­ści wobec bliź­nie­go jest w pewien spo­sób odzwier­cie­dle­niem miło­ści Bożej: „Zapraw­dę, powia­dam wam: Wszyst­ko, co uczy­ni­li­ście jed­ne­mu z tych bra­ci moich naj­mniej­szych, Mnie­ście uczy­ni­li” (Mt 25, 40).

27. Z tego powo­du zale­ca­ne są uczyn­ki miło­sier­dzia, jako znak auten­tycz­no­ści kul­tu, któ­ry słu­żąc odda­wa­niu chwa­ły Bogu, ma za zada­nie otwo­rzyć nas na prze­mia­nę, jakiej Duch może w nas doko­nać, aby­śmy wszy­scy sta­li się obra­zem Chry­stu­sa i Jego miło­sier­dzia wobec naj­słab­szych. W tym sen­sie rela­cja z Panem, któ­ra wyra­ża się w kul­cie, ma nas rów­nież wyzwa­lać z ryzy­ka prze­ży­wa­nia naszych rela­cji w logi­ce kal­ku­la­cji i korzy­ści, aby otwo­rzyć nas na bez­in­te­re­sow­ność prze­pły­wa­ją­cą mię­dzy tymi, któ­rzy się miłu­ją i dla­te­go wszyst­ko dzie­lą mię­dzy sobą. Dla­te­go Jezus radzi: „Gdy wyda­jesz obiad albo wie­cze­rzę, nie zapra­szaj swo­ich przy­ja­ciół ani bra­ci, ani krew­nych, ani zamoż­nych sąsia­dów, aby cię i oni nawza­jem nie zapro­si­li, i miał­byś odpła­tę. Lecz kie­dy urzą­dzasz przy­ję­cie, zaproś ubo­gich, ułom­nych, chro­mych i nie­wi­do­mych. A będziesz szczę­śli­wy, ponie­waż nie mają czym tobie się odwdzię­czyć” (Łk 14, 12 – 14).

28. Wezwa­nie Pana do miło­sier­dzia wobec ubo­gich zna­la­zło peł­ny wyraz w wiel­kiej przy­po­wie­ści o sądzie osta­tecz­nym (por. Mt 25, 31 – 46), któ­ra jest rów­nież pla­stycz­ną ilu­stra­cją bło­go­sła­wień­stwa miło­sier­nych. W niej Pan ofia­ro­wał nam klucz do osią­gnię­cia naszej peł­ni, ponie­waż „jeśli szu­ka­my tej świę­to­ści, któ­ra podo­ba się Bogu, to w tym tek­ście może­my zna­leźć regu­łę postę­po­wa­nia, na pod­sta­wie któ­rej będzie­my sądze­ni” [16]. Moc­ne i jasne sło­wa Ewan­ge­lii powin­ny być prze­ży­wa­ne „bez komen­ta­rzy, bez elu­ku­bra­cji i wymó­wek odbie­ra­ją­cych im moc. Pan powie­dział nam bar­dzo wyraź­nie, że świę­to­ści nie moż­na zro­zu­mieć ani prze­ży­wać, pomi­ja­jąc te Jego wyma­ga­nia” [17].

29. W pierw­szej wspól­no­cie chrze­ści­jań­skiej pro­gram miło­sier­dzia nie wyni­kał z ana­liz czy pla­nów, lecz wprost z przy­kła­du Jezu­sa, z samych słów Ewan­ge­lii. List Świę­te­go Jaku­ba Apo­sto­ła poświę­ca wie­le miej­sca pro­ble­mo­wi rela­cji mię­dzy boga­ty­mi a ubo­gi­mi, kie­ru­jąc do wie­rzą­cych dwa bar­dzo moc­ne ape­le, któ­re kwe­stio­nu­ją ich wia­rę: „Jaki z tego poży­tek, bra­cia moi, sko­ro ktoś będzie utrzy­my­wał, że wie­rzy, a nie będzie speł­niał uczyn­ków? Czy [sama] wia­ra zdo­ła go zba­wić? Jeśli na przy­kład brat lub sio­stra nie mają odzie­nia lub brak im codzien­ne­go chle­ba, a ktoś z was powie im: «Idź­cie w poko­ju, ogrzej­cie się i najedz­cie do syta!» – a nie dacie im tego, cze­go koniecz­nie potrze­bu­ją dla cia­ła – to na co się to przy­da? Tak też i wia­ra, jeśli nie była­by połą­czo­na z uczyn­ka­mi, mar­twa jest sama w sobie” (Jk 2, 14 – 17).

30. „Zło­to wasze i sre­bro zardze­wia­ło, a rdza ich będzie świa­dec­twem prze­ciw wam i toczyć będzie cia­ła wasze niby ogień. Zebra­li­ście w dniach osta­tecz­nych skar­by. Oto woła zapła­ta robot­ni­ków, żni­wia­rzy pól waszych, któ­rą zatrzy­ma­li­ście, a krzyk żni­wia­rzy doszedł do uszu Pana Zastę­pów. Żyli­ście bez­tro­sko na zie­mi i wśród dostat­ków tuczy­li­ście ser­ca wasze w dniu rze­zi” (Jk 5, 3 – 5). Jaką moc mają te sło­wa, nawet jeśli woli­my uda­wać głu­chych! W Pierw­szym Liście Świę­te­go Jana Apo­sto­ła znaj­du­je­my podob­ny apel: „Jeśli­by ktoś posia­dał na świe­cie mają­tek i widział, że brat jego cier­pi nie­do­sta­tek, a zamknął przed nim swe ser­ce, jak może trwać w nim miłość Boga?” (1 J 3, 17).

31. Apel Sło­wa obja­wio­ne­go „jest to prze­sła­nie tak jasne, tak bez­po­śred­nie, tak pro­ste i wymow­ne, że żad­na kościel­na her­me­neu­ty­ka nie ma pra­wa go rela­ty­wi­zo­wać. Reflek­sja Kościo­ła nad tymi tek­sta­mi nie powin­na ich zaciem­niać lub osła­biać ich zachę­ca­ją­ce­go sen­su, ale raczej pomóc przy­jąć je jako wła­sne z odwa­gą i zapa­łem. Dla­cze­go kom­pli­ko­wać to, co jest tak pro­ste? Apa­ra­ty poję­cio­we ist­nie­ją po to, by uła­twiać kon­takt z rze­czy­wi­sto­ścią w celu jej wyja­śnie­nia, a nie by od niej odda­lać” [18].

32. Z dru­giej stro­ny, wyraź­ny kościel­ny przy­kład dzie­le­nia się dobra­mi i tro­ski o ubo­gich znaj­du­je­my w codzien­nym życiu i sty­lu pierw­szej wspól­no­ty chrze­ści­jań­skiej. Może­my tu wspo­mnieć w szcze­gól­no­ści, w jaki spo­sób roz­wią­za­no kwe­stię codzien­ne­go roz­da­wa­nia jał­muż­ny wdo­wom (por. Dz 6, 1 – 6). Nie była to łatwa spra­wa, rów­nież dla­te­go, że nie­któ­re z tych wdów, pocho­dzą­ce z innych kra­jów, były cza­sa­mi zanie­dby­wa­ne jako cudzo­ziem­ki. Rze­czy­wi­ście, epi­zod opi­sa­ny w Dzie­jach Apo­stol­skich ujaw­nia pew­ne nie­za­do­wo­le­nie ze stro­ny hel­le­ni­stów, Żydów kul­tu­ry grec­kiej. Apo­sto­ło­wie odpo­wia­da­ją nie jaki­miś abs­trak­cyj­ny­mi prze­mo­wa­mi, ale ponow­nie sta­wia­ją w cen­trum miłość miło­sier­ną wobec wszyst­kich. Na nowo orga­ni­zu­ją pomoc dla wdów, pro­sząc wspól­no­tę o zna­le­zie­nie osób mądrych i cie­szą­cych się powa­ża­niem, któ­rym powie­rzą zarzą­dza­nie sto­ła­mi, pod­czas gdy sami zaj­mą się gło­sze­niem Słowa.

33. Kie­dy Paweł udał się do Jero­zo­li­my, aby skon­sul­to­wać się z Apo­sto­ła­mi, „czy nie bie­gnie lub nie biegł na próż­no” (Ga 2, 2), popro­szo­no go, aby nie zapo­mniał o ubo­gich (por. Ga 2, 10). W związ­ku z tym zor­ga­ni­zo­wał on róż­ne zbiór­ki, aby pomóc bied­nym wspól­no­tom. Wśród powo­dów, któ­re poda­je dla uza­sad­nie­nia takie­go postę­po­wa­nia, nale­ży pod­kre­ślić nastę­pu­ją­cy: „Rado­sne­go daw­cę miłu­je Bóg” (2 Kor 9, 7). Tym z nas, któ­rzy nie są nazbyt skłon­ni do wiel­ko­dusz­nych gestów, bez żad­ne­go inte­re­su, Sło­wo Boże wska­zu­je, że hoj­ność wobec ubo­gich jest praw­dzi­wym dobrem dla tych, któ­rzy ją prak­ty­ku­ją: bowiem postę­pu­jąc w ten spo­sób, jeste­śmy w szcze­gól­ny spo­sób kocha­ni przez Boga. Fak­tycz­nie, biblij­nych obiet­nic skie­ro­wa­nych do tych, któ­rzy hoj­nie dają, jest wie­le: „Poży­cza Panu, kto litu­je się nad bied­nym, za dobro­dziej­stwo On mu wyna­gro­dzi” (Prz 19, 17). „Dawaj­cie, a będzie wam dane (…). Odmie­rzą wam bowiem taką mia­rą, jaką wy mie­rzy­cie” (Łk 6, 38). „Wte­dy two­je świa­tło wzej­dzie jak zorza i szyb­ko roz­kwit­nie twe zdro­wie” (Iz 58, 8). Pierw­si chrze­ści­ja­nie byli o tym przekonani.

34. Życie pierw­szych wspól­not kościel­nych, opo­wie­dzia­ne w kano­nie biblij­nym i prze­ka­za­ne nam jako Sło­wo obja­wio­ne, jest nam dane jako przy­kład do naśla­do­wa­nia, a tak­że jako świa­dec­two wia­ry, któ­ra dzia­ła poprzez miło­sier­dzie, i pozo­sta­je jako trwa­łe napo­mnie­nie dla przy­szłych poko­leń. W cią­gu wie­ków te kar­ty pobu­dza­ły ser­ca chrze­ści­jan do miło­ści i do podej­mo­wa­nia dzieł miło­sier­dzia, niczym płod­ne ziar­na, któ­re nie prze­sta­ją wyda­wać owoców.

ROZDZIAŁ TRZECI
KOŚCIÓŁ DLA UBOGICH

35. Trzy dni po swo­im wybo­rze mój Poprzed­nik wyra­ził przed­sta­wi­cie­lom mediów pra­gnie­nie, aby tro­ska i uwa­ga poświę­co­na ubo­gim były wyraź­niej obec­ne w Koście­le: „Och, jak­że bar­dzo chciał­bym Kościo­ła ubo­gie­go i dla ubo­gich!” [19].

36. To pra­gnie­nie odzwier­cie­dla świa­do­mość, że Kościół „w ubo­gich i cier­pią­cych odnaj­du­je wize­ru­nek swe­go ubo­gie­go i cier­pią­ce­go Zało­ży­cie­la, sta­ra się ulżyć im w nie­do­li i w nich usi­łu­je słu­żyć Chry­stu­so­wi” [20]. Będąc bowiem powo­ła­nym, by upo­dab­niać się do ostat­nich, w jego wnę­trzu „nie powin­no być wąt­pli­wo­ści ani tłu­ma­czeń osła­bia­ją­cych to tak jasne prze­sła­nie. (…) Nale­ży stwier­dzić bez ogró­dek, że ist­nie­je nie­ro­ze­rwal­na więź mię­dzy naszą wia­rą a ubo­gi­mi” [21] . Mamy na to licz­ne świa­dec­twa w cią­gu nie­mal dwu­dzie­stu wie­ków dzia­łal­no­ści uczniów Jezu­sa [22].

Praw­dzi­we bogac­two Kościoła

37. Św. Paweł wspo­mi­na, że wśród wier­nych rodzą­cej się wspól­no­ty chrze­ści­jań­skiej było „nie­wie­lu mędr­ców, nie­wie­lu moż­nych, nie­wie­lu szla­chet­nie uro­dzo­nych” (1 Kor 1, 26). Jed­nak pomi­mo swe­go ubó­stwa, pierw­si chrze­ści­ja­nie byli wyraź­nie świa­do­mi potrze­by oto­cze­nia tro­ską tych, któ­rzy doświad­cza­li więk­szych nie­do­stat­ków. Już u zara­nia chrze­ści­jań­stwa Apo­sto­ło­wie nało­ży­li ręce na sied­miu męż­czyzn wybra­nych przez wspól­no­tę i w pew­nym stop­niu włą­czy­li ich w swo­ją misję, usta­na­wia­jąc ich dla posłu­gi – dia­ko­nía w języ­ku grec­kim – naj­uboż­szym (por. Dz 6, 1 – 5). Zna­czą­ce jest to, że pierw­szym uczniem, któ­ry dał świa­dec­two o swo­jej wie­rze w Chry­stu­sa aż do prze­la­nia wła­snej krwi, był Szcze­pan, będą­cy czę­ścią tej gru­py. W nim łączą się świa­dec­two życia w tro­sce o ubo­gich i męczeństwo.

38. Nie­co ponad dwa wie­ki póź­niej inny dia­kon w podob­ny spo­sób wyznał swo­ją wier­ność Jezu­so­wi Chry­stu­so­wi, łącząc w swo­im życiu służ­bę ubo­gim i męczeń­stwo: św. Waw­rzy­niec [23]. Z rela­cji św. Ambro­że­go dowia­du­je­my się, że Waw­rzy­niec, dia­kon w Rzy­mie za pon­ty­fi­ka­tu Papie­ża Syk­stu­sa II, zmu­szo­ny przez wła­dze rzym­skie do wyda­nia skar­bów Kościo­ła, „naza­jutrz przy­pro­wa­dził ubo­gich. Zapy­ta­ny, gdzie są skar­by, wska­zał na ubo­gich i powie­dział: «Oto są skar­by Kościo­ła»” [24]. Opo­wia­da­jąc tę histo­rię, Ambro­ży zada­je pyta­nie: „Jakież cen­niej­sze skar­by Chry­stus może posia­dać nad tych, w któ­rych sam prze­by­wa według wła­sne­go zapew­nie­nia?” [25] . A przy­po­mi­na­jąc, że sza­fa­rze Kościo­ła nie mogą nigdy zanie­dby­wać tro­ski o ubo­gich, a tym bar­dziej gro­ma­dzić dóbr dla wła­snej korzy­ści, mówi: „Przy­słu­gę taką powi­nien cecho­wać uczci­wy zamiar i wyraź­na tro­ska. Oczy­wi­ście, jeże­li ktoś obra­ca to na swo­ją korzyść, jest to zbrod­nia; jeże­li nato­miast wyda­je na ubo­gich, wyku­pu­je jeń­ca, jest aktem miło­sier­dzia” [26].

Ojco­wie Kościo­ła a ubodzy

39. Już od pierw­szych wie­ków ojco­wie Kościo­ła uzna­wa­li w ubo­gich uprzy­wi­le­jo­wa­ną dro­gę przy­stę­pu do Boga, szcze­gól­ny spo­sób spo­ty­ka­nia Go. Miło­sier­dzie wobec potrze­bu­ją­cych było rozu­mia­ne nie tyl­ko jako zwy­czaj­na cno­ta moral­na, ale jako kon­kret­ny wyraz wia­ry w Sło­wo Wcie­lo­ne. Wspól­no­ta wier­nych, wspie­ra­na mocą Ducha Świę­te­go, była zako­rze­nio­na w bli­sko­ści wobec ubo­gich, któ­rych nie uwa­ża­ła za doda­tek, ale za istot­ną część swo­je­go żywe­go Cia­ła. Św. Igna­cy z Antio­chii na przy­kład, idąc na męczeń­ską śmierć, napo­mi­nał wier­nych wspól­no­ty w Smyr­nie, aby nie zanie­dby­wa­li obo­wiąz­ku miło­sier­dzia wobec naj­bar­dziej potrze­bu­ją­cych, prze­strze­ga­jąc ich, by nie postę­po­wa­li jak ci, któ­rzy sprze­ci­wia­ją się Bogu: „Zwróć­cie uwa­gę, jak bar­dzo ci, co mają odmien­ne zda­nie o przy­cho­dzą­cej do nas łasce Jezu­sa Chry­stu­sa, prze­ciw­ni są myśli Bożej. O miłość nie dba­ją, ani o wdo­wy, ani o sie­ro­ty, ani o udrę­czo­nych, ani o więź­niów, ani o gło­du­ją­cych, ani o spra­gnio­nych” [27]. Biskup Smyr­ny, Poli­karp, wyraź­nie zale­cał sza­fa­rzom Kościo­ła, aby trosz­czy­li się o ubo­gich: „Kapła­ni rów­nież nie­chaj peł­ni będą współ­czu­cia, miło­sier­ni dla wszyst­kich. Niech spro­wa­dza­ją na dobrą dro­gę zbłą­ka­nych i odwie­dza­ją wszyst­kich cho­rych, nie zanie­dbu­jąc ani wdo­wy, ani sie­ro­ty, ani bie­da­ka, lecz sta­ra­jąc się czy­nić zawsze dobrze wobec Boga i wobec ludzi” [28]. Z tych dwóch świa­dectw wyni­ka, że Kościół jawi się jako mat­ka ubo­gich, miej­sce gościn­no­ści i sprawiedliwości.

40. Św. Justyn, z kolei, w pierw­szej Apo­lo­gii skie­ro­wa­nej do cesa­rza Hadria­na, do Sena­tu i do ludu rzym­skie­go, wyja­śniał, że chrze­ści­ja­nie nie­śli potrze­bu­ją­cym wszyst­ko, co mogli, ponie­waż widzie­li w nich bra­ci i sio­stry w Chry­stu­sie. Pisząc o zgro­ma­dze­niu modlą­cym się w pierw­szym dniu tygo­dnia, pod­kre­ślał, że w cen­trum litur­gii chrze­ści­jań­skiej nie moż­na oddzie­lić czci odda­wa­nej Bogu od uwa­gi poświę­co­nej ubo­gim. Dla­te­go w pew­nym momen­cie cele­bra­cji „ci, któ­rym się dobrze powo­dzi i któ­rzy dobrą mają wolę, dają, co chcą, a wszyst­ko, co się zbie­rze, skła­da się na ręce prze­ło­żo­ne­go, On zaś roz­ta­cza opie­kę nad sie­ro­ta­mi, wdo­wa­mi, cho­ry­mi, albo z innej przy­czy­ny cier­pią­cy­mi nie­do­sta­tek, nad więź­nia­mi, obcy­mi gość­mi, jed­nym sło­wem spie­szy z pomo­cą wszyst­kim, co są w potrze­bie” [29] . To poka­zu­je, że rodzą­cy się Kościół nie oddzie­lał wia­ry od dzia­ła­nia spo­łecz­ne­go: wia­ra, któ­rej nie towa­rzy­szy­ło świa­dec­two uczyn­ków, jak nauczał św. Jakub, była uwa­ża­na za mar­twą (por. Jk 2, 17).

Św. Jan Chryzostom

41. Wśród ojców wschod­nich naj­go­ręt­szym kazno­dzie­ją spra­wie­dli­wo­ści spo­łecz­nej był zapew­ne św. Jan Chry­zo­stom, arcy­bi­skup Kon­stan­ty­no­po­la na prze­ło­mie IV i V w. W swo­ich homi­liach zachę­cał wier­nych, aby roz­po­zna­wa­li Chry­stu­sa w potrze­bu­ją­cych: „Chcesz czcić Cia­ło Chry­stu­sa? Nie dopuść, aby było nagie. Uczciw­szy je jedwab­ny­mi sza­ta­mi [w świą­ty­ni], nie pozwól, by na zewnątrz umie­ra­ło z zim­na z powo­du nago­ści. (…) [Chry­stus w Eucha­ry­stii] nie potrze­bu­je szat, ale czy­stej duszy; nato­miast Chry­stus w dru­gim czło­wie­ku wyma­ga wiel­kie­go sta­ra­nia. Uczmy się mądro­ści oraz odda­wa­nia czci Chry­stu­so­wi w taki spo­sób, w jaki On sam sobie tego życzy. Naj­mil­szym kul­tem jest dla Nie­go ten kult, któ­re­go On sam pra­gnie, a nie ten, któ­ry my za taki uwa­ża­my. (…) Zatem i ty odda­waj Mu taką cześć, jaką usta­no­wił, udzie­la­jąc ubo­gim ze swe­go mająt­ku. Bóg nie potrze­bu­je zło­tych naczyń, ale zło­tych dusz” [30]. Stwier­dza­jąc z kry­sta­licz­ną jasno­ścią, że jeśli wier­ni nie spo­tka­ją Chry­stu­sa w ubo­gich sto­ją­cych u drzwi, nie będą mogli wiel­bić Go nawet na ołta­rzu, kon­ty­nu­uje: „Cóż to za korzyść dla Nie­go, jeśli Jego ołtarz pełen jest zło­tych kie­li­chów, a On sam umie­ra z gło­du (w oso­bie bie­da­ka)? Naj­pierw nasyć głod­ne­go, a potem z tego co zosta­nie, przy­ozdób tak­że Jego ołtarz” [31]. Z tego powo­du Eucha­ry­stię rozu­miał rów­nież jako sakra­men­tal­ny wyraz miło­sier­dzia i spra­wie­dli­wo­ści, któ­re ją poprze­dza­ły, towa­rzy­szy­ły jej i powin­ny kon­ty­nu­ować ją w miło­ści i w tro­sce o ubogich.

42. W związ­ku z tym, miło­sier­dzie nie jest dro­gą opcjo­nal­ną, lecz kry­te­rium praw­dzi­we­go kul­tu. Chry­zo­stom ostro pięt­no­wał zbyt­ni luk­sus, któ­ry łączył się z obo­jęt­no­ścią wobec ubo­gich. Uwa­ga, jaką nale­ży im poświę­cić, jest czymś wię­cej niż tyl­ko wymo­giem spo­łecz­nym – jest warun­kiem zba­wie­nia, któ­ry nie­spra­wie­dli­we bogac­two obar­cza cię­ża­rem potę­pie­nia: „Jest bar­dzo zim­no, a bie­dak leży w łach­ma­nach, umie­ra­ją­cy, prze­mar­z­nię­ty, zgrzy­ta­jąc zęba­mi, a jego wygląd i ubiór powin­ny was wzru­szyć. Wy nato­miast, spo­ce­ni i pija­ni, mija­cie go. Jak chce­cie, aby Bóg wyba­wił was od nie­szczę­ścia? (…) Czę­sto przy­ozda­bia­cie nic nie­czu­ją­ce zwło­ki, któ­re nie poj­mu­ją już hono­rów, wie­lo­ma róż­no­barw­ny­mi i zło­ty­mi sza­ta­mi. A jed­nak gar­dzi­cie tym, któ­ry odczu­wa ból, jest roz­dzie­ra­ny, tor­tu­ro­wa­ny, drę­czo­ny gło­dem i zim­nem, trosz­cząc się bar­dziej o próż­ną chwa­łę niż o bojaźń Bożą” [32]. To głę­bo­kie poczu­cie spra­wie­dli­wo­ści spo­łecz­nej pro­wa­dzi go do stwier­dze­nia, że „nie dzie­lić się wła­sny­mi dobra­mi z ubo­gi­mi zna­czy okra­dać ich i pozba­wiać życia. Posia­da­ne przez nas dobra nie są naszy­mi, ale ich dobra­mi” [33].

Św. Augu­styn

43. Mistrzem ducho­wym Augu­sty­na był św. Ambro­ży, któ­ry kładł nacisk na etycz­ną koniecz­ność dzie­le­nia się dobra­mi: „Nie obda­ro­wu­jesz prze­cież bie­da­ka ze swe­go, lecz zwra­casz mu to, co jest jego wła­sno­ścią. Sam bowiem przy­własz­czasz jedy­nie sobie to, co nale­ży do wszyst­kich” [34]. Dla Bisku­pa Medio­la­nu jał­muż­na jest przy­wró­ce­niem spra­wie­dli­wo­ści, a nie gestem pater­na­li­zmu. W jego prze­po­wia­da­niu miło­sier­dzie nabie­ra cha­rak­te­ru pro­ro­cze­go: potę­pia struk­tu­ry gro­ma­dze­nia i potwier­dza komu­nię jako powo­ła­nie kościelne.

44. Świę­ty Biskup z Hip­po­ny, ukształ­to­wa­ny w tej tra­dy­cji, nauczał z kolei pre­fe­ren­cyj­nej miło­ści dla ubo­gich. Jako czuj­ny pasterz i teo­log o rzad­kiej jasno­ści umy­słu, zda­wał sobie spra­wę, że praw­dzi­wa kościel­na komu­nia wyra­ża się rów­nież w komu­nii dóbr. W swo­ich Obja­śnie­niach do Psal­mów przy­po­mi­na, że praw­dzi­wi chrze­ści­ja­nie nie zanie­dbu­ją miło­ści do naj­bar­dziej potrze­bu­ją­cych: „Może patrzy­cie na swo­ich bra­ci, czy cze­goś nie potrze­bu­ją. Jeże­li macie w sobie Chry­stu­sa, uży­cza­cie nawet obcym” [35]. Zatem, owo dzie­le­nie się dobra­mi rodzi się z miło­ści teo­lo­gal­nej i ma jako osta­tecz­ny cel miłość Chry­stu­sa. Dla Augu­sty­na ubo­gi nie jest jedy­nie oso­bą, któ­rej trze­ba pomóc, ale sakra­men­tal­ną obec­no­ścią Pana.

45. Dok­tor Łaski widział w tro­sce o ubo­gich kon­kret­ny dowód szcze­ro­ści wia­ry. Kto twier­dzi, że miłu­je Boga, a nie ma współ­czu­cia dla potrze­bu­ją­cych, ten nie mówi praw­dy (por. 1 J 4, 20). Komen­tu­jąc spo­tka­nie Jezu­sa z boga­tym mło­dzień­cem i „skarb w nie­bie”, któ­ry jest zare­zer­wo­wa­ny dla tych, któ­rzy odda­ją swo­je dobra ubo­gim (por. Mt 19, 21), Augu­styn wkła­da w usta Pana nastę­pu­ją­ce sło­wa: „Otrzy­ma­łem zie­mię, dam nie­bo; otrzy­ma­łem dobra docze­sne, oddam dobra wiecz­ne; otrzy­ma­łem chleb, dam życie. (…) Zosta­łem ugosz­czo­ny w domu, ale ja dam dom; odwie­dzo­no mnie, gdy byłem cho­ry, ale ja dam zdro­wie; nawie­dzo­no mnie w wię­zie­niu, ale ja dam wol­ność. Chleb, któ­ry dali­ście moim ubo­gim, został spo­ży­ty, ale chleb, któ­ry ja dam, nie tyl­ko was nasy­ci, ale nigdy się nie skoń­czy” [36]. Naj­wyż­szy nie pozwa­la się prze­ści­gnąć w hoj­no­ści wobec tych, któ­rzy słu­żą Mu w naj­bar­dziej potrze­bu­ją­cych: im więk­sza miłość do ubo­gich, tym więk­sza nagro­da od Boga.

46. Ta per­spek­ty­wa chry­sto­cen­trycz­na i głę­bo­ko ekle­zjal­na pro­wa­dzi do stwier­dze­nia, że ofia­ry, gdy rodzą się z miło­ści, nie tyl­ko zaspo­ka­ja­ją potrze­by bra­ta, ale tak­że oczysz­cza­ją ser­ce daw­cy, jeśli jest on goto­wy do prze­mia­ny: „Jał­muż­na słu­ży bowiem wyma­za­niu grze­chów minio­ne­go życia, jeśli ktoś zmie­nia swo­je życie” [37] . Jest to nie­ja­ko zwy­czaj­na dro­ga nawró­ce­nia dla tych, któ­rzy chcą naśla­do­wać Chry­stu­sa nie­po­dziel­nym sercem.

47. W Koście­le, któ­ry w ubo­gich roz­po­zna­je obli­cze Chry­stu­sa, a w dobrach narzę­dzie miło­sier­dzia, myśl augu­styń­ska pozo­sta­je nie­za­wod­nym świa­tłem. Dzi­siaj wier­ność naucza­niu Augu­sty­na wyma­ga nie tyl­ko stu­dio­wa­nia jego dzieł, ale tak­że goto­wo­ści do rady­kal­ne­go życia jego wezwa­niem do nawró­ce­nia, któ­re nie­od­łącz­nie obej­mu­je posłu­gę miłosierdzia.

48. Wie­lu innych ojców Kościo­ła, zarów­no ze Wscho­du, jak i z Zacho­du, wypo­wia­da­ło się na temat pry­ma­tu tro­ski o ubo­gich w życiu i w misji każ­de­go wier­ne­go chrze­ści­ja­ni­na. Z tej per­spek­ty­wy, pod­su­mo­wu­jąc, moż­na powie­dzieć, że teo­lo­gia patry­stycz­na mia­ła cha­rak­ter prak­tycz­ny: dąży­ła do Kościo­ła ubo­gie­go i dla ubo­gich, przy­po­mi­na­jąc, że Ewan­ge­lia jest gło­szo­na wła­ści­wie tyl­ko wte­dy, gdy skła­nia do dotknię­cia cia­ła ostat­nich, i ostrze­ga­jąc, że rygor dok­try­nal­ny bez miło­sier­dzia jest pustą retoryką.

Tro­ska o chorych

49. Chrze­ści­jań­skie współ­czu­cie prze­ja­wi­ło się w szcze­gól­ny spo­sób w opie­ce nad cho­ry­mi i cier­pią­cy­mi. Na pod­sta­wie zna­ków, obec­nych w publicz­nej dzia­łal­no­ści Jezu­sa – uzdro­wie­nie nie­wi­do­mych, trę­do­wa­tych i spa­ra­li­żo­wa­nych – Kościół rozu­mie, że opie­ka nad cho­ry­mi, w któ­rych bez tru­du roz­po­zna­je ukrzy­żo­wa­ne­go Pana, sta­no­wi istot­ną część jego misji. Św. Cyprian, pod­czas epi­de­mii w mie­ście Kar­ta­gi­na, gdzie był bisku­pem, przy­po­mniał chrze­ści­ja­nom o zna­cze­niu opie­ki nad cho­ry­mi: „Ta zara­za, któ­ra wyda­je się tak strasz­na i śmier­tel­na, wysta­wia na pró­bę spra­wie­dli­wość każ­de­go czło­wie­ka i spraw­dza ducha ludzi, czy zdro­wi słu­żą cho­rym, czy krew­ni szcze­rze się miłu­ją, czy pano­wie mają litość dla cho­rych sług, czy leka­rze nie opusz­cza­ją cho­rych, bła­ga­ją­cych o pomoc” [38]. Chrze­ści­jań­ska tra­dy­cja odwie­dza­nia cho­rych, obmy­wa­nia ich ran i pocie­sza­nia stra­pio­nych, nie spro­wa­dza się jedy­nie do dzie­ła filan­tro­pij­ne­go, ale jest dzia­łal­no­ścią kościel­ną, poprzez któ­rą człon­ko­wie Kościo­ła – wła­śnie w cho­rych – „doty­ka­ją cier­pią­ce­go cia­ła Chry­stu­sa” [39].

50. W XVI w. św. Jan Boży, zakła­da­jąc Zakon Szpi­tal­ny noszą­cy jego imię, stwo­rzył wzor­co­we szpi­ta­le, któ­re przyj­mo­wa­ły wszyst­kich, nie­za­leż­nie od sta­tu­su spo­łecz­ne­go czy eko­no­micz­ne­go. Jego słyn­ne wyra­że­nie: „Bra­cia, czyń­cie dobro!”, sta­ło się mot­tem czyn­nej miło­ści wobec cho­rych. W tym samym cza­sie św. Kamil de Lel­lis zało­żył Zakon Kle­ry­ków Regu­lar­nych Posłu­gu­ją­cych Cho­rym – kami­lia­nów – podej­mu­jąc swo­ją misję słu­że­nia cho­rym z cał­ko­wi­tym odda­niem. Jego regu­ła naka­zu­je: „Nade wszyst­ko niech każ­dy pro­si Pana o łaskę mat­czy­ne­go uczu­cia wzglę­dem bliź­nie­go, aby mu słu­żyć wszel­ką miło­ścią w potrze­bach duszy i cia­ła, ponie­waż pra­gnie­my z łaski Bożej słu­żyć wszyst­kim cho­rym z miło­ścią, jaką żywi kocha­ją­ca mat­ka do swo­je­go jedy­ne­go cho­re­go syna” [40]. W szpi­ta­lach, na polach bitew, w wię­zie­niach i na uli­cach kami­lia­nie kon­kret­nie urze­czy­wist­nia­li miło­sier­dzie Chry­stu­sa Lekarza.

51. Opie­ku­jąc się cho­ry­mi z mat­czy­ną miło­ścią, tak jak mat­ka trosz­czy się o swo­je dziec­ko, wie­le kobiet kon­se­kro­wa­nych ode­gra­ło jesz­cze więk­szą rolę w opie­ce zdro­wot­nej nad ubo­gi­mi. Sio­stry Miło­sier­dzia św. Win­cen­te­go a Pau­lo, Sio­stry Szpi­tal­ne, Małe Sio­stry Bożej Opatrz­no­ści i wie­le innych zgro­ma­dzeń żeń­skich wnio­sły mat­czy­ną i dys­kret­ną obec­ność do szpi­ta­li, domów opie­ki i domów spo­koj­nej sta­ro­ści. Przy­nio­sły one uko­je­nie, wysłu­cha­nie, towa­rzy­sze­nie, a przede wszyst­kim czu­łość. Czę­sto wła­sny­mi ręka­mi zbu­do­wa­ły pla­ców­ki opie­ki zdro­wot­nej na obsza­rach pozba­wio­nych pomo­cy medycz­nej. Uczy­ły higie­ny, poma­ga­ły przy poro­dach i poda­wa­ły lekar­stwa z natu­ral­ną mądro­ścią i głę­bo­ką wia­rą. Ich domy sta­ły się oaza­mi god­no­ści, gdzie nikt nie był wyklu­czo­ny. Dotyk współ­czu­cia był pierw­szym lekar­stwem. Św. Ludwi­ka de Maril­lac napi­sa­ła do swo­ich Sióstr Miło­sier­dzia, przy­po­mi­na­jąc im, że „otrzy­ma­ły szcze­gól­ne bło­go­sła­wień­stwo od Boga, aby słu­żyć ubo­gim cho­rym w szpi­ta­lach” [41].

52. Dzi­siaj to dzie­dzic­two jest kon­ty­nu­owa­ne w szpi­ta­lach kato­lic­kich, w ośrod­kach zdro­wia otwie­ra­nych w odle­głych regio­nach, w misjach medycz­nych dzia­ła­ją­cych w lasach, w ośrod­kach wspar­cia dla osób uza­leż­nio­nych od nar­ko­ty­ków oraz w szpi­ta­lach polo­wych na tere­nach obję­tych woj­ną. Chrze­ści­jań­ska obec­ność przy cho­rych poka­zu­je, że zba­wie­nie nie jest ideą abs­trak­cyj­ną, ale kon­kret­nym dzia­ła­niem. Gestem opa­try­wa­nia ran Kościół gło­si, że Kró­le­stwo Boże roz­po­czy­na się pośród naj­bar­dziej bez­bron­nych. A czy­niąc to, pozo­sta­je wier­ny Temu, któ­ry powie­dział: „Byłem cho­ry, a odwie­dzi­li­ście mnie” (Mt 25, 36). Kie­dy Kościół klę­ka u boku trę­do­wa­te­go, nie­do­ży­wio­ne­go dziec­ka lub nie­zna­ne­go umie­ra­ją­ce­go, wypeł­nia swo­je naj­głęb­sze powo­ła­nie: miło­wać Pana tam, gdzie jest On naj­bar­dziej oszpecony.

Tro­ska o ubo­gich w życiu monastycznym

53. Życie mona­stycz­ne, któ­re zro­dzi­ło się w ciszy pustyń, było od same­go począt­ku świa­dec­twem soli­dar­no­ści. Mni­si porzu­ca­li wszyst­ko – bogac­two, pre­stiż, rodzi­nę – nie tyl­ko dla­te­go, że gar­dzi­li dobra­mi tego świa­ta – con­temp­tus mun­di – lecz po to, aby w tym rady­kal­nym ode­rwa­niu od świa­ta spo­tkać ubo­gie­go Chry­stu­sa. Św. Bazy­li Wiel­ki w swo­jej Regu­le nie dostrze­gał żad­nej sprzecz­no­ści mię­dzy życiem modli­twy i sku­pie­nia mni­chów a ich pra­cą na rzecz ubo­gich. Dla nie­go gościn­ność i tro­ska o potrze­bu­ją­cych sta­no­wi­ły inte­gral­ną część ducho­wo­ści mona­stycz­nej, a mni­si, nawet porzu­ciw­szy wszyst­ko, aby przy­jąć ubó­stwo, musie­li poma­gać naj­bied­niej­szym swo­ją pra­cą, ponie­waż „aby móc [z cze­go] udzie­lać potrze­bu­ją­cym (…) nale­ży wytrwa­le pra­co­wać (…). Taka posta­wa jest nam potrzeb­na nie tyl­ko po to, aby umar­twiać cia­ło, ale też ze wzglę­du na miłość bliź­nie­go, aby Bóg mógł przez nas dać sła­bym bra­ciom to, co dla nich koniecz­ne” [42].

54. W Ceza­rei, gdzie był bisku­pem, zbu­do­wał miej­sce zna­ne jako Bazy­lia­da, któ­re obej­mo­wa­ło miesz­ka­nia, szpi­ta­le i szko­ły dla ubo­gich i cho­rych. Mnich nie był więc jedy­nie asce­tą, ale słu­gą. W ten spo­sób Bazy­li uka­zał, że aby być bli­sko Boga, trze­ba być bli­sko ubo­gich. Kon­kret­na miłość była kry­te­rium świę­to­ści. Modlić się i opie­ko­wać, kon­tem­plo­wać i leczyć, pisać i przyj­mo­wać: wszyst­ko było wyra­zem tej samej miło­ści do Chrystusa.

55. Na Zacho­dzie św. Bene­dykt z Nur­sji opra­co­wał Regu­łę, któ­ra sta­ła się fun­da­men­tem euro­pej­skiej ducho­wo­ści mona­stycz­nej. Pierw­sze miej­sce zaj­mu­je w niej ugosz­cze­nie ubo­gich i piel­grzy­mów: „Niech szcze­gól­na tro­ska towa­rzy­szy przyj­mo­wa­niu ubo­gich i piel­grzy­mów, bo to wła­śnie w nich przyj­mu­je­my w naj­więk­szej mie­rze Chry­stu­sa” [43]. Nie były to tyl­ko sło­wa: przez wie­ki klasz­to­ry bene­dyk­tyń­skie były miej­scem schro­nie­nia dla wdów, porzu­co­nych dzie­ci, piel­grzy­mów i żebra­ków. Dla Bene­dyk­ta życie wspól­no­to­we było szko­łą miło­sier­dzia. Pra­ca fizycz­na mia­ła nie tyl­ko zna­cze­nie prak­tycz­ne, ale tak­że kształ­to­wa­ła ser­ce do służ­by. Dzie­le­nie się mię­dzy mni­cha­mi, tro­ska o cho­rych i słu­cha­nie naj­słab­szych przy­go­to­wy­wa­ły do przy­ję­cia Chry­stu­sa, któ­ry przy­cho­dzi w oso­bie ubo­gie­go i obce­go. Bene­dyk­tyń­ska gościn­ność klasz­tor­na pozo­sta­je do dziś zna­kiem Kościo­ła, któ­ry otwie­ra drzwi, przyj­mu­je bez zada­wa­nia pytań, leczy, nie żąda­jąc nicze­go w zamian.

56. Z bie­giem lat klasz­to­ry bene­dyk­tyń­skie sta­ły się miej­sca­mi, któ­re kon­tra­sto­wa­ły z kul­tu­rą wyklu­cze­nia. Mni­si upra­wia­li zie­mię, pro­du­ko­wa­li żyw­ność, przy­go­to­wy­wa­li lekar­stwa i ofia­ro­wa­li je z pro­sto­tą naj­bar­dziej potrze­bu­ją­cym. Ich cicha pra­ca była zaczy­nem nowej cywi­li­za­cji, w któ­rej ubo­dzy nie byli pro­ble­mem do roz­wią­za­nia, lecz brać­mi i sio­stra­mi, któ­rych trze­ba przy­jąć. Regu­ła dzie­le­nia się, wspól­na pra­ca i pomoc słab­szym kształ­to­wa­ły gospo­dar­kę soli­dar­no­ści, sto­ją­cą w sprzecz­no­ści z logi­ką gro­ma­dze­nia. Świa­dec­two mni­chów uka­zy­wa­ło, że dobro­wol­ne ubó­stwo, któ­re­mu dale­ko było do nędzy, jest dro­gą do wol­no­ści i komu­nii. Nie ogra­ni­cza­li się oni do pomo­cy ubo­gim: sta­li się ich bliź­ni­mi, brać­mi w tym samym Panu. W celach i kruż­gan­kach ukształ­to­wa­ła się misty­ka obec­no­ści Boga w maluczkich.

57. Oprócz zapew­nia­nia pomo­cy mate­rial­nej, klasz­to­ry odgry­wa­ły fun­da­men­tal­ną rolę w kul­tu­ro­wej i ducho­wej for­ma­cji naj­bied­niej­szych. W cza­sach zara­zy, woj­ny i klę­ski gło­du były miej­sca­mi, gdzie potrze­bu­ją­cy znaj­do­wa­li chleb i lekar­stwa, ale tak­że god­ność i sło­wo. To wła­śnie tam były wycho­wy­wa­ne sie­ro­ty, cze­lad­ni­cy otrzy­my­wa­li wykształ­ce­nie, a rol­ni­cy byli ucze­ni tech­nik rol­ni­czych i czy­ta­nia. Wie­dza była dzie­lo­na jako dar i odpo­wie­dzial­ność. Opat był zarów­no nauczy­cie­lem, jak i ojcem, a szko­ła klasz­tor­na była miej­scem wyzwo­le­nia poprzez praw­dę. Istot­nie, jak pisze Jan Kasjan, mnich powi­nien cha­rak­te­ry­zo­wać się „poko­rą ser­ca (…) – zapro­wa­dzi (…) ona, nie do wie­dzy, któ­ra nady­ma pychą, lecz do tej, któ­ra oświe­ca wszyst­kich żyją­cych w miło­ści” [44]. Kształ­cąc sumie­nia i prze­ka­zu­jąc mądrość, mni­si przy­czy­nia­li się do chrze­ści­jań­skiej peda­go­gi­ki inklu­zyj­no­ści. Kul­tu­ra nazna­czo­na wia­rą była dzie­lo­na z pro­sto­tą. Wie­dza, oświe­co­na miło­ścią, sta­wa­ła się służ­bą. W ten spo­sób życie mona­stycz­ne oka­zy­wa­ło się sty­lem świę­to­ści i kon­kret­ną dro­gą prze­mia­ny społeczeństwa.

58. Tra­dy­cja mona­stycz­na uczy w ten spo­sób, że modli­twa i miłość, cisza i służ­ba, cele i szpi­ta­le two­rzą jed­ną ducho­wą tkan­kę. Klasz­tor jest miej­scem słu­cha­nia i dzia­ła­nia, kul­tu i dzie­le­nia się. Św. Ber­nard z Cla­irvaux, wiel­ki refor­ma­tor cyster­sów, „z naci­skiem zwra­cał uwa­gę na potrze­bę wstrze­mięź­li­wo­ści i umia­ru zarów­no w odnie­sie­niu do posił­ków, jak i ubio­rów i budyn­ków klasz­tor­nych, a tak­że zale­cał wspie­ra­nie ubo­gich i opie­ko­wa­nie się nimi” [45]. Współ­czu­cie nie było dla nie­go dodat­ko­wym wybo­rem, ale praw­dzi­wą dro­gą naśla­do­wa­nia Chry­stu­sa. Życie mona­stycz­ne, jeśli jest wier­ne swo­je­mu pier­wot­ne­mu powo­ła­niu, poka­zu­je zatem, że Kościół jest cał­ko­wi­cie oblu­bie­ni­cą Pana tyl­ko wte­dy, gdy jest rów­nież sio­strą ubo­gich. Klasz­tor nie jest tyl­ko schro­nie­niem przed świa­tem, lecz szko­łą, w któ­rej uczy się, jak naj­le­piej mu słu­żyć. Tam gdzie mni­si otwo­rzy­li swo­je drzwi ubo­gim, Kościół poka­zał z poko­rą i sta­now­czo­ścią, że kon­tem­pla­cja nie wyklu­cza miło­sier­dzia, ale wyma­ga go jako swe­go naj­czyst­sze­go owocu.

Uwol­nić więźniów

59. Już od cza­sów apo­stol­skich Kościół widział w wyzwo­le­niu uci­śnio­nych znak Kró­le­stwa Boże­go. Sam Jezus na począt­ku swo­jej publicz­nej misji ogło­sił: „Duch Pań­ski spo­czy­wa na Mnie, ponie­waż Mnie nama­ścił i posłał Mnie, abym ubo­gim niósł dobrą nowi­nę, więź­niom gło­sił wol­ność” (Łk 4, 18). Pierw­si chrze­ści­ja­nie, nawet w bar­dzo trud­nych warun­kach, modli­li się i poma­ga­li swo­im bra­ciom i sio­strom uwię­zio­nym, o czym świad­czą Dzie­je Apo­stol­skie (por. 12, 5; 24, 23) i róż­ne pisma ojców Kościo­ła. Ta misja wyzwo­le­nia była kon­ty­nu­owa­na w cią­gu wie­ków poprzez kon­kret­ne dzia­ła­nia, zwłasz­cza gdy dra­mat nie­wol­nic­twa i uwię­zie­nia dotknął całe społeczeństwa.

60. Na prze­ło­mie XII i XIII w., kie­dy wie­lu chrze­ści­jan zosta­ło poj­ma­nych na Morzu Śród­ziem­nym lub wzię­tych do nie­wo­li pod­czas wojen, powsta­ły dwa zako­ny: Zakon Świę­tej Trój­cy od Wyku­pu Nie­wol­ni­ków (try­ni­ta­rze), zało­żo­ny przez św. Jana z Mathy i św. Felik­sa z Valo­is, oraz Zakon Naj­święt­szej Maryi Pan­ny od Wyku­pu Nie­wol­ni­ków (mer­ce­da­riu­sze), zało­żo­ny przez św. Pio­tra Nola­sco, przy wspar­ciu św. Raj­mun­da z Peña­fort, domi­ni­ka­ni­na. Szcze­gól­nym cha­ry­zma­tem nowo utwo­rzo­nych wspól­not osób kon­se­kro­wa­nych było wyzwa­la­nie chrze­ści­jan wzię­tych do nie­wo­li, któ­rym odda­wa­ły do dys­po­zy­cji swo­je dobra [46], a czę­sto ofia­ro­wa­ły w zamian wła­sne życie. Try­ni­ta­rze, ze swo­im mot­tem Glo­ria Tibi Tri­ni­tas et cap­ti­vis liber­tas (Chwa­ła Tobie, Trój­co, a nie­wol­ni­kom wol­ność) oraz mer­ce­da­riu­sze, któ­rzy do ślu­bów zakon­nych ubó­stwa, posłu­szeń­stwa i czy­sto­ści doda­li czwar­ty ślub [47], świad­czy­li, że miłość może być hero­icz­na. Wyzwo­le­nie więź­niów jest wyra­zem miło­ści try­ni­tar­nej: Boga, któ­ry wyzwa­la nie tyl­ko z nie­wo­li ducho­wej, ale tak­że z kon­kret­ne­go uci­sku. Gest wyku­pie­nia z nie­wo­li i wię­zie­nia jest postrze­ga­ny jako prze­dłu­że­nie odku­pień­czej ofia­ry Chry­stu­sa, któ­re­go krew jest ceną nasze­go wyku­pie­nia (por. 1 Kor 6, 20).

61. Pier­wot­na ducho­wość tych zako­nów była głę­bo­ko zako­rze­nio­na w kon­tem­pla­cji Krzy­ża. Chry­stus jest, w naj­peł­niej­szym tego sło­wa zna­cze­niu, Odku­pi­cie­lem więź­niów, a Kościół, Jego Cia­ło, prze­dłu­ża tę tajem­ni­cę w cza­sie [48]. Zakon­ni­cy nie postrze­ga­li wyku­pie­nia jako dzia­ła­nia poli­tycz­ne­go czy eko­no­micz­ne­go, ale jako akt nie­mal litur­gicz­ny, sakra­men­tal­ną ofia­rę z samych sie­bie. Wie­lu odda­wa­ło swo­je wła­sne cia­ła, aby zastą­pić więź­niów, dosłow­nie wypeł­nia­jąc przy­ka­za­nie: „Nikt nie ma więk­szej miło­ści od tej, gdy ktoś życie swo­je odda­je za przy­ja­ciół swo­ich” ( J 15, 13). Tra­dy­cja tych zako­nów nie zakoń­czy­ła się. Wręcz prze­ciw­nie, zain­spi­ro­wa­ła ona nowe for­my dzia­ła­nia w obli­czu współ­cze­snych form nie­wol­nic­twa: han­dlu ludź­mi, przy­mu­so­wej pra­cy, wyko­rzy­sty­wa­nia sek­su­al­ne­go, róż­nych form uza­leż­nie­nia [49]. Chrze­ści­jań­skie miło­sier­dzie, gdy jest wcie­la­ne w życie, sta­je się wyzwa­la­ją­ce. A misja Kościo­ła, kie­dy jest wier­na swo­je­mu Panu, zawsze jest misją gło­sze­nia wyzwo­le­nia. Tak­że dzi­siaj, kie­dy „milio­ny osób – dzie­ci, męż­czyzn i kobiet w każ­dym wie­ku – są pozba­wia­ne wol­no­ści i zmu­sza­ne do życia w warun­kach zbli­żo­nych do nie­wol­nic­twa” [50], dzie­dzic­two to jest kon­ty­nu­owa­ne przez te zako­ny i inne insty­tu­cje oraz zgro­ma­dze­nia, któ­re dzia­ła­ją na pery­fe­riach miast, w stre­fach kon­flik­tów i na szla­kach migra­cyj­nych. Kie­dy Kościół pochy­la się, aby zerwać nowe kaj­da­ny, któ­re krę­pu­ją ubo­gich, sta­je się zna­kiem paschalnym.

62. Nie moż­na zakoń­czyć tej reflek­sji na temat osób pozba­wio­nych wol­no­ści, nie wspo­mi­na­jąc o więź­niach prze­by­wa­ją­cych w róż­nych zakła­dach kar­nych i ośrod­kach deten­cyj­nych. W tym kon­tek­ście przy­po­mi­na­my sło­wa, któ­re Papież Fran­ci­szek skie­ro­wał do gru­py więź­niów: „Wej­ście do wię­zie­nia jest dla mnie zawsze waż­nym momen­tem, ponie­waż wię­zie­nie jest miej­scem wiel­kie­go czło­wie­czeń­stwa (…). Czło­wie­czeń­stwa doświad­czo­ne­go, nie­kie­dy znu­żo­ne­go trud­no­ścia­mi, poczu­ciem winy, osą­da­mi, nie­zro­zu­mie­niem, cier­pie­niem, ale jed­no­cze­śnie peł­ne­go siły, pra­gnie­nia prze­ba­cze­nia, pra­gnie­nia odku­pie­nia” [51]. To pra­gnie­nie, mię­dzy inny­mi, zosta­ło przy­ję­te rów­nież przez zako­ny poświę­co­ne wyku­py­wa­niu więź­niów jako pre­fe­ren­cyj­na służ­ba Kościo­ło­wi. Jak gło­sił św. Paweł: „Ku wol­no­ści wyswo­bo­dził nas Chry­stus!” ( Ga 5, 1). A ta wol­ność nie jest tyl­ko wewnętrz­na: prze­ja­wia się w histo­rii jako miłość, któ­ra trosz­czy się i wyzwa­la z wszel­kich wię­zów niewoli.

Świad­ko­wie ewan­ge­licz­ne­go ubóstwa

63. W XIII w., w obli­czu roz­wo­ju miast, kon­cen­tra­cji bogac­twa i poja­wie­nia się nowych form ubó­stwa, Duch Świę­ty zapo­cząt­ko­wał nowy rodzaj kon­se­kra­cji w Koście­le: zako­ny żebra­cze. W odróż­nie­niu od sta­bil­ne­go mode­lu mona­stycz­ne­go, men­dy­kan­ci przy­ję­li wędrow­ny tryb życia, bez wła­sno­ści oso­bi­stej lub wspól­no­to­wej, cał­ko­wi­cie powie­rza­jąc się Opatrz­no­ści. Nie ogra­ni­cza­li się do posłu­gi­wa­nia ubo­gim: sami sta­wa­li się bied­ny­mi wraz z nimi. Postrze­ga­li mia­sto jako nową pusty­nię, a wyklu­czo­nych jako nowych mistrzów ducho­wych. Zako­ny takie jak fran­cisz­ka­nie, domi­ni­ka­nie, augu­stia­nie i kar­me­li­ci sta­no­wi­ły ewan­ge­licz­ną rewo­lu­cję, w któ­rej pro­sty i ubo­gi styl życia stał się pro­ro­czym zna­kiem dla misji, odra­dza­jąc doświad­cze­nie pierw­szej wspól­no­ty chrze­ści­jań­skiej (por. Dz 4, 32). Świa­dec­two men­dy­kan­tów rzu­ca­ło wyzwa­nie zarów­no prze­py­cho­wi ducho­wień­stwa, jak i ozię­bło­ści spo­łe­czeń­stwa miejskiego.

64. Św. Fran­ci­szek z Asy­żu stał się iko­ną tej ducho­wej wio­sny. Poślu­bia­jąc ubó­stwo, chciał naśla­do­wać Chry­stu­sa ubo­gie­go, nagie­go i ukrzy­żo­wa­ne­go. W swo­jej Regu­le pro­si: „Bra­cia niech nicze­go nie naby­wa­ją na wła­sność: ani domu, ani zie­mi, ani żad­nej innej rze­czy. I jako piel­grzy­mi i obcy (por. 1 P 2, 11; Hbr 11, 13) na tym świe­cie, słu­żąc Panu w ubó­stwie i poko­rze, niech ufnie pro­szą o jał­muż­nę; i nie powin­ni wsty­dzić się tego, bo Pan dla nas stał się ubo­gim na tym świe­cie” [52]. Jego życie było cią­głym ogo­ło­ce­niem: z pała­cu do trę­do­wa­te­go, od wymow­no­ści do mil­cze­nia, od posia­da­nia do cał­ko­wi­te­go odda­nia. Fran­ci­szek nie zało­żył żad­nej insty­tu­cji świad­cze­nia usług socjal­nych, ale ewan­ge­licz­ną wspól­no­tę bra­ter­ską. W ubo­gich widział bra­ci i żywe obra­zy Pana. Jego misją było prze­by­wa­nie z nimi, ze wzglę­du na soli­dar­ność prze­kra­cza­ją­cą dystans, ze wzglę­du na miłość współ­czu­ją­cą. Jego ubó­stwo mia­ło cha­rak­ter rela­cyj­ny: pro­wa­dzi­ło go do bycia bliź­nim, rów­nym, a nawet mniej­szym. Jego świę­tość wyra­sta­ła z prze­ko­na­nia, że Chry­stu­sa moż­na przy­jąć napraw­dę tyl­ko poprzez hoj­ne poświę­ce­nie się braciom.

65. Św. Kla­ra z Asy­żu, zain­spi­ro­wa­na przez Fran­cisz­ka, zało­ży­ła Zakon Pań Ubo­gich, zwa­nych póź­niej kla­ry­ska­mi. Jej wal­ka ducho­wa pole­ga­ła na wier­nym zacho­wa­niu ide­ału rady­kal­ne­go ubó­stwa. Odrzu­ci­ła przy­wi­le­je papie­skie, któ­re mogły zapew­nić jej klasz­to­ro­wi bez­pie­czeń­stwo mate­rial­ne, i dzię­ki swej deter­mi­na­cji uzy­ska­ła od Papie­ża Grze­go­rza IX tzw. Pri­vi­le­gium Pau­per­ta­tis, któ­ry gwa­ran­to­wał pra­wo do życia bez posia­da­nia jakie­go­kol­wiek dobra mate­rial­ne­go [53]. Wybór ten wyra­żał jej cał­ko­wi­te zaufa­nie Bogu i świa­do­mość, że dobro­wol­ne ubó­stwo jest for­mą wol­no­ści i pro­roc­twa. Kla­ra naucza­ła swo­je sio­stry, że Chry­stus jest ich jedy­nym dzie­dzic­twem i że nic nie powin­no prze­sła­niać komu­nii z Nim. Jej modli­tew­ne i ukry­te życie było krzy­kiem prze­ciw­ko świa­to­wo­ści oraz mil­czą­cą obro­ną ubo­gich i zapomnianych.

66. Św. Domi­nik Guzmán, współ­cze­sny Fran­cisz­ko­wi, zało­żył Zakon Kazno­dziej­ski, o innym cha­ry­zma­cie, ale z taką samą rady­kal­no­ścią. Chciał on gło­sić Ewan­ge­lię mocą auto­ry­te­tu wyni­ka­ją­ce­go z ubo­gie­go życia, prze­ko­na­ny, że Praw­da potrze­bu­je kon­se­kwent­nych świad­ków. Przy­kład ubó­stwa życia towa­rzy­szył gło­szo­ne­mu Sło­wu. Wol­ni od cię­ża­ru dóbr ziem­skich, bra­cia domi­ni­ka­nie mogli lepiej poświę­cić się swo­je­mu głów­ne­mu dzie­łu, czy­li kazno­dziej­stwu. Uda­wa­li się do miast, zwłasz­cza uni­wer­sy­tec­kich, aby nauczać praw­dy Bożej [54]. Będąc zależ­ni od innych, uka­zy­wa­li, że wia­ry się nie narzu­ca, ale ofia­ru­je się ją. A żyjąc pośród ubo­gich, uczy­li się praw­dy Ewan­ge­lii „oddol­nie”, jako ucznio­wie upo­ko­rzo­ne­go Chrystusa.

67. Zako­ny żebra­cze były zatem żywą odpo­wie­dzią na wyklu­cze­nie i obo­jęt­ność. Nie pro­po­no­wa­ły one wprost reform spo­łecz­nych, ale nawró­ce­nie oso­bi­ste i wspól­no­to­we w myśl logi­ki Kró­le­stwa. Dla nich ubó­stwo nie było skut­kiem nie­do­stat­ku dóbr, ale wol­nym wybo­rem: by stać się malucz­kim, aby przy­jąć malucz­kich. Jak powie­dział o Fran­cisz­ku Tomasz z Cela­no: „Stał się szcze­gól­nym miło­śni­kiem ubo­gich (…). Czę­sto ubie­rał sza­ty ubo­gich, do któ­rych jesz­cze nie upodob­nił się uczyn­kiem, ale już pra­gnął tego całym ser­cem” [55]. Men­dy­kan­ci sta­li się sym­bo­lem Kościo­ła piel­grzy­mu­ją­ce­go, pokor­ne­go i bra­ter­skie­go, któ­ry żyje pośród ubo­gich nie dla pro­ze­li­ty­zmu, lecz z powo­du swo­jej toż­sa­mo­ści. Uczą, że Kościół jest świa­tłem tyl­ko wte­dy, gdy oga­ła­ca się ze wszyst­kie­go, i że świę­tość wie­dzie przez ser­ce pokor­ne i odda­ne maluczkim.

Kościół a edu­ka­cja ubogich

68. Zwra­ca­jąc się do gru­py wycho­waw­ców, Papież Fran­ci­szek przy­po­mniał, że edu­ka­cja zawsze była jed­nym z naj­wznio­ślej­szych wyra­zów chrze­ści­jań­skiej miło­ści: „Wasza misja jest misją peł­ną prze­szkód, ale tak­że rado­ści. (…) Misją miło­ści, ponie­waż nie moż­na nauczać bez miło­ści” [56]. W tym sen­sie, od naj­daw­niej­szych cza­sów chrze­ści­ja­nie rozu­mie­li, że wol­na wie­dza daje god­ność i przy­bli­ża do praw­dy. Dla Kościo­ła naucza­nie ubo­gich było aktem spra­wie­dli­wo­ści i wia­ry. Zain­spi­ro­wa­ny przy­kła­dem Nauczy­cie­la, któ­ry nauczał ludzi prawd boskich i ludz­kich, Kościół przy­jął misję kształ­ce­nia dzie­ci i mło­dzie­ży, zwłasz­cza naj­uboż­szych, w praw­dzie i miło­ści. Misja ta przy­bra­ła kon­kret­ny kształt wraz z powsta­niem zgro­ma­dzeń poświę­co­nych powszech­nej edukacji.

69. W XVI w. św. Józef Kala­san­cjusz, poru­szo­ny bra­kiem wykształ­ce­nia i wycho­wa­nia ubo­giej mło­dzie­ży rzym­skiej, w kil­ku pomiesz­cze­niach przy­le­ga­ją­cych do kościo­ła św. Doro­ty na Zaty­brzu zało­żył pierw­szą w Euro­pie bez­płat­ną powszech­ną szko­łę ludo­wą. Była ona zaląż­kiem, z któ­re­go, nie bez trud­no­ści, powstał i roz­wi­nął się Zakon Kle­ry­ków Regu­lar­nych Ubo­gich Mat­ki Bożej Szkół Poboż­nych, zwa­ny pija­ra­mi, któ­re­go celem było prze­ka­zy­wa­nie mło­dzie­ży „mądro­ści Ewan­ge­lii, a tak­że nauk świec­kich, ucząc ich dostrze­gać miło­sier­ne dzia­ła­nie Boga Stwór­cy i Odku­pi­cie­la w ich życiu i w histo­rii” [57]. Fak­tycz­nie, może­my uznać tego odważ­ne­go kapła­na za „praw­dzi­we­go zało­ży­cie­la współ­cze­snej szko­ły kato­lic­kiej, któ­rej celem jest inte­gral­na for­ma­cja czło­wie­ka i otwar­tość na wszyst­kich” [58]. Oży­wio­ny tą samą wraż­li­wo­ścią, w XVII w., św. Jan Chrzci­ciel de La Sal­le, zda­jąc sobie spra­wę z nie­spra­wie­dli­wo­ści spo­wo­do­wa­nej wyklu­cze­niem dzie­ci robot­ni­ków i chło­pów z sys­te­mu edu­ka­cyj­ne­go ówcze­snej Fran­cji, zało­żył Zgro­ma­dze­nie Bra­ci Szkół Chrze­ści­jań­skich, któ­re­go ide­ałem było zapew­nie­nie im bez­płat­nej edu­ka­cji, solid­ne­go wykształ­ce­nia i bra­ter­skiej atmos­fe­ry. La Sal­le postrze­gał salę lek­cyj­ną jako miej­sce roz­wo­ju ludz­kie­go, ale tak­że nawró­ce­nia. W jego kole­giach łączy­ły się modli­twa, meto­da, dys­cy­pli­na i dzie­le­nie się. Każ­de dziec­ko było uwa­ża­ne za wyjąt­ko­wy dar Boga, a naucza­nie za służ­bę Kró­le­stwu Bożemu.

70. W XIX w., rów­nież we Fran­cji, św. Mar­cel­lin Cham­pa­gnat zało­żył Insty­tut Bra­ci Szkol­nych Mary­stów. Św. Mar­cel­lin „był wraż­li­wy na potrze­by swo­jej epo­ki w dzie­dzi­nie ducho­wo­ści i wycho­wa­nia, dostrze­gał zwłasz­cza igno­ran­cję reli­gij­ną oraz zanie­dba­nia, któ­ry­mi dotknię­ta była przede wszyst­kim mło­dzież” [59], poświę­ca­jąc się całym ser­cem – w cza­sach, gdy dostęp do edu­ka­cji nadal był przy­wi­le­jem nie­licz­nych – misji wycho­wy­wa­nia i ewan­ge­li­zo­wa­nia dzie­ci i mło­dzie­ży, zwłasz­cza tych naj­bar­dziej potrze­bu­ją­cych. W tym samym duchu, we Wło­szech, św. Jan Bosko roz­po­czął wiel­kie dzie­ło sale­zjań­skie, opar­te na trzech zasa­dach „meto­dy pre­wen­cyj­nej” – rozu­mie, reli­gii i miło­ści [60]. Nato­miast bł. Anto­nio Rosmi­ni zało­żył Insty­tut Miło­sier­dzia, w któ­rym „miło­sier­dzie inte­lek­tu­al­ne” – wraz z „miło­sier­dziem mate­rial­nym”, a na szczy­cie z „miło­ścią ducho­wo-dusz­pa­ster­ską” – było przed­sta­wia­ne jako nie­zbęd­ny wymiar wszel­kiej dzia­łal­no­ści cha­ry­ta­tyw­nej, któ­rej celem było dobro i inte­gral­ny roz­wój oso­by [61].

71. Zna­czą­cą rolę w tej rewo­lu­cji peda­go­gicz­nej ode­gra­ły zgro­ma­dze­nia żeń­skie. Urszu­lan­ki, mnisz­ki ze Zgro­ma­dze­nia Sióstr Naszej Pani (Notre-Dame), Poboż­ne Nauczy­ciel­ki i wie­le innych zgro­ma­dzeń, zało­żo­nych zwłasz­cza w XVIII i XIX w., zaję­ły obsza­ry, w któ­rych pań­stwo było nie­obec­ne. Two­rzy­ły szko­ły w małych wio­skach, na przed­mie­ściach i w dziel­ni­cach robot­ni­czych. Szcze­gól­nym prio­ry­te­tem sta­ła się edu­ka­cja dziew­cząt. Sio­stry uczy­ły czy­ta­nia i pisa­nia, ewan­ge­li­zo­wa­ły, zaj­mo­wa­ły się prak­tycz­ny­mi spra­wa­mi codzien­ne­go życia, pod­no­si­ły na duchu poprzez kul­ty­wo­wa­nie sztu­ki, a przede wszyst­kim kształ­to­wa­ły sumie­nia. Ich peda­go­gia była pro­sta: bli­skość, cier­pli­wość, łagod­ność. Uczy­ły życiem, zanim prze­mó­wi­ły sło­wem. W cza­sach powszech­ne­go anal­fa­be­ty­zmu i struk­tu­ral­ne­go wyklu­cze­nia te kon­se­kro­wa­ne kobie­ty były latar­nia­mi nadziei. Ich misją było kształ­to­wa­nie ser­ca, ucze­nie myśle­nia, pro­mo­wa­nie god­no­ści. Łącząc życie poboż­ne z poświę­ce­niem bliź­nie­mu, poko­ny­wa­ły opusz­cze­nie czu­ło­ścią tych, któ­rzy wycho­wu­ją w imię Chrystusa.

72. Edu­ka­cja ubo­gich, zgod­nie z wia­rą chrze­ści­jań­ską, nie jest przy­słu­gą, lecz powin­no­ścią. Naj­młod­si mają pra­wo do wie­dzy, któ­ra jest pod­sta­wo­wym warun­kiem uzna­nia god­no­ści ludz­kiej. Naucza­nie ich potwier­dza ich war­tość, wypo­sa­ża­jąc ich w narzę­dzia do prze­kształ­ca­nia wła­snej rze­czy­wi­sto­ści. Tra­dy­cja chrze­ści­jań­ska uwa­ża wie­dzę za dar Boży i wspól­no­to­wą odpo­wie­dzial­ność. Edu­ka­cja chrze­ści­jań­ska nie kształ­ci jedy­nie pro­fe­sjo­na­li­stów, lecz ludzi otwar­tych na dobro, pięk­no i praw­dę. Szko­ła kato­lic­ka zatem, gdy jest wier­na swo­jej nazwie, sta­je się prze­strze­nią włą­cza­nia, for­ma­cji inte­gral­nej i pro­mo­cji ludz­kiej; łącząc wia­rę i kul­tu­rę, zasie­wa przy­szłość, czci obraz Boga i budu­je lep­sze społeczeństwo.

Towa­rzy­sze­nie migrantom

73. Doświad­cze­nie migra­cji towa­rzy­szy histo­rii Ludu Boże­go. Abra­ham wyru­sza, nie wie­dząc, dokąd idzie; Moj­żesz pro­wa­dzi lud piel­grzy­mu­ją­cy przez pusty­nię; Mary­ja i Józef ucie­ka­ją z Dzie­ciąt­kiem do Egip­tu. Sam Chry­stus, któ­ry „przy­szedł do swo­jej wła­sno­ści, a swoi Go nie przy­ję­li” (J 1, 11), żył pośród nas jako obcy. Z tego powo­du Kościół zawsze uzna­wał w migran­tach żywą obec­ność Pana, któ­ry w dniu sądu powie do tych, któ­rzy będą po Jego pra­wi­cy: „Byłem przy­by­szem, a przy­ję­li­ście Mnie” (Mt 25, 35).

74. W XIX w., kie­dy milio­ny Euro­pej­czy­ków emi­gro­wa­ły w poszu­ki­wa­niu lep­szych warun­ków życia, w opie­ce dusz­pa­ster­skiej nad nimi wyróż­ni­ło się dwóch wiel­kich świę­tych: św. Jan Chrzci­ciel Sca­la­bri­ni i św. Fran­cisz­ka Ksa­we­ra Cabri­ni. Sca­la­bri­ni, biskup Pia­cen­zy, zało­żył Misjo­na­rzy św. Karo­la Boro­me­usza, aby towa­rzy­szy­li migran­tom we wspól­no­tach, do któ­rych przy­by­li, ofe­ru­jąc im pomoc ducho­wą, praw­ną i mate­rial­ną. Widział w migran­tach adre­sa­tów nowej ewan­ge­li­za­cji, prze­strze­ga­jąc przed nie­bez­pie­czeń­stwem wyzy­sku i utra­ty wia­ry w obcym kra­ju. Odpo­wia­da­jąc hoj­nie na cha­ry­zmat, któ­ry ofia­ro­wał mu Pan, „Sca­la­bri­ni patrzył poza to, co uchwyt­ne, patrzył przed sie­bie, w stro­nę świa­ta i Kościo­ła bez barier, gdzie nikt nie jest obcy” [62]. Św. Fran­cisz­ka Cabri­ni, uro­dzo­na we Wło­szech i natu­ra­li­zo­wa­na Ame­ry­kan­ka, była pierw­szą kano­ni­zo­wa­ną oby­wa­tel­ką Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Aby wypeł­nić swo­ją misję pomo­cy migran­tom, wie­lo­krot­nie prze­kra­cza­ła Atlan­tyk i „uzbro­jo­na w nie­zwy­kłą odwa­gę, z nicze­go stwo­rzy­ła szko­ły, szpi­ta­le, sie­ro­ciń­ce dla rze­szy ludzi pozba­wio­nych środ­ków do życia, któ­rzy przy­by­li do nowe­go świa­ta w poszu­ki­wa­niu pra­cy, nie zna­jąc języ­ka i nie mając środ­ków umoż­li­wia­ją­cych im god­ne włą­cze­nie się w życie ame­ry­kań­skie, czę­sto pada­jąc ofia­rą ludzi bez skru­pu­łów. Jej mat­czy­ne ser­ce, któ­re nie zazna­ło spo­ko­ju, docie­ra­ło do nich wszę­dzie: do nędz­nych chat, wię­zień, kopalń” [63]. W Roku Świę­tym 1950 Papież Pius XII ogło­sił ją patron­ką wszyst­kich migran­tów [64].

75. Tra­dy­cja dzia­łal­no­ści Kościo­ła na rzecz migran­tów i wraz z nimi trwa nadal, a obec­nie posłu­ga ta wyra­ża się w takich ini­cja­ty­wach, jak ośrod­ki dla uchodź­ców, misje pro­wa­dzo­ne na tere­nach przy­gra­nicz­nych, dzia­ła­nia Cari­tas Inter­na­tio­na­lis i innych insty­tu­cji. Współ­cze­sne naucza­nie Kościo­ła wyraź­nie potwier­dza to zaan­ga­żo­wa­nie. Papież Fran­ci­szek przy­po­mniał, że misja Kościo­ła wobec migran­tów i uchodź­ców jest jesz­cze szer­sza, pod­kre­śla­jąc, iż „reak­cję na wyzwa­nie współ­cze­snej migra­cji moż­na stre­ścić za pomo­cą czte­rech słów: przyj­mo­wać, chro­nić, pro­mo­wać i inte­gro­wać. Ale cza­sow­ni­ki te doty­czą nie tyl­ko migran­tów i uchodź­ców. Wyra­ża­ją one misję Kościo­ła wobec wszyst­kich miesz­kań­ców pery­fe­rii egzy­sten­cjal­nych, któ­rzy muszą być przyj­mo­wa­ni, chro­nie­ni, pro­mo­wa­ni i inte­gro­wa­ni” [65]. I powie­dział rów­nież: „każ­da isto­ta ludz­ka jest dziec­kiem Boga! Odci­śnię­ty jest w niej wize­ru­nek Chry­stu­sa! Cho­dzi zatem o to, byśmy dostrze­gli jako pierw­si i poma­ga­li innym widzieć w migran­cie i uchodź­cy nie tyl­ko pro­blem, z któ­rym trze­ba się zmie­rzyć, ale bra­ta i sio­strę, któ­rych nale­ży przy­jąć, sza­no­wać i kochać, oka­zję, któ­rą daje nam Opatrz­ność, byśmy wno­si­li wkład w budo­wa­nie spra­wie­dliw­sze­go spo­łe­czeń­stwa, dosko­nal­szej demo­kra­cji, soli­dar­niej­sze­go kra­ju, bar­dziej bra­ter­skie­go świa­ta i bar­dziej otwar­tej wspól­no­ty chrze­ści­jań­skiej, w zgo­dzie z Ewan­ge­lią” [66]. Kościół, jak mat­ka, idzie z tymi, któ­rzy idą. Tam gdzie świat widzi zagro­że­nia, on widzi dzie­ci; tam gdzie budu­je się mury, on budu­je mosty. Wie, że jego gło­sze­nie Ewan­ge­lii jest wia­ry­god­ne tyl­ko wte­dy, gdy prze­kła­da się na gesty bli­sko­ści i przy­ję­cia; i wie, że w każ­dym odrzu­co­nym migran­cie jest sam Chry­stus, któ­ry koła­cze do drzwi wspólnoty.

U boku ostatnich

76. Świę­tość chrze­ści­jań­ska czę­sto roz­kwi­ta w naj­bar­dziej zapo­mnia­nych i zra­nio­nych miej­scach ludz­ko­ści. Naj­uboż­si z ubo­gich – ci, któ­rym bra­ku­je nie tyl­ko dóbr mate­rial­nych, ale tak­że gło­su i uzna­nia ich god­no­ści – zaj­mu­ją szcze­gól­ne miej­sce w ser­cu Boga. Są umi­ło­wa­ny­mi Ewan­ge­lii, dzie­dzi­ca­mi Kró­le­stwa (por. Łk 6, 20). To w nich Chry­stus nadal cier­pi i zmar­twych­wsta­je. To w nich Kościół odnaj­du­je powo­ła­nie do uka­za­nia swo­jej naj­bar­dziej auten­tycz­nej rzeczywistości.

77. Kano­ni­zo­wa­na w 2016 r. św. Tere­sa z Kal­ku­ty sta­ła się powszech­ną iko­ną miło­ści miło­sier­nej, prze­ży­wa­nej do gra­nic moż­li­wo­ści dla dobra naj­uboż­szych, odrzu­co­nych przez spo­łe­czeń­stwo. Zało­ży­ciel­ka Misjo­na­rek Miło­ści poświę­ci­ła swo­je życie umie­ra­ją­cym porzu­co­nym na uli­cach Indii. Przy­gar­nia­ła odrzu­co­nych, obmy­wa­ła ich rany i towa­rzy­szy­ła im aż do chwi­li śmier­ci z czu­ło­ścią, będą­cą modli­twą. Jej miłość do naj­uboż­szych z ubo­gich spra­wi­ła, że nie zaj­mo­wa­ła się tyl­ko ich potrze­ba­mi mate­rial­ny­mi, ale gło­si­ła im dobrą nowi­nę Ewan­ge­lii: „Chce­my gło­sić ubo­gim dobrą nowi­nę, że Bóg ich miłu­je, że my ich kocha­my, że są dla nas kimś waż­nym, że oni rów­nież zosta­li stwo­rze­ni przez tę samą miłu­ją­cą rękę Boga, aby kochać i być kocha­nym. Nasi ubo­dzy są wspa­nia­ły­mi ludź­mi, są bar­dzo kocha­ni, nie potrze­bu­ją nasze­go współ­czu­cia i lito­ści, potrze­bu­ją naszej wyro­zu­mia­łej miło­ści. Potrze­bu­ją nasze­go sza­cun­ku, potrze­bu­ją, aby­śmy trak­to­wa­li ich w spo­sób god­ny” [67]. Wszyst­ko to wyra­sta­ło z głę­bo­kiej ducho­wo­ści Mat­ki Tere­sy, któ­ra postrze­ga­ła służ­bę naj­uboż­szym jako owoc modli­twy i miło­ści, źró­dło praw­dzi­we­go poko­ju, jak przy­po­mniał Papież Jan Paweł II piel­grzy­mom przy­by­łym do Rzy­mu na jej beaty­fi­ka­cję: „Skąd Mat­ka Tere­sa czer­pa­ła siłę, aby cał­ko­wi­cie poświę­cić się służ­bie innym? Znaj­do­wa­ła ją w modli­twie i cichej kon­tem­pla­cji Jezu­sa Chry­stu­sa, Jego Świę­te­go Obli­cza, Jego Naj­święt­sze­go Ser­ca. Sama to powie­dzia­ła: «Owo­cem ciszy jest modli­twa. Owo­cem modli­twy jest wia­ra. Owo­cem wia­ry jest miłość. Owo­cem miło­ści jest służ­ba. Owo­cem służ­by jest pokój» (…). To modli­twa napeł­ni­ła jej ser­ce poko­jem Chry­stu­sa i pozwo­li­ła jej pro­mie­nio­wać tym poko­jem na innych” [68]. Tere­sa nie uwa­ża­ła się za filan­trop­kę ani akty­wist­kę, ale za oblu­bie­ni­cę Chry­stu­sa ukrzy­żo­wa­ne­go, któ­ra słu­ży­ła z cał­ko­wi­tą miło­ścią w cier­pią­cych braciach.

78. W Bra­zy­lii św. Dul­ce od Ubo­gich – zna­na jako „Dobry Anioł z Bahia” – wcie­li­ła w życie tego same­go ducha ewan­ge­licz­ne­go, nada­jąc mu bra­zy­lij­skie cechy. Odno­sząc się do niej i dwóch innych zakon­nic, kano­ni­zo­wa­nych pod­czas tej samej cele­bra­cji, Papież Fran­ci­szek przy­po­mniał ich miłość do naj­bar­dziej mar­gi­na­li­zo­wa­nych człon­ków spo­łe­czeń­stwa i powie­dział, że nowe Świę­te „uka­zu­ją nam, że życie zakon­ne jest dro­gą miło­ści na egzy­sten­cjal­nych pery­fe­riach świa­ta” [69]. Sio­stra Dul­ce sta­wia­ła czo­ła nie­do­stat­kom z kre­atyw­no­ścią, prze­szko­dom z czu­ło­ścią, potrze­bom z nie­za­chwia­ną wia­rą. Zaczę­ła od przyj­mo­wa­nia cho­rych w kur­ni­ku, a potem zało­ży­ła jed­no z naj­więk­szych dzieł spo­łecz­nych w kra­ju. Codzien­nie poma­ga­ła tysiąc­om ludzi, nigdy nie tra­cąc swo­jej deli­kat­no­ści. Sta­ła się ubo­ga wraz z ubo­gi­mi, z miło­ści do naj­bar­dziej Ubo­gie­go. Żyła skrom­nie, modli­ła się z żar­li­wo­ścią i słu­ży­ła z rado­ścią. Jej wia­ra nie odda­la­ła jej od świa­ta, ale popy­cha­ła ją jesz­cze głę­biej w ból ostatnich.

79. Moż­na by wspo­mnieć tak­że: św. Bene­dyk­ta Men­nie­go i Sio­stry Szpi­tal­ne Naj­święt­sze­go Ser­ca Jezu­sa, któ­re towa­rzy­szy­ły oso­bom nie­peł­no­spraw­nym; św. Karo­la de Foucauld żyją­ce­go wśród spo­łecz­no­ści Saha­ry; św. Kata­rzy­nę Dre­xel, któ­ra towa­rzy­szy­ła naj­bar­dziej pokrzyw­dzo­nym gru­pom spo­łecz­nym w Ame­ry­ce Pół­noc­nej; s. Emma­nu­el­lę, któ­ra pra­co­wa­ła ze zbie­ra­cza­mi śmie­ci w dziel­ni­cy Ezbet El Nakhl w Kairze; i wie­lu, wie­lu innych. Każ­dy z nich na swój spo­sób odkrył, że naj­uboż­si są nie tyl­ko przed­mio­tem nasze­go współ­czu­cia, ale nauczy­cie­la­mi Ewan­ge­lii. Nie cho­dzi o to, by „przy­no­sić im” Boga, ale by spo­tkać Go przy nich. Wszyst­kie te przy­kła­dy uczą nas, że służ­ba ubo­gim nie jest gestem wyko­ny­wa­nym „z góry ku doło­wi”, ale spo­tka­niem rów­nych sobie, gdzie Chry­stus się obja­wia i jest ado­ro­wa­ny. Św. Jan Paweł II przy­po­mi­nał nam, że „w szcze­gól­ny spo­sób Chry­stus obec­ny jest w ubo­gich, dla­te­go wobec nich Kościół winien sto­so­wać «opcję pre­fe­ren­cyj­ną»” [70]. Kościół zatem, pochy­la­jąc się z tro­ską nad ubo­gi­mi, przyj­mu­je swo­ją naj­wznio­ślej­szą postawę.

Ruchy ludo­we

80. Powin­ni­śmy rów­nież uznać, że w cią­gu wie­ków histo­rii chrze­ści­jań­stwa pomoc ubo­gim i wal­ka o ich pra­wa nie doty­czy­ły wyłącz­nie poje­dyn­czych osób, nie­któ­rych rodzin, insty­tu­cji lub wspól­not reli­gij­nych. Ist­nia­ły, i nadal ist­nie­ją, róż­ne ruchy ludo­we sku­pia­ją­ce oso­by świec­kie i kie­ro­wa­ne przez lide­rów ludo­wych, czę­sto będą­cych obiek­tem podej­rzeń, a nawet prze­śla­do­wań. Mam na myśli „ogół osób, któ­re nie podą­ża­ją jako jed­nost­ki, lecz jako tkan­ka wspól­no­ty wszyst­kich i dla wszyst­kich, któ­ra nie może pozwo­lić, aby naj­bied­niej­si i naj­słab­si pozo­sta­li w tyle. (…) Lide­rzy ludo­wi to zatem ci, któ­rzy mają zdol­no­ści anga­żo­wa­nia wszyst­kich. (…) Nie prze­szka­dza­ją im ani nie są prze­ra­że­ni mło­dy­mi pora­nio­ny­mi i doświad­cza­ją­cy­mi krzy­ża” [71] .

81. Ci ludo­wi lide­rzy wie­dzą, że soli­dar­ność „to tak­że wal­ka ze struk­tu­ral­ny­mi przy­czy­na­mi ubó­stwa, nie­rów­no­ścią, bra­kiem zatrud­nie­nia, zie­mi i miesz­kań, nego­wa­niem praw spo­łecz­nych i pra­cow­ni­czych. To sta­wia­nie czo­ła nisz­czą­cym efek­tom impe­rium pie­nią­dza (…). Soli­dar­ność, poj­mo­wa­na w swo­im naj­głęb­szym sen­sie, jest spo­so­bem kształ­to­wa­nia histo­rii, i to wła­śnie robią ruchy ludo­we” [72] . Z tego powo­du, kie­dy róż­ne insty­tu­cje myślą o potrze­bach ubo­gich, koniecz­ne jest, aby „uwzględ­nia­ły ruchy ludo­we i oży­wia­ły lokal­ne, kra­jo­we i mię­dzy­na­ro­do­we struk­tu­ry zarzą­dza­nia tym stru­mie­niem ener­gii moral­nej, któ­ry rodzi się z włą­cze­nia wyklu­czo­nych w budo­wa­nie wspól­ne­go losu” [73] . Ruchy ludo­we wzy­wa­ją bowiem do prze­zwy­cię­że­nia „kon­cep­cji poli­ty­ki spo­łecz­nej, któ­ra jest poj­mo­wa­na jako poli­ty­ka dla ubo­gich, ale nigdy z ubo­gi­mi, nigdy [jako pocho­dzą­ca] od ubo­gich, a tym bar­dziej nie­osa­dzo­na w pro­jek­cie jed­no­czą­cym naro­dy” [74] . Jeśli poli­ty­cy i pro­fe­sjo­na­li­ści nie słu­cha­ją ich, „demo­kra­cja ule­ga atro­fii, sta­je się nomi­na­li­zmem, for­mal­no­ścią, tra­ci repre­zen­ta­tyw­ność, odry­wa się od rze­czy­wi­sto­ści, ponie­waż pomi­ja lud w jego codzien­nej wal­ce o god­ność, w budo­wa­niu wła­sne­go losu” [75] . To samo nale­ży powie­dzieć o insty­tu­cjach Kościoła.

ROZDZIAŁ CZWARTY
HISTORIA, KTÓRA TRWA

Wiek spo­łecz­nej nauki Kościoła

82. Przy­spie­sze­nie prze­mian tech­no­lo­gicz­nych i spo­łecz­nych ostat­nich dwóch stu­le­ci, peł­ne tra­gicz­nych sprzecz­no­ści, nie zosta­ło jedy­nie narzu­co­ne ubo­gim, ale było przez nich podej­mo­wa­ne i prze­my­śla­ne. Ruchy robot­ni­cze, kobie­ce, mło­dzie­żo­we, podob­nie jak wal­ka z dys­kry­mi­na­cją raso­wą, dopro­wa­dzi­ły do powsta­nia nowej świa­do­mo­ści god­no­ści osób znaj­du­ją­cych się na mar­gi­ne­sie. Rów­nież wkład nauki spo­łecz­nej Kościo­ła ma swo­je korze­nie w tra­dy­cji ludo­wej, o czym nie nale­ży zapo­mi­nać: nie moż­na sobie wyobra­zić ponow­ne­go odczy­ta­nia Obja­wie­nia chrze­ści­jań­skie­go w kon­tek­ście współ­cze­snych realiów spo­łecz­nych, zawo­do­wych, gospo­dar­czych i kul­tu­ro­wych bez świec­kich chrze­ści­jan zma­ga­ją­cych się z wyzwa­nia­mi swo­ich cza­sów. U ich boku dzia­ła­li zakon­ni­ce i zakon­ni­cy, świad­ko­wie Kościo­ła wycho­dzą­ce­go z utar­tych szla­ków. Zmia­na epo­ki, z któ­rą mamy do czy­nie­nia, spra­wia, że nie­ustan­na inte­rak­cja mię­dzy ochrzczo­ny­mi a Magi­ste­rium, mię­dzy oby­wa­te­la­mi a eks­per­ta­mi, mię­dzy spo­łe­czeń­stwem a insty­tu­cja­mi jest dziś jesz­cze bar­dziej koniecz­na. W szcze­gól­no­ści nale­ży ponow­nie uznać, że rze­czy­wi­stość lepiej widać z pery­fe­rii, a ubo­dzy są pod­mio­ta­mi o spe­cy­ficz­nej inte­li­gen­cji, nie­zbęd­nej dla Kościo­ła i ludzkości.

83. Magi­ste­rium ostat­nich stu pięć­dzie­się­ciu lat sta­no­wi praw­dzi­wą kopal­nię naucza­nia doty­czą­ce­go ubo­gich. Bisku­pi Rzy­mu sta­li się zatem gło­sem nowej świa­do­mo­ści, pod­da­nej oce­nie kościel­ne­go roze­zna­nia. Na przy­kład w Ency­kli­ce Rerum nova­rum (1891) Papież Leon XIII poru­szył kwe­stię pra­cy, obna­ża­jąc nie­do­pusz­czal­ną sytu­ację wie­lu robot­ni­ków prze­my­sło­wych i pro­po­nu­jąc usta­no­wie­nie spra­wie­dli­we­go porząd­ku spo­łecz­ne­go. W tym duchu wypo­wia­da­li się rów­nież inni papie­że. Poprzez Ency­kli­kę Mater et Magi­stra (1961) św. Jan XXIII stał się pro­mo­to­rem spra­wie­dli­wo­ści w wymia­rze świa­to­wym: kra­je boga­te nie mogły pozo­stać obo­jęt­ne wobec kra­jów dotknię­tych gło­dem i nędzą; były wzy­wa­ne do udzie­le­nia im hoj­nej pomo­cy, wyko­rzy­stu­jąc wszyst­kie swo­je dobra.

84. Sobór Waty­kań­ski II sta­no­wi fun­da­men­tal­ny etap w kościel­nym roze­zna­wa­niu doty­czą­cym ubo­gich, w świe­tle Obja­wie­nia. Cho­ciaż w doku­men­tach przy­go­to­waw­czych ten temat był mar­gi­nal­ny, to w orę­dziu radio­wym z 11 wrze­śnia 1962 r., mie­siąc przed otwar­ciem Sobo­ru, św. Jan XXIII zwró­cił na nie­go uwa­gę w nie­za­po­mnia­nych sło­wach: „Kościół uka­zu­je się takim, jaki jest i jaki pra­gnie być, jako Kościół wszyst­kich, a zwłasz­cza Kościół ubo­gich” [76]. Potem była ogrom­na pra­ca bisku­pów, teo­lo­gów i eks­per­tów zatro­ska­nych o odno­wę Kościo­ła – przy wspar­ciu same­go św. Jana XXIII – aby na nowo ukie­run­ko­wać Sobór. Fun­da­men­tal­na natu­ra tego fer­men­tu mia­ła cha­rak­ter chry­sto­cen­trycz­ny, a zatem dok­try­nal­ny, a nie tyl­ko spo­łecz­ny. Wie­lu ojców sobo­ro­wych wspie­ra­ło bowiem umoc­nie­nie świa­do­mo­ści, któ­rą dobrze wyra­ził kard. Ler­ca­ro w swo­im pamięt­nym prze­mó­wie­niu z 6 grud­nia 1962 r., mówiąc, że „tajem­ni­ca Chry­stu­sa w Koście­le zawsze była i jest, ale dziś jest to szcze­gól­nie tajem­ni­ca Chry­stu­sa w ubo­gich” [77], i że „nie jest to kwe­stia byle jaka, ale w pew­nym sen­sie jedy­na kwe­stia całe­go Sobo­ru Waty­kań­skie­go II” [78]. Arcy­bi­skup Bolo­nii, przy­go­to­wu­jąc tekst tego wystą­pie­nia, zano­to­wał: „To jest godzi­na ubo­gich, milio­nów ubo­gich na całej zie­mi, to jest godzi­na tajem­ni­cy Kościo­ła, mat­ki ubo­gich, to jest godzi­na tajem­ni­cy Chry­stu­sa, zwłasz­cza w ubo­gich” [79]. W ten spo­sób poja­wi­ła się potrze­ba nowej for­my kościel­nej, prost­szej i bar­dziej wstrze­mięź­li­wej, anga­żu­ją­cej cały Lud Boży i jego histo­rycz­ną postać. Kościo­ła bar­dziej podob­ne­go do swo­je­go Pana niż do świa­to­wych mocarstw, dążą­ce­go do pobu­dze­nia całej ludz­ko­ści do kon­kret­ne­go zaan­ga­żo­wa­nia na rzecz roz­wią­za­nia wiel­kie­go pro­ble­mu ubó­stwa w świecie.

85. Św. Paweł VI pod­czas otwar­cia dru­giej sesji Sobo­ru pod­jął temat wyzna­czo­ny przez swo­je­go poprzed­ni­ka, mia­no­wi­cie że Kościół zwra­ca szcze­gól­ną uwa­gę „na ubo­gich, potrze­bu­ją­cych, cier­pią­cych, głod­nych, więź­niów, czy­li spo­glą­da na całą ludz­kość, któ­ra cier­pi i pła­cze: ona nale­ży do nie­go na mocy pra­wa ewan­ge­licz­ne­go” [80]. Pod­czas audien­cji gene­ral­nej 11 listo­pa­da 1964 r. pod­kre­ślił, że „ubo­gi jest przed­sta­wi­cie­lem Chry­stu­sa” i, zesta­wia­jąc obraz Pana w naj­bied­niej­szych z tym, któ­ry obja­wia się w papie­żu, stwier­dził: „Uobec­nie­nie Chry­stu­sa w ubo­gim jest powszech­ne, każ­dy ubo­gi odzwier­cie­dla Chry­stu­sa; uobec­nie­nie papie­ża jest oso­bi­ste. (…) Ubo­gi i Piotr mogą się ze sobą pokry­wać, mogą być tą samą oso­bą, odzia­ną w podwój­ne uoso­bie­nie ubó­stwa i wła­dzy” [81]. W ten spo­sób nie­ro­ze­rwal­na więź mię­dzy Kościo­łem a ubo­gi­mi zosta­ła wyra­żo­na sym­bo­licz­nie z nie­spo­ty­ka­ną jasnością.

86. W Kon­sty­tu­cji dusz­pa­ster­skiej Gau­dium et spes, podą­ża­jąc dro­gą wyty­czo­ną przez ojców Kościo­ła, Sobór ponow­nie z mocą potwier­dza powszech­ne prze­zna­cze­nie dóbr zie­mi i wyni­ka­ją­cą z tego spo­łecz­ną funk­cję wła­sno­ści: „Bóg prze­zna­czył zie­mię wraz ze wszyst­kim, co się na niej znaj­du­je, na uży­tek wszyst­kich ludzi i naro­dów, dla­te­go też dobra stwo­rzo­ne powin­ny w słusz­nej mie­rze docie­rać do wszyst­kich (…). Dla­te­go korzy­sta­jąc z tych dóbr, czło­wiek powi­nien uwa­żać zewnętrz­ne, legal­nie posia­da­ne przez sie­bie rze­czy nie tyl­ko za swo­je wła­sne, lecz tak­że za wspól­ne, w tym zna­cze­niu, że mogą one przy­nieść poży­tek nie tyl­ko jemu same­mu, lecz tak­że innym. Ponad­to wszyst­kim przy­słu­gu­je pra­wo udzia­łu w dobrach wystar­cza­ją­cych dla ich samych i dla ich rodzin. (…) Ten zaś, kto żyje w skraj­nym ubó­stwie, ma pra­wo zapew­nić sobie to, co nie­zbęd­ne, korzy­sta­jąc z bogac­twa innych. (…) Każ­da wła­sność pry­wat­na ma ze swej natu­ry funk­cję spo­łecz­ną, któ­ra opie­ra się na wspól­nym prze­zna­cze­niu dóbr. Jeśli zanie­dbu­je się tę funk­cję spo­łecz­ną, wła­sność może stać się na wie­le spo­so­bów oka­zją do chci­wo­ści i poważ­nych nie­po­ko­jów” [82]. Prze­ko­na­nie to zosta­ło ponow­nie przy­wo­ła­ne przez św. Paw­ła VI w Ency­kli­ce Popu­lo­rum pro­gres­sio, gdzie czy­ta­my, że nikt nie może uwa­żać się za upraw­nio­ne­go, aby „dobra zby­wa­ją­ce zatrzy­my­wać jedy­nie dla pry­wat­nej korzy­ści, pod­czas gdy innym bra­ku­je tego, co koniecz­ne do życia” [83]. W swo­im prze­mó­wie­niu do Naro­dów Zjed­no­czo­nych Papież Mon­ti­ni przed­sta­wił się jako obroń­ca naro­dów ubo­gich [84] i wezwał spo­łecz­ność mię­dzy­na­ro­do­wą do budo­wa­nia świa­ta opar­te­go na solidarności.

87. Dzię­ki św. Jano­wi Paw­ło­wi II pre­fe­ren­cyj­na rela­cja Kościo­ła z ubo­gi­mi umac­nia się, przy­naj­mniej w sfe­rze dok­try­nal­nej. Jego naucza­nie uzna­ło bowiem, że opcja na rzecz ubo­gich jest „spe­cjal­ną for­mą pierw­szeń­stwa w prak­ty­ko­wa­niu miło­ści chrze­ści­jań­skiej, poświad­czo­ną przez całą Tra­dy­cję Kościo­ła” [85]. W Ency­kli­ce Sol­li­ci­tu­do rei socia­lis pisze dalej, że dzi­siaj, bio­rąc pod uwa­gę glo­bal­ny wymiar, jaki przy­bra­ła kwe­stia spo­łecz­na, „owa miłość pre­fe­ren­cyj­na oraz decy­zje, do jakich pobu­dza, nie mogą nie obej­mo­wać wiel­kich rzesz gło­du­ją­cych, żebrzą­cych, bez­dom­nych, pozba­wio­nych pomo­cy lekar­skiej, a nade wszyst­ko nie­ma­ją­cych nadziei na lep­szą przy­szłość; nie moż­na nie brać pod uwa­gę ist­nie­nia tych rze­czy­wi­sto­ści. Nie­zau­wa­że­nie ich ozna­cza­ło­by upodob­nie­nie się do «boga­te­go sma­ko­sza», któ­ry uda­wał, że nie dostrze­ga żebra­ka Łaza­rza leżą­ce­go u bra­my jego pała­cu (por. Łk 16, 19 – 31)” [86]. Jego naucza­nie na temat pra­cy nabie­ra zna­cze­nia, gdy chce­my zasta­no­wić się nad aktyw­ną rolą ubo­gich w odno­wie Kościo­ła i spo­łe­czeń­stwa, porzu­ca­jąc pater­na­lizm pole­ga­ją­cy wyłącz­nie na zaspo­ka­ja­niu ich doraź­nych potrzeb. W Ency­kli­ce Labo­rem exer­cens stwier­dza on, że „pra­ca ludz­ka sta­no­wi klucz, i to chy­ba naj­istot­niej­szy klucz, do całej kwe­stii spo­łecz­nej” [87].

88. W obli­czu licz­nych kry­zy­sów, jakie nazna­czy­ły począ­tek trze­cie­go tysiąc­le­cia, tek­sty Papie­ża Bene­dyk­ta XVI nabie­ra­ją cha­rak­te­ru bar­dziej poli­tycz­ne­go. Tak więc w Ency­kli­ce Cari­tas in veri­ta­te stwier­dza on, że „tym bar­dziej sku­tecz­nie kocha­my bliź­nie­go, im bar­dziej anga­żu­je­my się na rzecz dobra wspól­ne­go, odpo­wia­da­ją­ce­go rów­nież jego rze­czy­wi­stym potrze­bom” [88]. Ponad­to Papież zauwa­ża, że „głód zale­ży nie tyle od nie­wy­star­cza­ją­cych zaso­bów mate­rial­nych, ile raczej od nie­do­sta­tecz­nych zaso­bów spo­łecz­nych, wśród któ­rych naj­waż­niej­szy jest natu­ry insty­tu­cjo­nal­nej. To zna­czy, bra­ku­je struk­tu­ry insty­tu­cji eko­no­micz­nych, będą­cych w sta­nie zagwa­ran­to­wać regu­lar­ny i odpo­wied­ni z punk­tu widze­nia wyży­wie­nia dostęp do pokar­mu i wody, a zara­zem sta­wić czo­ło sytu­acjom zwią­za­nym z pod­sta­wo­wy­mi potrze­ba­mi oraz praw­dzi­wy­mi kry­zy­sa­mi żyw­no­ścio­wy­mi, spo­wo­do­wa­ny­mi przez przy­czy­ny natu­ral­ne lub nie­od­po­wie­dzial­ną poli­ty­kę kra­jo­wą i mię­dzy­na­ro­do­wą” [89].

89. Papież Fran­ci­szek uznał, że oprócz naucza­nia Bisku­pów Rzy­mu, w ostat­nich dzie­się­cio­le­ciach coraz czę­ściej sta­no­wi­ska wyra­ża­ły rów­nież kon­fe­ren­cje epi­sko­pa­tów kra­jo­we i regio­nal­ne. Mógł on na przy­kład oso­bi­ście zaświad­czyć o szcze­gól­nym zaan­ga­żo­wa­niu epi­sko­pa­tu laty­no­ame­ry­kań­skie­go w prze­ana­li­zo­wa­nie rela­cji Kościo­ła z ubo­gi­mi. W okre­sie poso­bo­ro­wym nie­mal we wszyst­kich kra­jach Ame­ry­ki Łaciń­skiej sil­nie odczu­wa­no utoż­sa­mie­nie Kościo­ła z ubo­gi­mi i jego czyn­ny udział w ich wyzwo­le­niu. To samo ser­ce Kościo­ła poru­sza­ło się na widok wie­lu ubo­gich dotknię­tych przez bez­ro­bo­cie, niski poziom zatrud­nie­nia, nie­spra­wie­dli­we wyna­gro­dze­nia i zmu­szo­nych do życia w nędz­nych warun­kach. Męczeń­stwo św. Osca­ra Rome­ro, arcy­bi­sku­pa San Salva­do­ru, było zarów­no świa­dec­twem, jak i żywym wezwa­niem dla Kościo­ła. Odczu­wał on – jako wła­sny – dra­mat prze­ży­wa­ny przez ogrom­ną więk­szość swo­ich wier­nych i uczy­nił z nich cen­trum swo­jej dusz­pa­ster­skiej posłu­gi. Kon­fe­ren­cje Epi­sko­pa­tu Ame­ry­ki Łaciń­skiej w Medel­lín, w Puebla, w San­to Domin­go i w Apa­re­ci­dzie sta­no­wią zna­czą­ce eta­py rów­nież dla całe­go Kościo­ła. Ja sam, jako wie­lo­let­ni misjo­narz w Peru, wie­le zawdzię­czam tej dro­dze roze­zna­nia kościel­ne­go, któ­rą Papież Fran­ci­szek potra­fił umie­jęt­nie połą­czyć z dro­gą innych Kościo­łów par­ty­ku­lar­nych, zwłasz­cza glo­bal­ne­go Połu­dnia. Teraz chciał­bym powró­cić do dwóch kon­kret­nych tema­tów tego naucza­nia biskupiego.

Struk­tu­ry grze­chu, któ­re powo­du­ją ubó­stwo i skraj­ne nierówności

90. W Medel­lín bisku­pi opo­wie­dzie­li się za pre­fe­ren­cyj­ną opcją na rzecz ubo­gich: „Chry­stus, nasz Zba­wi­ciel, nie tyl­ko umi­ło­wał ubo­gich, ale «będąc boga­tym, stał się ubo­gim», żył w ubó­stwie, skon­cen­tro­wał swo­ją misję na gło­sze­niu ich wyzwo­le­nia i usta­no­wił swój Kościół jako znak tego ubó­stwa pośród ludzi. (…) Ubó­stwo tak wie­lu bra­ci woła o spra­wie­dli­wość, soli­dar­ność, świa­dec­two, zaan­ga­żo­wa­nie, trud i prze­zwy­cię­że­nie, aby w peł­ni wypeł­ni­ła się zbaw­cza misja powie­rzo­na przez Chry­stu­sa” [90]. Bisku­pi sta­now­czo twier­dzą, że Kościół, aby być w peł­ni wier­nym swo­je­mu powo­ła­niu, musi nie tyl­ko dzie­lić poło­że­nie ubo­gich, ale tak­że sta­nąć po ich stro­nie i aktyw­nie anga­żo­wać się w ich inte­gral­ny roz­wój. Kon­fe­ren­cja w Puebla, w obli­czu pogłę­bia­ją­cej się nędzy w Ame­ry­ce Łaciń­skiej, potwier­dzi­ła decy­zję z Medel­lín, opo­wia­da­jąc się otwar­cie i pro­ro­czo po stro­nie ubo­gich, i okre­śli­ła struk­tu­ry nie­spra­wie­dli­wo­ści jako „grzech społeczny”.

91. Miło­sier­dzie jest siłą, któ­ra zmie­nia rze­czy­wi­stość, jest auten­tycz­ną histo­rycz­ną siłą prze­mia­ny. Jest to źró­dło, z któ­re­go musi czer­pać każ­de zaan­ga­żo­wa­nie na rzecz „zara­dze­nia struk­tu­ral­nym przy­czy­nom ubó­stwa” [91] i pod­ję­cia pil­nych dzia­łań w tym kie­run­ku. Pra­gnę zatem, aby „rosła licz­ba poli­ty­ków zdol­nych do pod­ję­cia auten­tycz­ne­go dia­lo­gu ukie­run­ko­wa­ne­go na sku­tecz­ne uzdro­wie­nie głę­bo­kich korze­ni, a nie zewnętrz­nych prze­ja­wów cho­rób nasze­go świa­ta” [92], ponie­waż „cho­dzi o słu­cha­nie krzy­ku całych ludów, naj­bar­dziej ubo­gich ludów zie­mi” [93].

92. Jest zatem koniecz­ne, aby nadal potę­piać „dyk­ta­tu­rę gospo­dar­ki, któ­ra zabi­ja” i uznać, że „pod­czas gdy zyski nie­wie­lu ludzi rosną w spo­sób prze­kra­cza­ją­cy ocze­ki­wa­nia, sta­no­wią­cy więk­szość odda­la­ją się coraz bar­dziej od dobro­by­tu tej szczę­śli­wej mniej­szo­ści. Tego rodza­ju brak rów­no­wa­gi rodzi się z ide­olo­gii bro­nią­cych abso­lut­nej auto­no­mii ryn­ków i spe­ku­la­cji finan­so­wych. Dla­te­go negu­ją pra­wo kon­tro­li ze stro­ny państw powo­ła­nych do czu­wa­nia nad obro­ną dobra wspól­ne­go. Odra­dza się nowa nie­wi­docz­na tyra­nia, cza­sem wir­tu­al­na, narzu­ca­ją­ca w spo­sób jed­no­stron­ny i nie­ubła­ga­ny swo­je pra­wa i regu­ły” [94]. Cho­ciaż nie bra­ku­je róż­nych teo­rii pró­bu­ją­cych uspra­wie­dli­wić obec­ny stan rze­czy lub wyja­śnić, że racjo­nal­ność eko­no­micz­na wyma­ga od nas ocze­ki­wa­nia, aż nie­wi­dzial­ne siły ryn­ku wszyst­ko roz­wią­żą, god­ność każ­dej oso­by ludz­kiej musi być sza­no­wa­na teraz, a nie jutro, a sytu­acja nędzy wie­lu ludzi, któ­rym odma­wia się tej god­no­ści, musi być sta­łym wezwa­niem dla nasze­go sumienia.

93. W Ency­kli­ce Dile­xit nos Papież Fran­ci­szek przy­po­mniał, że grzech spo­łecz­ny przy­bie­ra for­mę jak­by „struk­tu­ry grze­chu” w spo­łe­czeń­stwie, „czę­sto będą­cej ele­men­tem domi­nu­ją­cej men­tal­no­ści, któ­ra uwa­ża za nor­mal­ne lub racjo­nal­ne to, co w rze­czy­wi­sto­ści jest tyl­ko ego­izmem i obo­jęt­no­ścią. To zja­wi­sko moż­na okre­ślić mia­nem alie­na­cji spo­łecz­nej” [95]. Czymś nor­mal­nym sta­je się lek­ce­wa­że­nie ubo­gich i życie tak, jak gdy­by nie ist­nie­li. Roz­sąd­nym wybo­rem wyda­je się orga­ni­zo­wa­nie gospo­dar­ki wyma­ga­ją­ce poświę­ceń od ludu, aby osią­gnąć pew­ne cele, któ­re są istot­ne dla rzą­dzą­cych. Tym­cza­sem dla ubo­gich pozo­sta­ją tyl­ko obiet­ni­ce „kro­pli”, któ­re spad­ną, zanim nowy glo­bal­ny kry­zys nie dopro­wa­dzi ich ponow­nie do poprzed­nie­go sta­nu. Jest to praw­dzi­wa alie­na­cja, któ­ra pro­wa­dzi do zna­le­zie­nia wyłącz­nie wymó­wek teo­re­tycz­nych, zamiast prób roz­wią­zy­wa­nia kon­kret­nych pro­ble­mów tych, któ­rzy cier­pią. Mówił już o tym św. Jan Paweł II: „Wyob­co­wa­ne jest spo­łe­czeń­stwo, któ­re poprzez for­my spo­łecz­nej orga­ni­za­cji, pro­duk­cji i kon­sump­cji utrud­nia zarów­no reali­za­cję tego daru, jak i budo­wa­nie tej mię­dzy­ludz­kiej soli­dar­no­ści” [96].

94. Musi­my coraz bar­dziej anga­żo­wać się w roz­wią­zy­wa­nie struk­tu­ral­nych przy­czyn ubó­stwa. Jest to pil­na potrze­ba, z któ­rą „nie moż­na zwle­kać (…), nie tyl­ko ze wzglę­du na wymo­gi prag­ma­tycz­ne, aby uzy­skać rezul­ta­ty i wpro­wa­dzić ład w spo­łe­czeń­stwie, ale żeby je uzdro­wić z cho­ro­by, któ­ra czy­ni je kru­chym i nie­god­nym i któ­ra pro­wa­dzi tyl­ko do nowych kry­zy­sów. Pla­ny pomo­cy, sta­wia­ją­ce czo­ło nie­któ­rym pil­nym potrze­bom, trze­ba trak­to­wać jedy­nie jako pro­wi­zo­rycz­ne odpo­wie­dzi” [97]. Brak spra­wie­dli­wo­ści jest „korze­niem cho­rób spo­łecz­nych” [98]. Fak­tycz­nie, „czę­sto stwier­dza­my, że pra­wa czło­wie­ka nie są rów­ne dla wszyst­kich” [99].

95. Zda­rza się, że „w obo­wią­zu­ją­cym dziś mode­lu «suk­ce­su» i «pry­wat­no­ści» nie wyda­je się sen­sow­ne inwe­sto­wa­nie, aby pozo­sta­ją­cy w tyle, sła­bi lub mniej uzdol­nie­ni mogli zna­leźć sobie dro­gę w życiu” [100]. Powra­ca zawsze to samo pyta­nie: czy mniej uta­len­to­wa­ni nie są oso­ba­mi ludz­ki­mi? Czy sła­bi nie mają takiej samej co my god­no­ści? Czy ci, któ­rzy uro­dzi­li się z mniej­szy­mi moż­li­wo­ścia­mi, są mniej war­ci jako isto­ty ludz­kie i muszą jedy­nie ogra­ni­czać się do prze­trwa­nia? Od odpo­wie­dzi, jaką damy na te pyta­nia, zale­ży war­tość naszych spo­łe­czeństw, i od niej zale­ży tak­że nasza przy­szłość. Albo odzy­ska­my naszą god­ność moral­ną i ducho­wą, albo popad­nie­my jak­by w kanał bru­dów. Jeśli nie zacznie­my trak­to­wać tych spraw poważ­nie, będzie­my nadal, w spo­sób jaw­ny lub ukry­ty, „uspra­wie­dli­wiać dotych­cza­so­wy wzo­rzec dys­try­bu­cji, w któ­rym mniej­szość uwa­ża, że ma pra­wo do kon­sump­cji w takiej pro­por­cji, któ­rej nie spo­sób było­by upo­wszech­nić, bo pla­ne­ta nie była­by nawet w sta­nie pomie­ścić odpa­dów takiej kon­sump­cji” [101].

96. Wśród kwe­stii struk­tu­ral­nych, któ­rych odgór­ne­go roz­wią­za­nia nie moż­na sobie wyobra­zić, a któ­re wyma­ga­ją jak naj­szyb­sze­go pod­ję­cia, znaj­du­je się kwe­stia miejsc, prze­strze­ni, domów, miast, w któ­rych żyją i poru­sza­ją się ubo­dzy. Wie­my dobrze: „Jak­że pięk­ne są mia­sta, któ­re prze­zwy­cię­ży­ły nie­zdro­wą nie­uf­ność i inte­gru­ją róż­nią­cych się, czy­niąc z tej inte­gra­cji nowy czyn­nik roz­wo­ju! Jak­że pięk­ne są mia­sta, któ­re w swo­ich pla­nach archi­tek­to­nicz­nych peł­ne są prze­strze­ni łączą­cych, uła­twia­ją­cych rela­cję, sprzy­ja­ją­cych uzna­niu dru­gie­go czło­wie­ka!” [102]. Jed­no­cze­śnie, „nie moż­na nie brać pod uwa­gę skut­ków degra­da­cji śro­do­wi­ska, aktu­al­ne­go mode­lu roz­wo­ju i kul­tu­ry odrzu­ce­nia dla życia osób” [103]. W rze­czy­wi­sto­ści, „degra­da­cja śro­do­wi­ska i degra­da­cja spo­łe­czeń­stwa wyrzą­dza­ją szcze­gól­ną szko­dę naj­słab­szym miesz­kań­com pla­ne­ty” [104].

97. Dla­te­go zada­niem wszyst­kich człon­ków Ludu Boże­go jest zabie­ra­nie gło­su, któ­ry budzi, któ­ry dema­sku­je, któ­ry się nara­ża, nawet za cenę bycia uzna­nym za „głu­pie­go”. Struk­tu­ry nie­spra­wie­dli­wo­ści nale­ży roz­po­znać i znisz­czyć siłą dobra, poprzez zmia­nę men­tal­no­ści, ale tak­że, z pomo­cą nauki i tech­ni­ki, przez roz­wój sku­tecz­nych poli­tyk prze­kształ­ca­ją­cych spo­łe­czeń­stwa. Nale­ży zawsze pamię­tać, że pro­po­zy­cja Ewan­ge­lii nie doty­czy jedy­nie indy­wi­du­al­nej i wewnętrz­nej rela­cji z Panem. Pro­po­zy­cja jest szer­sza, „jest [nią] Kró­le­stwo Boże (por. Łk 4, 43); cho­dzi o miło­wa­nie Boga kró­lu­ją­ce­go w świe­cie. W takiej mie­rze, w jakiej zdo­ła On kró­lo­wać mię­dzy nami, życie spo­łecz­ne będzie prze­strze­nią bra­ter­stwa, spra­wie­dli­wo­ści, poko­ju, god­no­ści wszyst­kich. Tak więc zarów­no orę­dzie, jak i doświad­cze­nie chrze­ści­jań­skie zmie­rza­ją do spo­wo­do­wa­nia kon­se­kwen­cji spo­łecz­nych. Szu­ka­my Jego kró­le­stwa” [105].

98. Zatem, doku­ment, któ­ry począt­ko­wo nie został dobrze przy­ję­ty przez wszyst­kich, przed­sta­wia nam reflek­sję, któ­ra jest nadal aktu­al­na: „Winą za nie­zno­śne sytu­acje nie­spra­wie­dli­wo­ści i za ist­nie­nie sys­te­mów poli­tycz­nych utrzy­mu­ją­cych te sytu­acje obcią­ża się cza­sem obroń­ców «orto­dok­sji», zarzu­ca­jąc im bier­ność, pobłaż­li­wość, a nawet współ­udział. Nawró­ce­nia ducho­we­go, żywej miło­ści Boga i bliź­nie­go, tro­ski o spra­wie­dli­wość i pokój, ewan­ge­licz­ne­go trak­to­wa­nia ubo­gich i ubó­stwa, wyma­ga się od wszyst­kich, a szcze­gól­nie od paste­rzy i osób odpo­wie­dzial­nych. Tro­ska o czy­stość wia­ry musi iść w parze z tro­ską o to, by przez inte­gral­ne życie teo­lo­gal­ne dać sku­tecz­ne świa­dec­two służ­by na rzecz bliź­nie­go, a szcze­gól­nie ubo­gie­go i uci­śnio­ne­go” [106].

Ubo­dzy jako podmioty

99. Fun­da­men­tal­nym darem dla dro­gi Kościo­ła powszech­ne­go jest roze­zna­nie Kon­fe­ren­cji w Apa­re­ci­dzie, w któ­rym bisku­pi Ame­ry­ki Łaciń­skiej wyja­śni­li, że opcja pre­fe­ren­cyj­na Kościo­ła na rzecz ubo­gich „zawie­ra się w chry­sto­lo­gicz­nej wie­rze w tego Boga, któ­ry dla nas stał się ubo­gim, aby nas ubó­stwem swo­im ubo­ga­cić” [107]. W doku­men­cie umiesz­czo­no misję w kon­tek­ście obec­nej sytu­acji zglo­ba­li­zo­wa­ne­go świa­ta z jego nowy­mi i dra­ma­tycz­ny­mi nie­rów­no­ścia­mi [108], a w prze­sła­niu koń­co­wym bisku­pi piszą: „Rażą­ce róż­ni­ce pomię­dzy boga­ty­mi a ubo­gi­mi są dla nas zapro­sze­niem do więk­sze­go wysił­ku w naszych sta­ra­niach o bycie ucznia­mi, któ­rzy wie­dzą, jak dzie­lić się sto­łem życia, sto­łem wszyst­kich synów i córek Ojca, otwar­tym i włą­cza­ją­cym sto­łem, przy któ­rym nikt nie jest pomi­nię­ty. Dla­te­go wzmac­nia­my naszą pre­fe­ren­cyj­ną i ewan­ge­licz­ną opcję na rzecz ubo­gich” [109].

100. Jed­no­cze­śnie doku­ment ten, pogłę­bia­jąc temat poru­szo­ny już na poprzed­nich kon­fe­ren­cjach Epi­sko­pa­tu Ame­ry­ki Łaciń­skiej, z naci­skiem pod­kre­śla potrze­bę postrze­ga­nia mar­gi­na­li­zo­wa­nych spo­łecz­no­ści bar­dziej jako pod­mio­tów zdol­nych do two­rze­nia wła­snej kul­tu­ry niż jako przed­mio­tów dobro­czyn­no­ści. Ozna­cza to, że wspól­no­ty te mają pra­wo do życia zgod­nie z Ewan­ge­lią oraz do cele­bro­wa­nia i prze­ka­zy­wa­nia wia­ry, zgod­nie z war­to­ścia­mi obec­ny­mi w ich kul­tu­rach. Doświad­cze­nie ubó­stwa daje im zdol­ność dostrze­ga­nia aspek­tów rze­czy­wi­sto­ści, któ­rych inni nie są w sta­nie dostrzec, i dla­te­go spo­łe­czeń­stwo powin­no ich wysłu­chać. To samo doty­czy Kościo­ła, któ­ry powi­nien pozy­tyw­nie oce­niać ich „ludo­wy” spo­sób prze­ży­wa­nia wia­ry. Pięk­ny frag­ment doku­men­tu koń­co­we­go z Apa­re­ci­dy poma­ga nam zasta­no­wić się nad tą kwe­stią, aby zna­leźć wła­ści­wą posta­wę: „Tyl­ko bli­skość, któ­ra czy­ni z nas przy­ja­ciół, pozwa­la nam głę­bo­ko doce­nić war­to­ści współ­cze­snych ubo­gich, ich uza­sad­nio­ne pra­gnie­nia oraz ich wła­sny spo­sób prze­ży­wa­nia wia­ry. (…) Z dnia na dzień ubo­dzy sta­ją się pod­mio­ta­mi ewan­ge­li­za­cji i wszech­stron­nej pro­mo­cji czło­wie­ka: uczą swo­je dzie­ci w wie­rze, żyją w cią­głej soli­dar­no­ści z krew­ny­mi i sąsia­da­mi, sta­le poszu­ku­ją Boga oraz dają życie piel­grzy­mo­wa­niu Kościo­ła. W świe­tle Ewan­ge­lii uzna­je­my ich ogrom­ną god­ność i ich świę­tą war­tość w oczach Chry­stu­sa, bied­ne­go i wyklu­czo­ne­go jak oni. Wycho­dząc od tego chrze­ści­jań­skie­go doświad­cze­nia razem z nimi będzie­my bro­nić ich praw” [110].

101. Wszyst­ko to wyma­ga uwzględ­nie­nia pew­ne­go aspek­tu w opcji na rzecz ubo­gich, o któ­rym musi­my nie­ustan­nie pamię­tać: opcja ta wyma­ga bowiem od nas „uwa­gi skie­ro­wa­nej na dru­gie­go czło­wie­ka (…). Ta peł­na miło­ści uwa­ga jest począt­kiem praw­dzi­we­go zatro­ska­nia o jego oso­bę i poczy­na­jąc od niej, pra­gnę szu­kać sku­tecz­nie jego dobra. Zakła­da to doce­nia­nie ubo­gie­go z jego dobro­cią, z jego spo­so­bem życia, z jego kul­tu­rą, z jego spo­so­bem prze­ży­wa­nia wia­ry. Auten­tycz­na miłość jest zawsze kon­tem­pla­tyw­na, pozwa­la nam słu­żyć dru­gie­mu nie z koniecz­no­ści lub próż­no­ści, ale ponie­waż jest pięk­na, nie­za­leż­nie od pozo­rów. (…) Jedy­nie poczy­na­jąc od tej real­nej i ser­decz­nej bli­sko­ści, może­my odpo­wied­nio im towa­rzy­szyć na ich dro­dze wyzwo­le­nia” [111]. Z tego powo­du kie­ru­ję szcze­re podzię­ko­wa­nie do wszyst­kich, któ­rzy posta­no­wi­li żyć pośród ubo­gich: to zna­czy do tych, któ­rzy nie odwie­dza­ją ich od cza­su do cza­su, lecz któ­rzy miesz­ka­ją z nimi i żyją tak jak oni. Jest to opcja, któ­ra musi zna­leźć swo­je miej­sce wśród naj­wznio­ślej­szych form życia ewangelicznego.

102. W tej per­spek­ty­wie poja­wia się wyraź­na koniecz­ność, „aby­śmy wszy­scy pozwo­li­li się ewan­ge­li­zo­wać” [112] przez ubo­gich i aby­śmy wszy­scy roz­po­zna­li „tajem­ni­czą mądrość, któ­rą Bóg chce nam przez nich prze­ka­zać” [113]. Ubo­dzy, dora­sta­jąc w skraj­nej nie­pew­no­ści, ucząc się prze­trwa­nia w warun­kach naj­bar­dziej nie­sprzy­ja­ją­cych, ufa­jąc Bogu z prze­ko­na­niem, że nikt inny nie trak­tu­je ich poważ­nie, poma­ga­jąc sobie nawza­jem w naj­mrocz­niej­szych chwi­lach, nauczy­li się wie­lu rze­czy, któ­re zacho­wu­ją w tajem­ni­cy swo­je­go ser­ca. Ci z nas, któ­rzy nie mie­li podob­nych doświad­czeń życia pro­wa­dzo­ne­go na kra­wę­dzi, z pew­no­ścią mogą wie­le czer­pać z tego źró­dła mądro­ści, jakim jest doświad­cze­nie ubo­gich. Tyl­ko porów­nu­jąc swo­je narze­ka­nia z ich cier­pie­nia­mi i nie­do­stat­ka­mi, jeste­śmy w sta­nie przy­jąć upo­mnie­nie, któ­re wzy­wa nas do uprosz­cze­nia nasze­go życia.

ROZDZIAŁ PIĄTY
NIEUSTANNE WYZWANIE

103. Posta­no­wi­łem przy­po­mnieć tę liczą­cą dwa tysią­ce lat histo­rię tro­ski Kościo­ła o ubo­gich i z ubo­gi­mi, aby poka­zać, że sta­no­wi ona istot­ną część nie­prze­rwa­nej dro­gi Kościo­ła. Tro­ska o ubo­gich jest czę­ścią wiel­kiej Tra­dy­cji Kościo­ła, jak snop świa­tła, któ­ry od począt­ków Ewan­ge­lii i póź­niej oświe­cał ser­ca i kro­ki chrze­ści­jan wszyst­kich cza­sów. Dla­te­go powin­ni­śmy odczu­wać pil­ną potrze­bę zapro­sze­nia wszyst­kich do wej­ścia w ten stru­mień świa­tła i życia, któ­ry pły­nie z roz­po­zna­nia Chry­stu­sa w obli­czu potrze­bu­ją­cych i cier­pią­cych. Miłość wobec ubo­gich jest istot­nym ele­men­tem histo­rii Boga z nami i same­go ser­ca Kościo­ła, wybu­cha jako nie­ustan­ny apel do serc wie­rzą­cych, zarów­no wspól­not, jak i poszcze­gól­nych wier­nych. Ponie­waż Kościół jest Cia­łem Chry­stu­sa, odczu­wa życie ubo­gich, będą­cych uprzy­wi­le­jo­wa­ną czę­ścią ludu w dro­dze, jako swo­je wła­sne „cia­ło”. Dla­te­go umi­ło­wa­nie ubo­gich – nie­za­leż­nie od for­my, w jakiej to ubó­stwo się prze­ja­wia – jest ewan­ge­licz­ną gwa­ran­cją Kościo­ła wier­ne­go ser­cu Boga. Każ­da odno­wa kościel­na zawsze bowiem mia­ła wśród swo­ich prio­ry­te­tów tę pre­fe­ren­cyj­ną uwa­gę skie­ro­wa­ną wobec ubo­gich, któ­ra róż­ni się zarów­no moty­wa­cją, jak i sty­lem od dzia­łal­no­ści jakiej­kol­wiek innej orga­ni­za­cji humanitarnej.

104. Chrze­ści­ja­nin nie może postrze­gać ubo­gich wyłącz­nie jako pro­blem spo­łecz­ny: są oni „spra­wą rodzin­ną”. Są „naszy­mi”. Rela­cja z nimi nie może być spro­wa­dzo­na do jakiejś dzia­łal­no­ści lub do biu­ra Kościo­ła. Jak naucza Kon­fe­ren­cja z Apa­re­ci­dy, „zale­ca się, aby­śmy poświę­ca­li czas i uprzej­mą uwa­gę ubo­gim, słu­cha­li ich z zain­te­re­so­wa­niem, towa­rzy­szy­li im w naj­trud­niej­szych chwi­lach, spę­dza­li z nimi godzi­ny, tygo­dnie lub lata nasze­go życia i sta­ra­li się zmie­niać ich sytu­ację, zaczy­na­jąc od nich samych. Nie może­my zapo­mi­nać, że sam Jezus zapro­po­no­wał to swo­im postę­po­wa­niem i sło­wa­mi” [114].

Ponow­nie miło­sier­ny Samarytanin

105. Domi­nu­ją­ca kul­tu­ra począt­ku obec­ne­go tysiąc­le­cia skła­nia do pozo­sta­wie­nia ubo­gich ich loso­wi, do nie­uzna­wa­nia ich za god­nych uwa­gi, a tym bar­dziej sza­cun­ku. W Ency­kli­ce Fra­tel­li tut­ti Papież Fran­ci­szek zapro­sił nas do reflek­sji nad przy­po­wie­ścią o miło­sier­nym Sama­ry­ta­ni­nie (por. Łk 10, 25 – 37) wła­śnie po to, aby pogłę­bić tę kwe­stię. W przy­po­wie­ści tej widzi­my bowiem, że wobec pora­nio­ne­go i porzu­co­ne­go przy dro­dze czło­wie­ka prze­cho­dzą­cy zacho­wu­ją się róż­nie. Trosz­czy się o nie­go jedy­nie miło­sier­ny Sama­ry­ta­nin. Powra­ca zatem pyta­nie, któ­re doty­czy każ­de­go z nas oso­bi­ście: „Z kim się utoż­sa­miasz? To pyta­nie jest trud­ne, bez­po­śred­nie i decy­du­ją­ce. Do któ­re­go z nich jesteś podob­ny? Musi­my uznać ota­cza­ją­cą nas poku­sę obo­jęt­no­ści wobec innych, zwłasz­cza naj­słab­szych. Trze­ba powie­dzieć, że roz­wi­nę­li­śmy się pod wie­lo­ma aspek­ta­mi, ale jeste­śmy anal­fa­be­ta­mi w towa­rzy­sze­niu, opie­ce i wspie­ra­niu naj­słab­szych i naj­bar­dziej wraż­li­wych w naszych roz­wi­nię­tych spo­łe­czeń­stwach. Przy­zwy­cza­ili­śmy się do odwra­ca­nia wzro­ku, do prze­cho­dze­nia obok, do igno­ro­wa­nia sytu­acji, chy­ba że doty­czą nas bez­po­śred­nio” [115].

106. Ileż dobra przy­no­si nam odkry­cie, że sce­na o miło­sier­nym Sama­ry­ta­ni­nie powta­rza się rów­nież dzi­siaj. Przy­po­mnij­my sobie sytu­ację z naszych cza­sów: „Kie­dy spo­ty­kam oso­bę śpią­cą na zewnątrz w zim­ną noc, mogę poczuć, że ten «dzi­wak» jest kimś przy­pad­ko­wym, kto wcho­dzi mi w dro­gę, gnu­śnym opry­chem, prze­szko­dą na mojej dro­dze, dokucz­li­wym cier­niem w sumie­niu, pro­ble­mem, któ­ry muszą roz­wią­zać poli­ty­cy, a może nawet nie­czy­sto­ścią, zaśmie­ca­ją­cą prze­strzeń publicz­ną. Ale mogę tak­że zare­ago­wać, wycho­dząc od wia­ry i miło­ści, uzna­jąc w tym czło­wie­ku isto­tę ludz­ką, posia­da­ją­cą taką samą god­ność jak ja, stwo­rze­nie nie­skoń­cze­nie umi­ło­wa­ne przez Ojca, obraz Boga, bra­ta odku­pio­ne­go przez Chry­stu­sa. To zna­czy być chrze­ści­ja­ni­nem! Czy da się pojąć świę­tość bez tego żywe­go uzna­nia god­no­ści każ­dej isto­ty ludz­kiej?” [116]. Co uczy­nił miło­sier­ny Samarytanin?

107. Pyta­nie to sta­je się naglą­ce, ponie­waż poma­ga nam uświa­do­mić sobie poważ­ny brak w naszych spo­łe­czeń­stwach, a tak­że w naszych wspól­no­tach chrze­ści­jań­skich. Fak­tem jest, że spo­ty­ka­my dzi­siaj wie­le form obo­jęt­no­ści; „są to jed­nak ozna­ki pew­ne­go ogól­ne­go sty­lu życia, któ­ry prze­ja­wia się na róż­ne spo­so­by, być może bar­dziej wyra­fi­no­wa­ne. Ponad­to, ponie­waż wszy­scy jeste­śmy bar­dzo skon­cen­tro­wa­ni na wła­snych potrze­bach, dostrze­że­nie kogoś cier­pią­ce­go dener­wu­je nas, prze­szka­dza nam, ponie­waż nie chce­my mar­no­wać nasze­go cza­su z powo­du czy­ichś pro­ble­mów. Są to obja­wy cho­re­go spo­łe­czeń­stwa, ponie­waż usi­łu­je ono budo­wać się na ludz­kim cier­pie­niu. Lepiej nie popaść w to nie­szczę­ście. Spójrz­my na wzór miło­sier­ne­go Sama­ry­ta­ni­na” [117]. Ostat­nie sło­wa przy­po­wie­ści ewan­ge­licz­nej – „Idź i ty czyń podob­nie!” ( Łk 10, 37) – są naka­zem, któ­re­go brzmie­nie chrze­ści­ja­nin powi­nien codzien­nie sły­szeć w swo­im sercu.

Nie­unik­nio­ne wyzwa­nie dla współ­cze­sne­go Kościoła

108. W okre­sie szcze­gól­nie trud­nym dla Kościo­ła Rzym­skie­go, kie­dy insty­tu­cje impe­rial­ne chy­li­ły się ku upad­ko­wi pod pre­sją bar­ba­rzyń­ców, Papież św. Grze­gorz Wiel­ki tak napo­mniał swo­ich wier­nych: „Codzien­nie znaj­du­je­my Łaza­rza, jeśli go szu­ka­my, co dzień widzi­my Łaza­rza, choć­by­śmy go nie szu­ka­li. Oto natręt­nie ubo­dzy się narzu­ca­ją, pro­szą nas ci, któ­rzy potem za nami będą orę­do­wa­li (…) Nie chciej­cie więc mar­no­wać cza­su miło­sier­dzia, nie chciej­cie ukry­wać tego, coście otrzy­ma­li” [118]. Odważ­nie prze­ciw­sta­wiał się powszech­nym uprze­dze­niom wobec ubo­gich, takim jak prze­ko­na­nie, że są oni odpo­wie­dzial­ni za swo­ją nędzę: „Jeśli zaś widzi­cie, iż ubo­dzy czy­nią coś złe­go, nie pogar­dzaj­cie nimi, nie wątp­cie o nich, albo­wiem może to, co w nich jest nie­go­dzi­we­go, ogień ubó­stwa oczysz­cza” [119]. Nie­rzad­ko dobro­byt zaśle­pia nas do tego stop­nia, że uwa­ża­my, iż nasze szczę­ście może się speł­nić tyl­ko wte­dy, gdy potra­fi­my pora­dzić sobie bez pomo­cy innych. W tym wzglę­dzie ubo­dzy mogą być dla nas cichy­mi nauczy­cie­la­mi, spro­wa­dza­jąc naszą dumę i aro­gan­cję do sta­nu wła­ści­wej pokory.

109. Jeśli praw­dą jest, że ubo­dzy są wspie­ra­ni przez tych, któ­rzy mają środ­ki mate­rial­ne, to z całą pew­no­ścią moż­na stwier­dzić rów­nież coś odwrot­ne­go. Jest to zaska­ku­ją­ce doświad­cze­nie potwier­dzo­ne przez tra­dy­cję chrze­ści­jań­ską, któ­re sta­je się praw­dzi­wym punk­tem zwrot­nym w naszym życiu oso­bi­stym, kie­dy zda­je­my sobie spra­wę, że to wła­śnie ubo­dzy ewan­ge­li­zu­ją nas. W jaki spo­sób? W mil­cze­niu swo­jej sytu­acji sta­wia­ją nas wobec naszej sła­bo­ści. Oso­ba star­sza na przy­kład poprzez kru­chość swo­je­go cia­ła przy­po­mi­na nam o naszych sła­bych punk­tach, nawet jeśli sta­ra­my się ukryć je za dobro­by­tem lub pozo­ra­mi. Ponad­to ubo­dzy skła­nia­ją nas do reflek­sji nad bez­pod­staw­no­ścią tej agre­syw­nej pychy, z jaką czę­sto sta­wia­my czo­ła trud­no­ściom życia. W isto­cie bowiem ujaw­nia­ją oni naszą kru­chość i pust­kę życia, któ­re wyda­je się chro­nio­ne i zabez­pie­czo­ne. W tym kon­tek­ście posłu­chaj­my ponow­nie św. Grze­go­rza Wiel­kie­go: „Niech się więc nikt nie czu­je bez­piecz­ny, mówiąc: Cudze­go nie pory­wam, lecz nale­ży­cie korzy­stam z rze­czy mi danej. Ów bogacz prze­cież nie za to został uka­ra­ny, że zabrał cudze, lecz że dla rze­czy, jakie otrzy­mał, opu­ścił sie­bie nie­go­dzi­wie. Rów­nież i to odda­ło go pie­kłu, że w swo­jej pomyśl­no­ści nie kie­ro­wał się bojaź­nią, że otrzy­my­wa­ny­mi dara­mi żywił swą pychę, że nie znał uczu­cia lito­ści, że opły­wa­jąc w dostat­ki, nie chciał się ich wyzbyć za cenę grze­chów” [120].

110. Dla nas, chrze­ści­jan, kwe­stia ubo­gich pro­wa­dzi z powro­tem do sed­na naszej wia­ry. Opcja pre­fe­ren­cyj­na na rzecz ubo­gich, czy­li miłość Kościo­ła do nich, jak nauczał św. Jan Paweł II, „jest decy­du­ją­ca i nale­ży do jego sta­łej tra­dy­cji, skła­nia go do zwró­ce­nia się ku świa­tu, w któ­rym pomi­mo postę­pu tech­nicz­no-gospo­dar­cze­go ubó­stwo gro­zi przy­bra­niem gigan­tycz­nych roz­mia­rów” [121]. Rze­czy­wi­stość jest taka, że dla chrze­ści­jan ubo­dzy nie są kate­go­rią socjo­lo­gicz­ną, lecz samym cia­łem Chry­stu­sa. Nie wystar­czy bowiem ogra­ni­czyć się do ogól­ne­go sfor­mu­ło­wa­nia dok­try­ny o wcie­le­niu Boga. Nato­miast, aby napraw­dę wejść w to miste­rium, nale­ży spre­cy­zo­wać, że Pan stał się cia­łem, któ­re jest głod­ne, spra­gnio­ne, cho­re, uwię­zio­ne. „Kościół ubo­gi dla ubo­gich zaczy­na się od tego, że wycho­dzi­my ku cia­łu Chry­stu­sa. Jeśli idzie­my do cia­ła Chry­stu­sa, zaczy­na­my coś rozu­mieć, poj­mo­wać, czym jest to ubó­stwo, ubó­stwo Pana. I nie jest to łatwe” [122].

111. Ser­ce Kościo­ła z samej swo­jej natu­ry jest soli­dar­ne z tymi, któ­rzy są ubo­dzy, wyklu­cze­ni i mar­gi­na­li­zo­wa­ni, z tymi, któ­rzy uwa­ża­ni są za „wyrzut­ki” spo­łe­czeń­stwa. Ubo­dzy znaj­du­ją się w samym cen­trum Kościo­ła, ponie­waż to wła­śnie z „naszej wia­ry w Chry­stu­sa, któ­ry stał się ubo­gim, będąc zawsze bli­sko ubo­gich i wyklu­czo­nych, wypły­wa tro­ska o inte­gral­ny roz­wój naj­bar­dziej opusz­czo­nych w spo­łe­czeń­stwie” [123]. W ser­cu każ­de­go wier­ne­go znaj­du­je się „potrze­ba wysłu­cha­nia tego krzy­ku, [któ­ry] wyni­ka z wyzwa­la­ją­ce­go dzia­ła­nia łaski w każ­dym z nas, dla­te­go nie cho­dzi o misję zare­zer­wo­wa­ną tyl­ko dla nie­któ­rych” [124].

112. Nie­kie­dy w pew­nych ruchach lub gru­pach chrze­ści­jań­skich moż­na dostrzec nie­do­bór lub nawet brak zaan­ga­żo­wa­nia na rzecz dobra wspól­ne­go spo­łe­czeń­stwa, a zwłasz­cza na rzecz obro­ny i pro­mo­cji naj­słab­szych i znaj­du­ją­cych się w naj­bar­dziej nie­ko­rzyst­nej sytu­acji. W tym kon­tek­ście nale­ży przy­po­mnieć, że reli­gia, a zwłasz­cza reli­gia chrze­ści­jań­ska, nie może być ogra­ni­cza­na do sfe­ry pry­wat­nej, tak jak­by wier­ni nie powin­ni zaj­mo­wać się tak­że pro­ble­ma­mi odno­szą­cy­mi się do spo­łe­czeń­stwa oby­wa­tel­skie­go i wyda­rze­nia­mi, któ­re doty­czą oby­wa­te­li [125].

113. Fak­tycz­nie, „każ­da wspól­no­ta Kościo­ła, któ­ra nie zamie­rza w peł­ni, w spo­sób twór­czy, sku­tecz­nie współ­pra­co­wać, aby ubo­dzy żyli god­nie i nikt nie był wyklu­czo­ny, nara­zi się tak­że na ryzy­ko roz­kła­du, cho­ciaż mówi o tema­tach spo­łecz­nych lub kry­ty­ku­je rzą­dy. Łatwo pod­da się w koń­cu świa­to­wo­ści ducho­wej, masko­wa­nej prak­ty­ka­mi reli­gij­ny­mi, bez­owoc­ny­mi zebra­nia­mi lub pusty­mi prze­mó­wie­nia­mi” [126].

114. Nie mówi­my tu tyl­ko o pomo­cy i nie­zbęd­nym zaan­ga­żo­wa­niu na rzecz spra­wie­dli­wo­ści. Wie­rzą­cy muszą zdać sobie spra­wę z innej for­my nie­kon­se­kwen­cji wobec ubo­gich. Dopraw­dy, „naj­gor­szą dys­kry­mi­na­cją, jakiej doświad­cza­ją ubo­dzy, jest brak opie­ki ducho­wej. (…) Opcja pre­fe­ren­cyj­na musi głów­nie przy­jąć for­mę uprzy­wi­le­jo­wa­nej i prio­ry­te­to­wej opie­ki ducho­wej” [127]. Jed­nak ta ducho­wa tro­ska o ubo­gich jest kwe­stio­no­wa­na za spra­wą pew­nych uprze­dzeń, rów­nież ze stro­ny chrze­ści­jan, ponie­waż czu­je­my się bar­dziej kom­for­to­wo bez ubo­gich. Nie­któ­rzy sta­le mówią: „Naszym zada­niem jest modlić się i nauczać praw­dzi­wej dok­try­ny”. Ale, oddzie­la­jąc ten aspekt reli­gij­ny od inte­gral­ne­go wspar­cia, doda­ją, że jedy­nie rząd powi­nien się nimi zaj­mo­wać, albo iż lepiej było­by pozo­sta­wić ich w nędzy, ucząc ich raczej pra­cy. Cza­sa­mi zaś przyj­mu­je się pseu­do­nau­ko­we kry­te­ria, by twier­dzić, że wol­ny rynek sam z sie­bie dopro­wa­dzi do roz­wią­za­nia pro­ble­mu ubó­stwa. Albo decy­du­je się nawet na dusz­pa­ster­stwo tzw. elit, stwier­dza­jąc, że zamiast tra­cić czas na ubo­gich, lepiej trosz­czyć się o boga­tych, wpły­wo­wych i pro­fe­sjo­na­li­stów, aby dzię­ki nim moż­na było osią­gnąć bar­dziej sku­tecz­ne roz­wią­za­nia. Łatwo dostrzec świa­to­wość kry­ją­cą się za tymi opi­nia­mi: pro­wa­dzą one do postrze­ga­nia rze­czy­wi­sto­ści według powierz­chow­nych kry­te­riów, pozba­wio­nych jakie­go­kol­wiek nad­na­tu­ral­ne­go świa­tła, fawo­ry­zu­jąc zna­jo­mo­ści, któ­re nas uspo­ka­ja­ją, i poszu­ku­jąc przy­wi­le­jów, któ­re nam odpowiadają.

Dawać, tak­że i dziś

115. War­to poświę­cić ostat­nie sło­wo jał­muż­nie, któ­ra nie cie­szy się dziś dobrą opi­nią, czę­sto nawet wśród wie­rzą­cych. Nie tyl­ko rzad­ko jest prak­ty­ko­wa­na, ale cza­sem wręcz pogar­dza­na. Z jed­nej stro­ny, powta­rzam, że naj­waż­niej­szą pomo­cą dla ubo­giej oso­by jest pomoc w zna­le­zie­niu jej dobrej pra­cy, aby mogła zara­biać na życie bar­dziej odpo­wia­da­ją­ce jej god­no­ści, roz­wi­ja­jąc swo­je umie­jęt­no­ści i podej­mu­jąc swój oso­bi­sty wysi­łek. Fak­tem jest, że „brak pra­cy to znacz­nie wię­cej niż utra­ta źró­dła docho­du nie­zbęd­ne­go, aby żyć. Pra­ca to rów­nież i to, ale jest czymś znacz­nie, znacz­nie wię­cej. Pra­cu­jąc, sta­je­my się bar­dziej ludź­mi, roz­kwi­ta nasze czło­wie­czeń­stwo, mło­dzi ludzie sta­ją się doro­sły­mi tyl­ko dzię­ki pra­cy. Nauka spo­łecz­na Kościo­ła zawsze postrze­ga­ła pra­cę ludz­ką jako udział w trwa­ją­cym każ­de­go dnia dzie­le stwo­rze­nia, rów­nież dzię­ki rękom, myśli i ser­cu pra­cow­ni­ków” [128]. Z dru­giej stro­ny, jeśli nie ma jesz­cze takiej kon­kret­nej moż­li­wo­ści, nie może­my ryzy­ko­wać, pozwa­la­jąc na pozo­sta­wie­nie jakiejś oso­by wła­sne­mu loso­wi, bez tego, co jest nie­zbęd­ne do god­ne­go życia. A zatem jał­muż­na pozo­sta­je nie­zbęd­nym eta­pem kon­tak­tu, spo­tka­nia i wczu­wa­nia się w sytu­ację dru­giej osoby.

116. Dla tych, któ­rzy napraw­dę kocha­ją, jest oczy­wi­ste, że jał­muż­na nie zwal­nia kom­pe­tent­nych władz z odpo­wie­dzial­no­ści, nie eli­mi­nu­je orga­ni­za­cyj­ne­go zaan­ga­żo­wa­nia insty­tu­cji, ani nie zastę­pu­je słusz­nej wal­ki o spra­wie­dli­wość. Zachę­ca ona jed­nak przy­naj­mniej do zatrzy­ma­nia się i spoj­rze­nia na twarz ubo­gie­go, dotknię­cia go i podzie­le­nia się z nim czymś wła­snym. W każ­dym przy­pad­ku jał­muż­na, nawet nie­wiel­ka, wpro­wa­dza odro­bi­nę pie­tas do życia spo­łecz­ne­go, w któ­rym wszy­scy mar­twią się o wła­sne inte­re­sy. Księ­ga Przy­słów mówi: „Bło­go­sła­wio­ny, czy­je oko jest miło­sier­ne, bo chle­bem podzie­lił się z potrze­bu­ją­cym” (Prz 22, 9).

117. Zarów­no Sta­ry, jak i Nowy Testa­ment zawie­ra­ją praw­dzi­we i wła­sne hym­ny pochwal­ne na cześć jał­muż­ny: „Poza tym bądź dla bied­ne­go łaska­wy i nie daj mu dłu­go cze­kać na jał­muż­nę! (…) Zamknij jał­muż­nę w spi­chler­zach swo­ich, a ona wyba­wi cię z każ­de­go nie­szczę­ścia (Syr 29, 8.12). I Jezus podej­mu­je to naucza­nie: „Sprze­daj­cie wasze mie­nie i daj­cie jał­muż­nę. Spraw­cie sobie trzo­sy, któ­re nie nisz­cze­ją, skarb nie­wy­czer­pa­ny w nie­bie” (Łk 12, 33).

118. Św. Jano­wi Chry­zo­sto­mo­wi przy­pi­sy­wa­ło się nastę­pu­ją­ce sło­wa zachę­ty: „Jał­muż­na jest skrzy­dłem modli­twy. Jeśli nie dodasz skrzy­dła do swo­jej modli­twy, led­wo będzie mogła wzbić się w powie­trze” [129]. Św. Grze­gorz z Nazjan­zu koń­czył zaś swo­je słyn­ne kaza­nie nastę­pu­ją­cy­mi sło­wa­mi: „Jeśli sądzi­cie, że nale­ży mnie choć tro­chę posłu­chać, słu­dzy Chry­stu­sa, bra­cia i Jego spad­ko­bier­cy, to odwie­dzaj­my Pana póki czas, pie­lę­gnuj­my Go i nakar­mij­my, odziej­my Go i przy­gar­nij­my do sie­bie, uczcij­my Go nie tyl­ko sto­łem, jak nie­któ­rzy, czy olej­ka­mi, jak Maria, nie gro­bem, jak Józef z Ary­ma­tei, ani tym, co zwią­za­ne jest z pogrze­bem, jak Niko­dem, któ­ry tyl­ko poło­wicz­nie kochał Chry­stu­sa, nie zło­tem wresz­cie, kadzi­dłem i mir­rą, jak to uczy­ni­li Mago­wie przed tymi wszyst­ki­mi, któ­rych wymie­ni­li­śmy. Pan bowiem wszech­rze­czy pra­gnie miło­sier­dzia, a nie ofia­ry. (…) Takie wła­śnie miło­sier­dzie okaż­my Chry­stu­so­wi w ubo­gich, któ­rzy leżą dziś roz­cią­gnię­ci na zie­mi, aby nas przy­ję­li, gdy stąd odej­dzie­my, do wiecz­nych przy­byt­ków” [130].

119. Miłość i naj­głęb­sze prze­ko­na­nia nale­ży umac­niać, a czy­ni się to gesta­mi. Pozo­sta­wa­nie w świe­cie idei i dys­ku­sji, bez oso­bi­stych, czę­stych i szcze­rych gestów, będzie znisz­cze­niem naszych naj­cen­niej­szych marzeń. Z tego pro­ste­go powo­du jako chrze­ści­ja­nie nie rezy­gnu­je­my z jał­muż­ny. Jest to gest, któ­ry moż­na wyko­nać na róż­ne spo­so­by i któ­ry może­my spró­bo­wać zre­ali­zo­wać naj­bar­dziej sku­tecz­ną meto­dą, ale musi­my to zro­bić. Zawsze lepiej jest uczy­nić coś, niż nie robić nic. W każ­dym razie poru­szy to nasze ser­ca. Nie będzie to roz­wią­za­niem pro­ble­mu ubó­stwa w świe­cie, któ­re­go nale­ży szu­kać rozu­mem, wytrwa­ło­ścią i zaan­ga­żo­wa­niem spo­łecz­nym. Jed­nak potrze­bu­je­my prak­ty­ko­wać jał­muż­nę, by dotknąć cier­pią­ce­go cia­ła ubogich.

120. Miłość chrze­ści­jań­ska poko­nu­je wszel­kie barie­ry, zbli­ża odda­lo­nych, łączy obcych, czy­ni bli­ski­mi nie­przy­ja­ciół, prze­kra­cza prze­pa­ście po ludz­ku nie do poko­na­nia, wni­ka w naj­skryt­sze zaka­mar­ki spo­łe­czeń­stwa. Ze swej natu­ry miłość chrze­ści­jań­ska jest pro­ro­cza, doko­nu­je cudów, nie ma gra­nic: jest dla tego, co nie­moż­li­we. Miłość jest przede wszyst­kim spo­so­bem poj­mo­wa­nia życia, spo­so­bem jego prze­ży­wa­nia. Otóż Kościół, któ­ry nie sta­wia miło­ści żad­nych gra­nic, któ­ry nie zna wro­gów, z któ­ry­mi trze­ba wal­czyć, lecz tyl­ko męż­czyzn i kobie­ty, któ­rych nale­ży miło­wać – to Kościół, któ­re­go potrze­bu­je dziś świat.

121. Niech będzie moż­li­we, zarów­no poprzez waszą pra­cę, jak i wasze zaan­ga­żo­wa­nie na rzecz prze­mia­ny nie­spra­wie­dli­wych struk­tur spo­łecz­nych, jak też poprzez pro­sty, bar­dzo oso­bi­sty i bli­ski gest pomo­cy, aby ubo­gi poczuł, że nastę­pu­ją­ce sło­wa Jezu­sa są skie­ro­wa­ne do nie­go: „Ja cię umi­ło­wa­łem” (Ap 3, 9).

W Rzy­mie, u Świę­te­go Pio­tra, dnia 4 paź­dzier­ni­ka 2025, we wspo­mnie­nie św. Fran­cisz­ka z Asy­żu, w pierw­szym roku mego Pontyfikatu.
 

LEON PP. XIV

________________________________________________
 

[1] Fran­ci­szek, Enc. Dile­xit nos (24 paź­dzier­ni­ka 2024), 170: AAS 116 (2024), 1422.

[2] Tam­że, 171: AAS 116 (2024), 1422 – 1423.

[3] Ten­że, Adhort. apost. Gau­de­te et exsul­ta­te (19 mar­ca 2018), 96: AAS 110 (2018), 1137.

[4] Fran­ci­szek, Spo­tka­nie z dzien­ni­ka­rza­mi (16 mar­ca 2013): AAS 105 (2013), 381; L’Osservatore Roma­no, wyd. pol­skie, n. 5 (352)/2013, s. 13.

[5] J.M. Ber­go­glio SJ, A. Skór­ka, W nie­bie i na zie­mi, tłum. Mar­ta Sza­frań­ska-Brandt, Kra­ków 2013, s. 248.

[6] Paweł VI, Homi­lia wygło­szo­na pod­czas Mszy św. z oka­zji ostat­niej publicz­nej sesji Sobo­ru Powszech­ne­go Waty­kań­skie­go II (7 grud­nia 1965): AAS 58 (1966), 55 – 56.

[7] Por. Fran­ci­szek, Adhort. apost. Evan­ge­lii gau­dium (24 listo­pa­da 2013), 187: AAS 105 (2013), 1098.

[8] Tam­że, 212: AAS 105 (2013), 1108.

[9] Ten­że, Enc. Fra­tel­li tut­ti (3 paź­dzier­ni­ka 2020), 23: AAS 112 (2020), 977.

[10] Tam­że, 21 : AAS 112 (2020), 976.

[11] Con­si­glio del­le Comu­ni­tà Euro­pee, Deci­sio­ne (85/8/CEE) rela­ti­va ad un’azione spe­ci­fi­ca comu­ni­ta­ria di lot­ta con­tro la pover­tà (19 dicem­bre 1984), art. 1, par. 2: Gaz­zet­ta uffi­cia­le del­le Comu­ni­tà euro­pee, N. L 2/24.

[12] Por. Św. Jan Paweł II, Kate­che­za (27 paź­dzier­ni­ka 1999): L’Osservatore Roma­no, wyd. pol­skie, n. 1 (219)/2000, s. 43.

[13] Fran­ci­szek, Adhort. apost. Evan­ge­lii gau­dium (24 listo­pa­da 2013), 197: AAS 105 (2013), 1102.

[14] Por. Ten­że, Orę­dzie na V Świa­to­wy Dzień Ubo­gich (13 czerw­ca 2021), 3: AAS 113 (2021), 691: „Jezus nie tyl­ko sta­je po stro­nie ubo­gich, ale rów­nież dzie­li z nimi ten sam los. To jest sil­ne prze­sła­nie rów­nież dla Jego uczniów po wszyst­kie czasy”.

[15] Ten­że, Adhort. apost. Evan­ge­lii gau­dium (24 listo­pa­da 2013), 186: AAS 105 (2013), 1098.

[16] Ten­że, Adhort. apost. Gau­de­te et exsul­ta­te (19 mar­ca 2018), 95: AAS 110 (2018), 1137.

[17] Tam­że, 97: AAS 110 (2018), 1137.

[18] Ten­że, Adhort. apost. Evan­ge­lii gau­dium (24 listo­pa­da 2013), 194: AAS 105 (2013), 1101.

[19] Fran­ci­szek, Spo­tka­nie z dzien­ni­ka­rza­mi (16 mar­ca 2013): AAS 105 (2013), 381; L’Osservatore Roma­no, wyd. pol­skie, n. 5 (352)/2013, s. 13.

[20] Sobór Waty­kań­ski II, Konst. dogmat. Lumen gen­tium, 8.

[21] Fran­ci­szek, Adhort. apost. Evan­ge­lii gau­dium (24 listo­pa­da 2013), 48: AAS 105 (2013), 1040.

[22] W niniej­szym roz­dzia­le przed­sta­wia­my kil­ka takich przy­kła­dów świę­to­ści, któ­re nie mają cha­rak­te­ru wyczer­pu­ją­ce­go, ale raczej wska­zu­ją na tro­skę o ubo­gich, któ­ra zawsze cha­rak­te­ry­zo­wa­ła obec­ność Kościo­ła w świe­cie. Dogłęb­ną reflek­sję na temat histo­rii tej tro­ski o naj­bar­dziej potrze­bu­ją­cych moż­na zna­leźć w książ­ce V. Paglii, Sto­ria del­la pover­tà, Mila­no 2014.

[23] Por. Św. Ambro­ży z Medio­la­nu, Obo­wiąz­ki duchow­nych, tłum. Kazi­mierz Abga­ro­wicz, War­sza­wa 1967, I, rozdz. 41, 205 – 206, s. 91 – 93: CCSL 15, Turn­ho­ut 2000, 76 – 77; II, rozdz. 28, 140 – 143, s. 159 – 160: CCSL 15, 148 – 149.

[24] Tam­że, II, rozdz. 28, 140, s. 159: CCSL 15, 148.

[25] Tam­że.

[26] Tam­że, II, rodz. 28, 142, s. 159: CCSL 15, 148.

[27] Św. Igna­cy z Antio­chii, Do Kościo­ła w Smyr­nie, 6, 2, w: Pierw­si świad­ko­wie, tłum. Anna Świ­der­ków­na, Kra­ków 1988, s. 172; SCh 10bis, Paris 2007, 136 – 138.

[28] Św. Poli­karp , List do Kościo­ła w Filip­pi, 6, 1, w: Pierw­si świad­ko­wie, tłum. Anna Świ­der­ków­na, Kra­ków 1988, s. 195; SCh 10bis, 186.

[29] Św. Justyn, Apo­lo­gia I, 67, 6 – 7, w: Eucha­ry­stia pierw­szych chrze­ści­jan, Kra­ków 1987, s. 254; SCh 507, Paris 2006, 310.

[30] Św. Jan Chry­zo­stom, Homi­lie na Ewan­ge­lię św. Mate­usza, oprac. ks. Arka­diusz Baron, Kra­ków 2002, 50, 3, s. 107 – 108; PG 58, Paris 1862, 508.

[31] Tam­że, 50, 4, s. 108; PG 58, 509.

[32] Ten­że, Homi­lia in Epi­stu­la ad Hebra­eos 11, 3: PG 63, Paris 1862, 94.

[33] Ten­że, Homi­lia II De Laza­ro, II, 6: PG 48, Paris 1862, 992.

[34] Św. Ambro­ży, Histo­ria Nabo­ta, XII, 53, tłum. ks. Marek Koze­ra, San­do­mierz 1985, s. 58; CSEL 32/2, Pra­ga-Vien­na-Lip­sia 1897, 498.

[35] Św. Augu­styn, Obja­śnie­nia psal­mów, 125, 12, tłum. Jan Sulow­ski, War­sza­wa 1986, s. 23; CSEL 95/3, Vien­na 2001, 181.

[36] Ten­że, Ser­mo 86, 5: CCSL 41Ab, Turn­ho­ut 2019, 411 – 412.

[37] Pseu­do-Augu­styn, Ser­mo 388, 2: PL 39, Paris 1862, 1700.

[38] Św. Cyprian, De mor­ta­li­ta­te, 16: CCSL 3A, Turn­ho­ut 1976, 25.

[39] Fran­ci­szek, Orę­dzie na XXX Świa­to­wy Dzień Cho­re­go (10 grud­nia 2021), 3: AAS 114 (2022), 51; L’Osservatore Roma­no, wyd. pol­skie, n. 2 (440)/2022, s. 5.

[40] Św. Kamil de Lel­lis, Rego­le del­la Com­pa­gnia dei Servi degli Infer­mi, 27: M. Van­ti (ed.), Scrit­ti di San Camil­lo de Lel­lis, Mila­no 1965, 67.

[41] Św. Ludwi­ka De Maril­lac, Let­te­ra alle sorel­le Clau­de Car­ré e Marie Gau­do­in (28 novem­bre 1657): E. Char­py (ed.), Sain­te Louise de Maril­lac. Écrits, Paris 1983, 576.

[42] Św. Bazy­li Wiel­ki, Regu­ły krót­sze, 37, 1, w: Pisma asce­tycz­ne, t. 2, przekł. i oprac. ks. Józef Naumo­wicz, Kra­ków 1995, s. 145 – 146; PG 31, Paris 1857, 1009 C – D.

[43] Regu­la Bene­dic­ti, 53, 15: SCh 182, Paris 1972, 614.

[44] Św. Jan Kasjan, Roz­mo­wa XIV, 10, w: Roz­mo­wa z ojca­mi, t. 2. tłum. ks. Arka­diusz Nocoń, Tyniec 2015; CSEL 13, Vien­na 2004, 410.

[45] Bene­dykt XVI, Kate­che­za (21 paź­dzier­ni­ka 2009): L’Osservatore Roma­no, wyd. pol­skie, n. 1 (319)/2010, s. 42.

[46] Por. Inno­cen­ty III, Bol­la Ope­ran­te divi­nae dispo­si­tio­nis Rego­la Pri­mi­ti­va dei Tri­ni­ta­ri (17 dicem­bre 1198), 2: J.L. Aur­re­co­echea – A. Mol­dón (edd.), Fuen­tes histó­ri­cas de la Orden Tri­ni­ta­ria (s. XII – XV), Cór­do­ba 2003, 6: „Wszyst­kie dobra, nie­za­leż­nie od tego, skąd pocho­dzą, powin­ny być podzie­lo­ne na trzy rów­ne czę­ści; a jeśli dwie czę­ści były­by wystar­cza­ją­ce, nale­ży z nich wypeł­nić uczyn­ki miło­sier­dzia, zapew­nia­jąc jed­no­cze­śnie umiar­ko­wa­ne utrzy­ma­nie dla sie­bie i dla domow­ni­ków, któ­rzy słu­żą im z koniecz­no­ści. Trze­cia część powin­na być jed­nak prze­zna­czo­na na wykup jeń­ców z powo­du ich wia­ry w Chrystusa”.

[47] Por. Costi­tu­zio­ni dell’Ordine dei Mer­ce­da­ri, n. 14: Orden de la Beata Vir­gen María de la Mer­ced, Regla y Con­sti­tu­cio­nes, Roma 2014, 53: „Aby wypeł­nić tę misję, pobu­dze­ni miło­sier­dziem, poświę­ca­my się Bogu szcze­gól­nym ślu­bem, nazy­wa­nym ślu­bem Odku­pie­nia, na mocy któ­re­go obie­cu­je­my oddać życie, jeśli zaj­dzie taka potrze­ba, tak jak Chry­stus oddał swo­je życie za nas, aby oca­lić chrze­ści­jan znaj­du­ją­cych się w śmier­tel­nym nie­bez­pie­czeń­stwie utra­ty wia­ry w nowych for­mach niewoli”.

[48] Por. Św. Jan Chrzci­ciel od Poczę­cia, La regla de la Orden de la San­tísi­ma Tri­ni­dad, XX, 1: BAC Maior 60, Madrid 1999, 90: „W tym ubo­dzy i więź­nio­wie są podob­ni do Chry­stu­sa, na któ­re­go spa­dły cier­pie­nia świa­ta (…). Ten świę­ty Zakon Świę­tej Trój­cy wzy­wa ich i zapra­sza, aby przy­szli pić wodę Zba­wi­cie­la, co ozna­cza, że sko­ro Chry­stus zawie­szo­ny na krzy­żu był odku­pie­niem i zba­wie­niem dla ludzi, Zakon przy­jął to odku­pie­nie i chce je roz­dzie­lać ubo­gim oraz zba­wiać i wyzwa­lać więźniów”.

[49] Por. Ten­że , El reco­gi­mien­to inte­rior, XL, 4: BAC Maior 48, Madrid 1995, 689: „Wol­na wola czy­ni czło­wie­ka wol­nym i panem wszyst­kich stwo­rzeń, ale, wspo­móż mnie Boże, iluż to jest takich, któ­rzy tą dro­gą sta­ją się nie­wol­ni­ka­mi i więź­nia­mi dia­bła, uwię­zie­ni i sku­ci łań­cu­cha­mi swo­ich namięt­no­ści i pożądliwości”.

[50] Fran­ci­szek, Orę­dzie na XLVIII Świa­to­wy Dzień Poko­ju (8 grud­nia 2014), 3: AAS 107 (2015), 69; L’Osservatore Roma­no, wyd. pol­skie, n. 12 (367)/2014, s. 6.

[51] Ten­że, Incon­tro con gli agen­ti di Poli­zia Peni­ten­zia­ria, i dete­nu­ti e i volon­ta­ri (Vero­na, 18 mag­gio 2024): AAS 116 (2024), 766.

[52] Hono­riusz III, Bul­la Solet annu­ereRegu­la bul­la­ta (29 listo­pa­da 1223), rozdz. VI: SCh 285, Paris 1981, 192; w: Źró­dła Fran­cisz­kań­skie, Kra­ków 2005, s. 131 – 132.

[53] Por. Grze­gorz IX, Bul­la Sicut mani­fe­stum est (17 wrze­śnia 1228), 7: SCh 325, Paris 1985, 200; w: Źró­dła Fran­cisz­kań­skie, Kra­ków 2005, s. 2303: „A więc tak jak pro­si­ły­ście, umac­nia­my naszą łaską apo­stol­ską wasze posta­no­wie­nie zacho­wy­wa­nia naj­wyż­sze­go ubó­stwa i niniej­szym pismem pozwa­la­my, aby­ście nigdy nie były zmu­szo­ne przez kogo­kol­wiek do przyj­mo­wa­nia na wła­sność posiadłości”.

[54] Por. S.C. Tugwell (ed.), Ear­ly Domi­ni­cans. Selec­ted Wri­tings, Mah­wah 1982, 16 – 19.

[55] Bł. Tomasz z Cela­no, Życio­rys dru­gi Świę­te­go Fran­cisz­ka z Asy­żu, IV, 8, w: Źró­dła Fran­cisz­kań­skie, Kra­ków 2005, s. 565.

[56] Fran­ci­szek, Discor­so dopo la visi­ta alla tom­ba di don Loren­zo Mila­ni (Bar­bia­na, 20 giu­gno 2017), 2: AAS 109 (2017), 745.

[57] Św. Jan Paweł II, Discor­so ai par­te­ci­pan­ti al Capi­to­lo Gene­ra­le dei Chie­ri­ci Rego­la­ri Pove­ri del­la Madre di Dio del­le Scu­ole Pie (Sco­lo­pi) (5 luglio 1997), 2: L’Osservatore Roma­no, 6 luglio 1997, 5.

[58] Tam­że.

[59] Ten­że, Homi­lia pod­czas Mszy św. kano­ni­za­cyj­nej (18 kwiet­nia 1999): AAS 91 (1999), 930; L’Osservatore Roma­no, wyd. pol­skie, n. 7 (214)/1999, s. 28.

[60] Por. Ten­że, List apost. Iuve­num Patris (31 stycz­nia 1988), 9: AAS 80 (1988), 976.

[61] Por. Fran­ci­szek, Discor­so ai par­te­ci­pan­ti al Capi­to­lo Gene­ra­le dell’Istituto del­la Cari­tà (Rosmi­nia­ni) (1 otto­bre 2018): L’Osservatore Roma­no, 1 – 2 otto­bre 2018, 7.

[62] Ten­że, Homi­lia pod­czas uro­czy­sto­ści kano­ni­za­cyj­nej (9 paź­dzier­ni­ka 2022): AAS 114 (2022), 1338; L’Osservatore Roma­no, wyd. pol­skie, n. 10 (446)/2022, s. 25.

[63] Św. Jan Paweł II, Mes­sag­gio alla Con­gre­ga­zio­ne del­le Mis­sio­na­rie del Sacro Cuore (31 mag­gio 2000), 3: L’Osservatore Roma­no, 16 luglio 2000, 5.

[64] Por. Pius XII, Bre­ve ap. Supe­rio­re Iam Aeta­te (8 set­tem­bre 1950): AAS 43, 1951, 455 – 456.

[65] Fran­ci­szek, Orę­dzie na CV Świa­to­wy Dzień Migran­ta i Uchodź­cy (27 maja 2019): AAS 111 (2019), 911; L’Osservatore Roma­no, wyd. pol­skie, n. 7 – 8 (414)/2019, s. 6.

[66] Ten­że, Orę­dzie na C Świa­to­wy Dzień Migran­ta i Uchodź­cy (5 sierp­nia 2013): AAS 105 (2013), 930; L’Osservatore Roma­no, wyd. pol­skie, n. 11 (356)/2013, s. 6.

[67] Św. Tere­sa z Kal­ku­ty, Discor­so in occa­sio­ne del con­fe­ri­men­to del Pre­mio Nobel per la Pace (Oslo, 10 dicem­bre 1979): Ten­że, Aimer jusqu’à en avo­ir mal, Lyon 2017, 19 – 20.

[68] Św. Jan Paweł II, Discor­so ai pel­le­gri­ni conve­nu­ti a Roma per la beati­fi­ca­zio­ne di Madre Tere­sa di Cal­cut­ta (20 otto­bre 2003), 3: L’Osservatore Roma­no, 20 – 21 otto­bre 2003, 10.

[69] Fran­ci­szek, Homi­lia pod­czas Mszy św. kano­ni­za­cyj­nej (13 paź­dzier­ni­ka 2019): AAS 111 (2019), 1712; L’Osservatore Roma­no, wyd. pol­skie, n. 11 (417)/2019, s. 19.

[70] Św. Jan Paweł II, List apost. Novo mil­len­nio ineun­te (6 stycz­nia 2001), 49: AAS 93 (2001), 302.

[71] Fran­ci­szek, Adhort. apost. Chri­stus vivit (25 mar­ca 2019), 231: AAS 111 (2019), 458.

[72] Ten­że, Prze­mó­wie­nie do uczest­ni­ków świa­to­we­go spo­tka­nia ruchów ludo­wych (28 paź­dzier­ni­ka 2014): AAS 106 (2014), 851 – 852; L’Osservatore Roma­no, wyd. pol­skie, n. 11 (366)/2014, s. 44.

[73] Tam­że, s. 48: AAS 106 (2014), 859.

[74] Ten­że, Discor­so ai par­te­ci­pan­ti all’Incontro mon­dia­le dei movi­men­ti popo­la­ri (5 novem­bre 2016): L’Osservatore Roma­no, 7 – 8 novem­bre 2016, 5.

[75] Tam­że.

[76] Św. Jan XXIII, Radio­mes­sag­gio a tut­ti i fede­li del mon­do ad un mese dall’apertura del Con­ci­lio Ecu­me­ni­co Vati­ca­no II (11 set­tem­bre 1962): AAS 54 (1962), 682.

[77] G. Ler­ca­ro, Inte­rven­to nel­la XXXV Con­gre­ga­zio­ne Gene­ra­le del Con­ci­lio Ecu­me­ni­co Vati­ca­no II (6 dicem­bre 1962), 2: AS I/IV, 327 – 328.

[78] Tam­że, 4: AS I/IV, 329.

[79] Isti­tu­to per le Scien­ze Reli­gio­se (ed.), Per la forza del­lo Spi­ri­to. Discor­si con­ci­lia­ri del Card. Gia­co­mo Ler­ca­ro, Bolo­gna 1984, 115.

[80] Św. Paweł VI, Allo­cu­zio­ne nel­la solen­ne inau­gu­ra­zio­ne del­la II Ses­sio­ne del Con­ci­lio Ecu­me­ni­co Vati­ca­no (29 set­tem­bre 1963): AAS 55 (1963), 857.

[81] Ten­że, Kate­che­za (11 listo­pa­da 1964) : Inse­gna­men­ti di Paolo VI, II (1964), 984.

[82] Sobór Waty­kań­ski II, Konst, duszp. Gau­dium et spes, 69.71.

[83] Św. Paweł VI , Enc. Popu­lo­rum pro­gres­sio (26 mar­ca 1967), 23: AAS 59 (1967), 269.

[84] Por. tam­że, 4: AAS 59 (1967), 259.

[85] Św. Jan Paweł II, Enc. Sol­li­ci­tu­do rei socia­lis (30 grud­nia 1987), 42: AAS 80 (1988), 572.

[86] Por. tam­że, AAS 80 (1988), 573.

[87] Ten­że, Enc. Labo­rem exer­cens (14 wrze­śnia 1981), 3: AAS 73 (1981), 584.

[88] Bene­dykt XVI, Enc. Cari­tas in veri­ta­te (29 czerw­ca 2009), 7: AAS 101 (2009), 645.

[89] Tam­że, 27: AAS 101 (2009), 661.

[90] II Con­fe­ren­za Gene­ra­le dell’Episcopato Lati­no­ame­ri­ca­no, Docu­men­to di Medel­lín (24 otto­bre 1968), 14, n. 7: CELAM, Medel­lín. Conc­lu­sio­nes, Lima 2005, 131 – 132.

[91] Fran­ci­szek, Adhort. apost. Evan­ge­lii gau­dium (24 listo­pa­da 2013), 202: AAS 105 (2013), 1105.

[92] Tam­że, 205: AAS 105 (2013), 1106.

[93] Tam­że, 190: AAS 105 (2013), 1099.

[94] Tam­że, 56: AAS 105 (2013), 1043.

[95] Ten­że, Enc. Dile­xit nos (24 paź­dzier­ni­ka 2024), 183: AAS 116 (2024), 1427.

[96] Św. Jan Paweł II, Enc. Cen­te­si­mus annus (1 maja 1991), 41: AAS 83 (1991), 844 – 845.

[97] Fran­ci­szek, Adhort. apost. Evan­ge­lii gau­dium (24 listo­pa­da 2013), 202: AAS 105 (2013), 1105.

[98] Tam­że.

[99] Ten­że, Enc. Fra­tel­li tut­ti (3 paź­dzier­ni­ka 2020), 22: AAS 112 (2020), 976.

[100] Ten­że, Adhort. apost. Evan­ge­lii gau­dium (24 listo­pa­da 2013), 209: AAS 105 (2013), 1107.

[101] Ten­że, Enc. Lau­da­to si’ (24 maja 2015), 50: AAS 107 (2015), 866.

[102] Ten­że, Adhort. apost. Evan­ge­lii gau­dium (24 listo­pa­da 2013), 210: AAS 105 (2013), 1107.

[103] Ten­że, Enc. Lau­da­to si’ (24 maja 2015), 43: AAS 107 (2015), 863.

[104] Tam­że, 48: AAS 107 (2015), 865.

[105] Ten­że, Adhort. apost. Evan­ge­lii gau­dium (24 listo­pa­da 2013), 180: AAS 105 (2013), 1095.

[106] Kon­gre­ga­cja Nauki Wia­ry, Instruk­cja o nie­któ­rych aspek­tach „Teo­lo­gii wyzwo­le­nia” (6 sierp­nia 1984), XI, 18: AAS 76 (1984), 907 – 908.

[107] Apa­re­ci­da. V Ogól­na Kon­fe­ren­cja Epi­sko­pa­tów Ame­ry­ki Łaciń­skiej i Kara­ibów, Doku­ment koń­co­wy (29 czerw­ca 2007), n. 392, Gubin 2014, s. 192; Por. BENEDYKT XVI, Prze­mó­wie­nie na sesji inau­gu­ra­cyj­nej V Kon­fe­ren­cji Ogól­nej Epi­sko­pa­tu Ame­ry­ki Łaciń­skiej i Kara­ibów (Apa­re­ci­da, 13 maja 2007), 3: AAS 99 (2007), 450; L’Osservatore Roma­no, wyd. pol­skie, n. 9 (296)/2007, s. 38.

[108] Por. Apa­re­ci­da. V Ogól­na Kon­fe­ren­cja Epi­sko­pa­tów Ame­ry­ki Łaciń­skiej i Kara­ibów, Doku­ment koń­co­wy (29 czerw­ca 2007), n. 43 – 87, Gubin 2014, s. 37 – 53.

[109] Ten­że , Prze­sła­nie V Kon­fe­ren­cji Ogól­nej do naro­dów Ame­ry­ki Łaciń­skiej i Kara­ibów (Apa­re­ci­da, 29 maja 2007), n. 4, Gubin 2014, s. 288.

[110] Ten­że, Doku­ment koń­co­wy (29 czerw­ca 2007), n. 398, Gubin 2014, s. 194 – 195.

[111] Fran­ci­szek, Adhort. apost. Evan­ge­lii gau­dium (24 listo­pa­da 2013), 199: AAS 105 (2013), 1103 – 1104.

[112] Tam­że, 198: AAS 105 (2013), 1103.

[113] Tam­że.

[114] Apa­re­ci­da. V Ogól­na Kon­fe­ren­cja Epi­sko­pa­tów Ame­ry­ki Łaciń­skiej i Kara­ibów, Doku­ment koń­co­wy (29 czerw­ca 2007), n. 397, Gubin 2014, s. 194.

[115] Fran­ci­szek, Enc. Fra­tel­li tut­ti (3 paź­dzier­ni­ka 2020) , 64: AAS 112 (2020), 992.

[116] Ten­że, Adhort. apost. Gau­de­te et exsul­ta­te (19 mar­ca 2018), 98: AAS 110 (2018), 1137.

[117] Ten­że, Enc. Fra­tel­li tut­ti (3 paź­dzier­ni­ka 2020), 65 – 66: AAS 112 (2020), 992.

[118] Św. Grze­gorz Wiel­ki, Homi­lie na Ewan­ge­lie, 40, 10, tłum. o. W. Szoł­dr­ski, oprac. ks. M. Maliń­ski, War­sza­wa 1969, s. 327; SCh 522, Paris 2008, 552 – 554.

[119] Tam­że, 6, s. 324: SCh 522, 546.

[120] Tam­że, 3, s. 321, cyt. za: Kar­mię was tym, czym sam żyję. Ojco­wie Kościo­ła komen­tu­ją nie­dziel­ne czy­ta­nia biblij­ne. Rok C, oprac. ks. M. Sta­ro­wiey­ski, Kra­ków 2015, s. 504: SCh 522, 536.

[121] Św. Jan Paweł II, Enc. Cen­te­si­mus annus (1 maja 1991), 57: AAS 83 (1991), 862 – 863.

[122] Fran­ci­szek, Prze­mó­wie­nie pod­czas czu­wa­nia z oka­zji dnia ruchów, nowych wspól­not i sto­wa­rzy­szeń kościel­nych (18 maja 2013): L’Osservatore Roma­no, wyd. pol­skie, n. 7 (353)/2013, s. 19.

[123] Ten­że, Adhort. apost. Evan­ge­lii gau­dium (24 listo­pa­da 2013), 186: AAS 105 (2013), 1098.

[124] Tam­że, 188: AAS 105 (2013), 1099.

[125] Por. tam­że, 182 – 183: AAS 105 (2013), 1096 – 1097.

[126] Tam­że, 207: AAS 105 (2013), 1107.

[127] Tam­że, 200: AAS 105 (2013), 1104.

[128] Ten­że, Discor­so in occa­sio­ne dell’incontro con il mon­do del lavo­ro pres­so lo sta­bi­li­men­to ILVA di Geno­va (27 mag­gio 2017): AAS 109 (2017), 613

[129] Pseu­do-Chry­zo­stom, Homi­lia de jeju­nio et ele­emo­sy­na: PG 48, 1060.

[130] Św. Grze­gorz z Nazjan­zu, Kaza­nie 14, O miło­ści ubo­gich, 38. 40: PG 35, Paris 1886, 910; w: Litur­gia Godzin, tom II, Poznań 1984, s. 213 – 214.