ORĘDZIE JEGO ŚWIĄTOBLIWOŚCI LEONA XIV NA LIX ŚWIATOWY DZIEŃ POKOJU

Pokój z wami wszystkimi.
W kie­run­ku poko­ju nie­uzbro­jo­ne­go i rozbrajającego

„Pokój z tobą!”

To sta­ro­żyt­ne pozdro­wie­nie, nadal uży­wa­ne na co dzień w wie­lu kul­tu­rach, w wie­czór Pas­chy nabra­ło nowe­go zna­cze­nia w ustach zmar­twych­wsta­łe­go Jezu­sa. Jego Sło­wo: „Pokój wam” ( J 20, 19.21) nie tyl­ko wyra­ża życze­nie, ale doko­nu­je osta­tecz­nej prze­mia­ny w tych, któ­rzy je przyj­mu­ją, a tym samym w całej rze­czy­wi­sto­ści. Dla­te­go następ­cy Apo­sto­łów każ­de­go dnia i na całym świe­cie gło­szą naj­cich­szą rewo­lu­cję: „Pokój z wami!”. Począw­szy od wie­czo­ra, gdy wybra­no mnie na Bisku­pa Rzy­mu, chcia­łem włą­czyć moje pozdro­wie­nie do tego chó­ral­ne­go zwia­sto­wa­nia. I pra­gnę potwier­dzić, że jest to pokój zmar­twych­wsta­łe­go Chry­stu­sa, pokój nie­uzbro­jo­ny i roz­bra­ja­ją­cy, pokor­ny i wytrwa­ły. Pocho­dzi on od Boga, Tego, któ­ry bez­wa­run­ko­wo miłu­je nas wszyst­kich [1].

Pokój zmar­twych­wsta­łe­go Chrystusa

Chry­stus – nasz pokój, jest Tym, któ­ry zwy­cię­żył śmierć i zbu­rzył mury oddzie­la­ją­ce ludzi (por. Ef 2, 14) – to Dobry Pasterz, któ­ry odda­je życie za swo­ją owczar­nię i ma wie­le owiec poza zagro­dą (por. J 10, 11.16). Jego obec­ność, Jego dar, Jego zwy­cię­stwo znaj­du­ją oddźwięk w wytrwa­ło­ści wie­lu świad­ków, dzię­ki któ­rym dzie­ło Boga trwa w świe­cie, sta­jąc się jesz­cze bar­dziej widocz­ne i jaśnie­ją­ce w mro­ku czasów.

Kon­trast mię­dzy ciem­no­ścią a świa­tłem nie jest bowiem jedy­nie biblij­nym obra­zem opi­su­ją­cym cier­pie­nia, z któ­rych rodzi się nowy świat: jest to doświad­cze­nie, któ­re nas prze­ni­ka i wstrzą­sa nami w związ­ku z pró­ba­mi, napo­ty­ka­ny­mi w sytu­acji histo­rycz­nej, w jakiej żyje­my. Jed­nak, by nie pogrą­żyć się w ciem­no­ści, trze­ba widzieć świa­tło i w nie wie­rzyć. Jest to koniecz­ność, do któ­rej prze­ży­wa­nia w spo­sób wyjąt­ko­wy i uprzy­wi­le­jo­wa­ny powo­ła­ni są ucznio­wie Jezu­sa, ale któ­ra na wie­le spo­so­bów może otwo­rzyć dro­gę do ser­ca każ­de­go czło­wie­ka. Pokój ist­nie­je, chce w nas zamiesz­ki­wać, ma łagod­ną moc oświe­ca­nia i posze­rza­nia rozu­mu, opie­ra się prze­mo­cy i ją poko­nu­je. Pokój ma tchnie­nie wiecz­no­ści: pod­czas gdy w stro­nę zła woła się: „dość”, poko­jo­wi szep­cze się: „na zawsze”. W tę per­spek­ty­wę wpro­wa­dził nas Zmar­twych­wsta­ły. W tym prze­czu­ciu żyją kobie­ty i męż­czyź­ni budu­ją­cy pokój, któ­rzy prze­ży­wa­jąc dra­mat tego, co Papież Fran­ci­szek nazwał „trze­cią woj­ną świa­to­wą w kawał­kach”, nadal opie­ra­ją się ska­że­niu ciem­no­ści, jak straż­ni­cy w nocy.

Nie­ste­ty, moż­li­we jest rów­nież coś prze­ciw­ne­go, czy­li zapo­mnie­nie o świe­tle: tra­ci się wte­dy realizm, ule­ga­jąc czę­ścio­we­mu i wypa­czo­ne­mu obra­zo­wi świa­ta, nazna­czo­ne­mu mro­ka­mi i lękiem. Nie­ma­ło jest dziś osób, któ­re reali­stycz­ny­mi nazy­wa­ją nar­ra­cje pozba­wio­ne nadziei, śle­pe na pięk­no innych, zapo­mi­na­ją­ce o łasce Boga, któ­ry zawsze dzia­ła w ser­cach ludz­kich, nawet jeśli są one zra­nio­ne grze­chem. Św. Augu­styn zachę­cał chrze­ści­jan do nawią­za­nia nie­ro­ze­rwal­nej przy­jaź­ni z poko­jem, aby strze­gąc go w głę­bi swo­je­go ducha, mogli pro­mie­nio­wać na oto­cze­nie jego jasnym cie­płem. Zwra­ca­jąc się do swo­jej wspól­no­ty, napi­sał: „Jeśli chce­cie innych przy­cią­gnąć do nie­go [poko­ju], wpierw sami go miej­cie i prze­strze­gaj­cie. Niech to w was gore­je, czym innych macie zapa­lać” [2].

Nie­za­leż­nie od tego, czy mamy dar wia­ry, czy wyda­je nam się, że go nie posia­da­my, dro­dzy bra­cia i sio­stry, otwórz­my się na pokój! Przyj­mij­my go i uznaj­my, zamiast uwa­żać go za dale­ki i nie­moż­li­wy. Pokój jest nie tyle celem, co obec­no­ścią i wędrów­ką. Nawet jeśli spo­ty­ka się z opo­rem zarów­no w nas, jak i poza nami, strzeż­my go jak małe­go pło­mie­nia zagro­żo­ne­go burzą, nie zapo­mi­na­jąc o imio­nach i dzie­jach tych, któ­rzy nam o nim dawa­li świa­dec­two. Jest to zasa­da, któ­ra kie­ru­je naszy­mi wybo­ra­mi i je deter­mi­nu­je. Nawet w miej­scach, gdzie pozo­sta­ły jedy­nie gru­zy i gdzie roz­pacz zda­je się nie­unik­nio­na, wła­śnie dzi­siaj znaj­du­je­my tych, któ­rzy nie zapo­mnie­li o poko­ju. Tak jak w wie­czór Pas­chy Jezus wszedł do miej­sca, gdzie prze­by­wa­li prze­ra­że­ni i znie­chę­ce­ni ucznio­wie, tak pokój zmar­twych­wsta­łe­go Chry­stu­sa nadal prze­kra­cza drzwi i barie­ry dzię­ki gło­som i twa­rzom Jego świad­ków. Jest to dar, któ­ry pozwa­la nie zapo­mi­nać o dobru, a uzna­wać je za zwy­cię­skie, wybie­rać je na nowo i wspólnie.

Pokój nie­uzbro­jo­ny

Tuż przed poj­ma­niem, w chwi­li głę­bo­kie­go zaufa­nia, Jezus powie­dział do tych, któ­rzy z Nim byli: „Pokój zosta­wiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat”. I zaraz dodał: „Niech się nie trwo­ży ser­ce wasze ani się lęka” (J 14, 27). Zanie­po­ko­je­nie i lęk mogły, rzecz jasna, doty­czyć prze­mo­cy, któ­ra wkrót­ce mia­ła w Nie­go ude­rzyć. Ana­li­zu­jąc głę­biej, Ewan­ge­lie nie ukry­wa­ją, iż powo­dem zanie­po­ko­je­nia uczniów była Jego poko­jo­wa odpo­wiedź. Dro­gę tę kwe­stio­no­wa­li wszy­scy – Piotr jako pierw­szy – jed­nak Nauczy­ciel pro­sił, aby nią podą­ża­li za Nim do koń­ca. Dro­ga Jezu­sa jest nadal powo­dem nie­po­ko­ju i stra­chu. A On sta­now­czo powta­rza tym, któ­rzy chcie­li­by Go bro­nić: „Scho­waj miecz do pochwy” (J 18, 11; por. Mt 26, 52). Pokój zmar­twych­wsta­łe­go Jezu­sa jest nie­uzbro­jo­ny, ponie­waż taka była Jego wal­ka w kon­kret­nych oko­licz­no­ściach histo­rycz­nych, poli­tycz­nych i spo­łecz­nych. Chrze­ści­ja­nie muszą wspól­nie sta­wać się pro­fe­tycz­nie świad­ka­mi tej nowo­ści, pamię­ta­jąc o tra­ge­diach, w któ­rych zbyt czę­sto byli współ­win­ni. Wiel­ka przy­po­wieść o sądzie osta­tecz­nym zachę­ca wszyst­kich chrze­ści­jan do dzia­ła­nia z miło­sier­dziem w takiej wła­śnie świa­do­mo­ści (por. Mt 25, 31 – 46). Czy­niąc to, znaj­dą u swo­je­go boku bra­ci i sio­stry, któ­rzy na róż­ne spo­so­by potra­fi­li wysłu­chać cier­pie­nia innych i wewnętrz­nie uwol­ni­li się od ilu­zji przemocy.

Cho­ciaż obec­nie nie bra­ku­je osób o ser­cach goto­wych na pokój, ogar­nia je wiel­kie poczu­cie bez­sil­no­ści wobec coraz bar­dziej nie­pew­ne­go bie­gu wyda­rzeń. Już św. Augu­styn zwra­cał uwa­gę na pewien szcze­gól­ny para­doks: „Trud­niej jest sła­wić pokój, niż go mieć. Jeśli go chce­my sła­wić, wysi­la­my się, szu­ka­my zna­cze­nia wyra­zów, waży­my sło­wa; jeśli go chce­my posiąść bez żad­ne­go tru­du osią­ga­my i posia­da­my” [3].

Kie­dy trak­tu­je­my pokój jako odle­gły ide­ał, w koń­cu nie uzna­je­my za skan­da­licz­ne, że moż­na mu zaprze­czyć, a nawet pro­wa­dzić woj­nę, żeby go osią­gnąć. Wyda­je się, że bra­ku­je wła­ści­wych idei, wywa­żo­nych słów, umie­jęt­no­ści powie­dze­nia, że pokój jest bli­sko. Jeśli pokój nie jest rze­czy­wi­sto­ścią, któ­rej doświad­cza­my i któ­rą nale­ży chro­nić i pie­lę­gno­wać, to w życiu domo­wym i publicz­nym roz­prze­strze­nia się agre­sja. W rela­cjach mię­dzy oby­wa­te­la­mi a rzą­dzą­cy­mi docho­dzi do sytu­acji, w któ­rej za winę uzna­je się fakt, iż nie przy­go­to­wu­je się dosta­tecz­nie do woj­ny, do reago­wa­nia na ata­ki, do odpo­wia­da­nia na prze­moc. Wykra­cza­jąc znacz­nie poza zasa­dę upraw­nio­nej obro­ny, na płasz­czyź­nie poli­tycz­nej taka logi­ka kon­fron­ta­cyj­na jest naj­bar­dziej aktu­al­nym czyn­ni­kiem w glo­bal­nej desta­bi­li­za­cji, któ­ra z każ­dym dniem nabie­ra więk­szej dra­ma­tycz­no­ści i nie­prze­wi­dy­wal­no­ści. Nie­przy­pad­ko­wo powta­rza­ją­ce się ape­le o zwięk­sze­nie wydat­ków na cele woj­sko­we i wyni­ka­ją­ce z tego decy­zje są przez wie­lu rzą­dzą­cych uspra­wie­dli­wia­ne rze­ko­mym zagro­że­niem ze stro­ny innych. W isto­cie, odstra­sza­ją­ca siła potę­gi mili­tar­nej, a w szcze­gól­no­ści odstra­sza­nie nukle­ar­ne, wyra­ża irra­cjo­nal­ność rela­cji mię­dzy naro­da­mi opar­tej nie na pra­wie, spra­wie­dli­wo­ści i zaufa­niu, lecz na stra­chu i domi­na­cji siły. „To zaś spra­wia – jak już pisał w swo­im cza­sie św. Jan XXIII – że naro­dy żyją w usta­wicz­nym stra­chu, jak­by w obli­czu nawał­ni­cy, któ­ra może roz­pę­tać się w każ­dej chwi­li z potwor­ną siłą. I słusz­nie, gdyż rze­czy­wi­ście bro­ni nie brak. Jest rze­czą nie­mal nie do wia­ry, żeby ist­nie­li ludzie, któ­rzy mie­li­by odwa­gę wziąć na sie­bie odpo­wie­dzial­ność za mor­dy i nie­opi­sa­ne znisz­cze­nia, jakie pocią­ga za sobą woj­na. Nie moż­na jed­nak zaprze­czyć, że jakieś jed­no nie­prze­wi­dzia­ne i przy­pad­ko­we wyda­rze­nie może roz­pa­lić pożo­gę wojen­ną” [4].

W 2024 r. świa­to­we wydat­ki na zbro­je­nia wzro­sły o 9,4% w porów­na­niu z rokiem poprzed­nim, potwier­dza­jąc nie­prze­rwa­ną od dzie­się­ciu lat ten­den­cję i osią­ga­jąc kwo­tę 2 718 mld dola­rów, czy­li 2,5% świa­to­we­go PKB [5]. Co wię­cej, wyda­je się, że obec­nie na nowe wyzwa­nia chce się odpo­wie­dzieć nie tyl­ko ogrom­nym wysił­kiem gospo­dar­czym na rzecz zbro­jeń, ale tak­że zmia­ną poli­ty­ki edu­ka­cyj­nej: zamiast kul­tu­ry pamię­ci, któ­ra prze­cho­wu­je świa­do­mość naby­tą w XX w. i nie­za­po­mi­na­nie o milio­nach ofiar, pro­mu­je się kam­pa­nie komu­ni­ka­cyj­ne i pro­gra­my edu­ka­cyj­ne w szko­łach i na uni­wer­sy­te­tach, a tak­że w mediach, któ­re sie­ją poczu­cie zagro­że­nia i prze­ka­zu­ją wyłącz­nie zbroj­ną kon­cep­cję obro­ny i bezpieczeństwa.

Jed­nak „praw­dzi­wy miło­śnik poko­ju kocha wro­gów poko­ju” [6]. W ten spo­sób św. Augu­styn zale­cał, aby nie palić mostów i nie nale­gać przed­sta­wia­jąc listę zarzu­tów, ale pre­fe­ro­wać dro­gę słu­cha­nia i – w mia­rę moż­li­wo­ści – spo­tka­nia z racja­mi innych osób. Sześć­dzie­siąt lat temu Sobór Waty­kań­ski II zakoń­czył się ze świa­do­mo­ścią pil­nej potrze­by dia­lo­gu mię­dzy Kościo­łem a świa­tem współ­cze­snym. W szcze­gól­no­ści Kon­sty­tu­cja Gau­dium et spes zwra­ca­ła uwa­gę na ewo­lu­cję sztu­ki wojen­nej: „Szcze­gól­ne nie­bez­pie­czeń­stwo współ­cze­snej woj­ny pole­ga na tym, że nie­ja­ko dostar­cza ona spo­sob­no­ści do popeł­nia­nia tego rodza­ju prze­stępstw tym, któ­rzy są w posia­da­niu naj­now­szych rodza­jów nauko­wo opra­co­wa­nej bro­ni, i w wyni­ku nie­ubła­gal­ne­go splo­tu oko­licz­no­ści może skła­niać ludz­ką wolę do podej­mo­wa­nia naj­okrop­niej­szych decy­zji. Aby nigdy do tego nie doszło, zebra­ni wspól­nie bisku­pi całe­go świa­ta bła­ga­ją wszyst­kich, a zwłasz­cza rzą­dzą­cych naro­da­mi, a tak­że tych, któ­rzy spra­wu­ją nad­zór nad sfe­rą mili­tar­ną, aby nie­ustan­nie pamię­ta­li o tak wiel­kiej odpo­wie­dzial­no­ści wobec Boga i całej ludz­ko­ści” [7].

Potwier­dza­jąc apel ojców sobo­ro­wych i uzna­jąc dro­gę dia­lo­gu za naj­sku­tecz­niej­szy spo­sób dzia­ła­nia na każ­dym pozio­mie, stwier­dza­my, że dal­szy postęp tech­no­lo­gicz­ny i zasto­so­wa­nie sztucz­nej inte­li­gen­cji w dzie­dzi­nie woj­sko­wo­ści dopro­wa­dzi­ły do rady­ka­li­za­cji tra­gi­zmu kon­flik­tów zbroj­nych. Zary­so­wu­je się wręcz pro­ces pozba­wia­nia odpo­wie­dzial­no­ści przy­wód­ców poli­tycz­nych i woj­sko­wych, spo­wo­do­wa­ny rosną­cym „dele­go­wa­niem” maszy­nom decy­zji doty­czą­cych życia i śmier­ci osób. Jest to bez­pre­ce­den­so­wa spi­ra­la destruk­cyj­na huma­ni­zmu praw­ne­go i filo­zo­ficz­ne­go, na któ­rym opie­ra się wszel­ka cywi­li­za­cja i któ­ry ją chro­ni. Nale­ży potę­pić ogrom­ną kon­cen­tra­cję pry­wat­nych inte­re­sów gospo­dar­czych i finan­so­wych, popy­cha­ją­cych pań­stwa w tym kie­run­ku; jed­nak to nie wystar­czy, jeśli jed­no­cze­śnie nie sprzy­ja się budze­niu sumień i kry­tycz­ne­go myśle­nia. Ency­kli­ka Fra­tel­li tut­ti przed­sta­wia św. Fran­cisz­ka z Asy­żu jako przy­kład takie­go prze­bu­dze­nia: „W tam­tym świe­cie peł­nym wież straż­ni­czych i murów obron­nych, mia­sta prze­ży­wa­ły krwa­we woj­ny mię­dzy potęż­ny­mi roda­mi, pod­czas gdy roz­sze­rza­ły się ubo­gie rejo­ny wyklu­czo­nych przed­mieść. Tam Fran­ci­szek otrzy­mał w swym wnę­trzu praw­dzi­wy pokój, uwol­nił się od wszel­kich pra­gnień pano­wa­nia nad inny­mi, stał się jed­nym z ostat­nich i sta­rał się żyć w har­mo­nii ze wszyst­ki­mi” [8]. Jest to histo­ria, któ­ra chce mieć w nas swój dal­szy bieg i wyma­ga połą­cze­nia wysił­ków, aby nawza­jem przy­czy­niać się do roz­bra­ja­ją­ce­go poko­ju, poko­ju, któ­ry rodzi się z otwar­to­ści i ewan­ge­licz­nej pokory.

Pokój roz­bra­ja­ją­cy

Dobroć jest roz­bra­ja­ją­ca. Być może dla­te­go Bóg stał się Dzie­ciąt­kiem. Tajem­ni­ca Wcie­le­nia, któ­rej naj­da­lej posu­nię­tym punk­tem jest uni­że­nie zstą­pie­nia do pie­kieł, zaczy­na się w łonie mło­dej mat­ki i obja­wia się w betle­jem­skim żłób­ku. „Pokój na zie­mi” śpie­wa­ją anio­ło­wie, obwiesz­cza­jąc obec­ność bez­bron­ne­go Boga, dzię­ki któ­re­mu ludz­kość może odkryć, że jest miło­wa­na tyl­ko wte­dy, gdy trosz­czy się o Nie­go (por. Łk 2, 13 – 14). Nikt, jak tyl­ko dziec­ko, nie potra­fi tak nas prze­mie­nić. I być może wła­śnie myśl o naszych synach i cór­kach, o dzie­ciach, a tak­że o tych, któ­rzy są tak samo bez­bron­ni jak one, prze­szy­wa nasze ser­ca (por. Dz 2, 37). W tym kon­tek­ście mój czci­god­ny Poprzed­nik pisał, że „ludz­ka kru­chość ma moc czy­nie­nia nas bar­dziej świa­do­my­mi tego, co trwa­łe, a co prze­mi­ja­ją­ce, tego, co daje życie, a co zabi­ja. Być może wła­śnie dla­te­go tak czę­sto zaprze­cza­my wła­snym ogra­ni­cze­niom i uni­ka­my ludzi sła­bych i zra­nio­nych – mają bowiem moc poda­wa­nia w wąt­pli­wość kie­ru­nek, któ­ry obra­li­śmy, zarów­no jako jed­nost­ki, jak i jako wspól­no­ta” [9].

Jan XXIII jako pierw­szy wpro­wa­dził per­spek­ty­wę inte­gral­ne­go roz­bro­je­nia, któ­re moż­na osią­gnąć jedy­nie poprzez odno­wę ser­ca i umy­słu. W ency­kli­ce Pacem in ter­ris napi­sał: „Wszy­scy muszą zro­zu­mieć, że nie da się ani powstrzy­mać wzro­stu poten­cja­łu wojen­ne­go, ani zmniej­szyć zapa­sów bro­ni, ani – co jest naj­istot­niej­sze – cał­ko­wi­cie jej zli­kwi­do­wać, jeśli tego rodza­ju roz­bro­je­nie nie będzie powszech­ne i cał­ko­wi­te oraz jeśli nie doko­na się ono i w ser­cach ludz­kich, to zna­czy, jeśli wszy­scy nie będą zgod­nie i szcze­rze współ­dzia­łać, aby usu­nąć z serc strach i oba­wę przed wybu­chem woj­ny. To zaś wyma­ga, żeby w miej­sce zasa­dy, uwa­ża­nej dziś za naj­wyż­szą gwa­ran­cję poko­ju, wpro­wa­dzić zupeł­nie inną, któ­ra gło­si, że praw­dzi­wy i trwa­ły pokój mię­dzy naro­da­mi musi się opie­rać nie na rów­no­wa­dze sił zbroj­nych, ale jedy­nie na wza­jem­nym zaufa­niu. Ufa­my, że tak stać się może, ponie­waż idzie o roz­wią­zy­wa­nie nie tyl­ko naka­za­ne przez wła­ści­we zasa­dy rozu­mu, ale rów­nież w naj­wyż­szym stop­niu pożą­da­ne i przy­no­szą­ce wiel­kie dobra” [10].

Wła­śnie to jest zasad­ni­czą posłu­gą, jaką reli­gie powin­ny świad­czyć cier­pią­cej ludz­ko­ści, czu­wa­jąc nad rosną­cą poku­są prze­kształ­ca­nia w broń nawet myśli i słów. Wiel­kie tra­dy­cje ducho­we, podob­nie jak wła­ści­we uży­wa­nie rozu­mu, pozwa­la­ją nam wyjść poza wię­zy krwi lub pocho­dze­nia etnicz­ne­go, poza te bra­ter­stwa, któ­re uzna­ją tyl­ko tego, kto jest podob­ny, a odrzu­ca­ją tego, kto jest odmien­ny. Dzi­siaj widzi­my, że nie jest to oczy­wi­ste. Nie­ste­ty, coraz czę­ściej we współ­cze­snym świe­cie sło­wa wia­ry są wcią­ga­ne do wal­ki poli­tycz­nej, bło­go­sła­wie­nia nacjo­na­li­zmu i reli­gij­ne­go uspra­wie­dli­wia­nia prze­mo­cy i wal­ki zbroj­nej. Ludzie wie­rzą­cy muszą aktyw­nie, przede wszyst­kim poprzez swo­je życie, zaprze­czać tym for­mom bluź­nier­stwa, któ­re przy­sła­nia­ją Świę­te Imię Boga. Dla­te­go też – oprócz dzia­ła­nia – bar­dziej niż kie­dy­kol­wiek, koniecz­ne jest pie­lę­gno­wa­nie modli­twy, ducho­wo­ści, dia­lo­gu eku­me­nicz­ne­go i mię­dzy­re­li­gij­ne­go jako dróg poko­ju i języ­ków spo­tka­nia mię­dzy tra­dy­cja­mi a kul­tu­ra­mi. Na całym świe­cie pożą­da­ne jest, aby „każ­da wspól­no­ta sta­wa­ła się «domem poko­ju», w któ­rym wro­gość uczy­my się roz­bra­jać przez dia­log, gdzie prak­ty­ku­je się spra­wie­dli­wość i pie­lę­gnu­je się prze­ba­cze­nie” [11]. Dzi­siaj bar­dziej niż kie­dy­kol­wiek, trze­ba bowiem, poprzez czuj­ną i twór­czą kre­atyw­ność dusz­pa­ster­ską, uka­zać, że pokój nie jest utopią.

Z dru­giej stro­ny, nie powin­no to odwra­cać uwa­gi wszyst­kich od zna­cze­nia wymia­ru poli­tycz­ne­go. Ci, któ­rzy są powo­ła­ni do peł­nie­nia funk­cji publicz­nych na naj­wyż­szych i naj­bar­dziej odpo­wie­dzial­nych sta­no­wi­skach, niech „bada­ją wni­kli­wie, w jaki spo­sób da się naj­roz­sąd­niej uło­żyć na całym świe­cie wza­jem­ne sto­sun­ki mię­dzy pań­stwa­mi na zasa­dzie rów­no­wa­gi bar­dziej zgod­nej z ludz­ką natu­rą. Rów­no­wa­ga ta pole­ga na wza­jem­nym zaufa­niu, na szcze­ro­ści ukła­dów, na wier­nym prze­strze­ga­niu zawar­tych umów. Spra­wa ta powin­na być tak wszech­stron­nie roz­wa­ża­na, aby mogła słu­żyć za punkt opar­cia do roz­wi­nię­cia przy­ja­ciel­skich, trwa­łych i jak naj­bar­dziej poży­tecz­nych przy­mie­rzy” [12]. Jest to roz­bra­ja­ją­ca dro­ga dyplo­ma­cji, media­cji, pra­wa mię­dzy­na­ro­do­we­go, nie­ste­ty zaprze­cza­na przez coraz częst­sze naru­sza­nie mozol­nie osią­gnię­tych poro­zu­mień, w kon­tek­ście, któ­ry wyma­gał­by nie dele­gi­ty­mi­za­cji, ale raczej wzmoc­nie­nia insty­tu­cji ponadnarodowych.

Dzi­siaj spra­wie­dli­wość i god­ność ludz­ka są bar­dziej niż kie­dy­kol­wiek nara­żo­ne na nie­rów­no­wa­gę sił mię­dzy naj­sil­niej­szy­mi. Jak prze­żyć czas desta­bi­li­za­cji i kon­flik­tów, uwal­nia­jąc się od zła? Nale­ży moty­wo­wać i wspie­rać każ­dą ini­cja­ty­wę ducho­wą, kul­tu­ro­wą i poli­tycz­ną, któ­ra pod­trzy­mu­je żywą nadzie­ję, prze­ciw­dzia­ła­jąc roz­prze­strze­nia­niu się „podej­ścia fata­li­stycz­ne­go, tak jak­by aktu­al­ne pro­ce­sy były wyni­kiem ano­ni­mo­wych i bez­oso­bo­wych sił oraz struk­tur nie­za­leż­nych od ludz­kiej woli” [13]. Jeśli bowiem „naj­lep­szym spo­so­bem, by pano­wać i posu­wać się naprzód bez ogra­ni­czeń, jest sia­nie roz­pa­czy i budze­nie cią­głej nie­uf­no­ści, nawet jeśli jest to zaka­mu­flo­wa­ne pod maską bro­nie­nia pew­nych war­to­ści” [14], to takiej stra­te­gii nale­ży prze­ciw­sta­wić roz­wój świa­do­mych spo­łe­czeństw oby­wa­tel­skich, form odpo­wie­dzial­ne­go sto­wa­rzy­sza­nia się, doświad­czeń uczest­nic­twa wol­ne­go od prze­mo­cy, prak­tyk spra­wie­dli­wo­ści napraw­czej na małą i dużą ska­lę. Leon XIII jasno pod­kre­ślił to już w ency­kli­ce Rerum nova­rum: „Doświad­cze­nie codzien­ne uczy czło­wie­ka, że siły ma sła­be; ono go też skład­nia i wzy­wa do sta­ra­nia się o pomoc dru­gich. W Piśmie św. czy­ta­my zda­nie: «Lepiej jest dwom niż jed­ne­mu, gdyż mają dobry zysk ze swej pra­cy. Bo gdy upad­ną, jeden pod­nie­sie dru­gie­go. Lecz samot­ne­mu bia­da, gdy upad­nie, a nie ma dru­gie­go, któ­ry by go pod­niósł» ( Koh 4, 9 – 10). I dru­gie zda­nie: «Brat, któ­ry bywa wspo­ma­gan od bra­ta, jako mia­sto moc­ne» ( Prz 18, 19)” [15].

Oby to było owo­cem Jubi­le­uszu Nadziei, któ­ry pobu­dził milio­ny ludzi do ponow­ne­go odkry­cia sie­bie jako piel­grzy­mów i roz­po­czę­cia w sobie tego roz­bro­je­nia ser­ca, umy­słu i życia, na któ­re Bóg odpo­wia­da nie­zwłocz­nie, wypeł­nia­jąc swo­je obiet­ni­ce: „On będzie roz­jem­cą pomię­dzy luda­mi i sędzią dla licz­nych naro­dów. Wte­dy swe mie­cze prze­ku­ją na lemie­sze, a swo­je włócz­nie na sier­py. Naród prze­ciw naro­do­wi nie pod­nie­sie mie­cza, nie będą się wię­cej zapra­wiać do woj­ny. Chodź­cie, domu Jaku­ba, postę­puj­my w świa­tło­ści Pań­skiej!” (Iz 2, 4 – 5).

Waty­kan, 8 grud­nia 2025 r.

LEON PP. XIV

__________________________________________

[1] Por. Pierw­sze bło­go­sła­wień­stwo „Urbi et Orbi”, Log­gia Bło­go­sła­wieństw Bazy­li­ki Świę­te­go Pio­tra (8 maja 2025).

[2] Św. Augu­styn z Hip­po­ny, Mowa 357, 3: Ten­że, Wybór mów. Kaza­nia świą­tecz­ne i oko­licz­no­ścio­we, tłum. ks. Jan Jawor­ski, War­sza­wa 1973, s. 235.

[3] Tam­że, 1, s. 234.

[4] Św. Jan XXIII, Enc. Pacem in ter­ris (11 kwiet­nia 1963), 111: Doku­men­ty nauki spo­łecz­nej Kościo­ła, cz. 1, red. ks. Marian Radwan, o. Leon Dyczew­ski, Adam Sta­now­ski, Rzym-Lublin 1987, s. 291.

[5] Por. SIPRI Year­bo­ok: Arma­ments, Disar­ma­ment and Inter­na­tio­nal Secu­ri­ty (2025).

[6] Św. Augu­styn z Hip­po­ny, Mowa 357, 1: Ten­że, Wybór mów, s. 234.

[7] Sobór Waty­kań­ski II, Konst. duszp. Gau­dium et spes, 80.

[8] Fran­ci­szek, Enc. Fra­tel­li tut­ti (3 paź­dzier­ni­ka 2020), 4.

[9] Ten­że, List do Dyrek­to­ra dzien­ni­ka „Cor­rie­re del­la Sera” (14 mar­ca 2025).

[10] Św. Jan XXIII, Enc. Pacem in ter­ris (11 kwiet­nia 1963), 113: Doku­men­ty nauki spo­łecz­nej Kościo­ła, cz. 1, s. 292.

[11] Discor­so ai Vesco­vi del­la Con­fe­ren­za Epi­sco­pa­le Ita­lia­na (17 czerw­ca 2025).

[12] Św. Jan XXIII, Enc. Pacem in ter­ris (11 kwiet­nia 1963), 118: Doku­men­ty nauki spo­łecz­nej Kościo­ła, cz. 1, s. 293.

[13] Bene­dykt XVI, Enc. Cari­tas in veri­ta­te (29 czerw­ca 2009), 42.

[14] Fran­ci­szek, Enc. Fra­tel­li tut­ti (3 paź­dzier­ni­ka 2020), 15.

[15] Leon XIII, Enc. Rerum nova­rum (15 maja 1891), 37: Doku­men­ty nauki spo­łecz­nej Kościo­ła, cz. 1, s. 61.