Biedak zawołał, a Pan go usłyszał – orędzie na II Światowy Dzień Ubogich

Wyłączone

„Nikt nie może czuć się wyłą­czo­ny z miło­ści Ojca, szcze­gól­nie w świe­cie, któ­ry bogac­two czy­ni pierw­szym celem i zamy­ka oso­by na innych” – czy­ta­my w orę­dziu Ojca Świę­te­go Fran­cisz­ka na II Świa­to­wy Dzień Ubo­gich. Będzie­my obcho­dzić go w Koście­le 18 listo­pa­da pod hasłem „Bie­dak zawo­łał, a Pan go usły­szał” (Ps 34,7).

Wpro­wa­dzo­ny przez papie­ża Fran­cisz­ka dzień zachę­ca do modli­twy oraz dzia­łań na rzecz naj­bar­dziej potrze­bu­ją­cych. W wie­lu miej­scach cykl wyda­rzeń modli­tew­nych, kul­tu­ral­nych i spo­łecz­nych zwią­za­nych z tym dniem trwać będzie cały tydzień – od 11 do 18 listopada.

Publi­ku­je­my peł­ny tekst orędzia:

Bie­dak zawo­łał, a Pan go usły­szał – orę­dzie na Świa­to­wy Dzień Ubogich

1. ”Oto bie­dak zawo­łał, a Pan go wysłu­chał” (Ps 34,7). Te sło­wa Psal­mi­sty sta­ją się też naszy­mi wte­dy, gdy sty­ka­my się z róż­ny­mi for­ma­mi cier­pie­nia i mar­gi­na­li­za­cji, doświad­cza­ny­mi przez wie­lu bra­ci i sióstr, któ­rych zazwy­czaj okre­śla­my ogól­nym ter­mi­nem „ubo­dzy”. Piszą­ce­mu te sło­wa Psal­mi­ście nie jest obca ta sytu­acja, wręcz prze­ciw­nie, doświad­cza on ubó­stwa bez­po­śred­nio, a jed­nak prze­kształ­ca je w pieśń uwiel­bie­nia i dzięk­czy­nie­nia Panu. Psalm ten rów­nież dziś nam pozwa­la zanu­rzyć się w róż­ne for­my ubó­stwa, zro­zu­mieć kim są praw­dzi­wi ubo­dzy, na któ­rych mamy zwró­cić wzrok, by usły­szeć ich woła­nie i roze­znać ich potrzeby.

Sło­wa te mówią nam przede wszyst­kim o tym, że Pan wysłu­chu­je ubo­gich, woła­ją­cych do Nie­go i jest dobry wobec tych, któ­rzy z ser­cem roz­dar­tym przez smu­tek, samot­ność i wyklu­cze­nie w Nim szu­ka­ją schro­nie­nia. Pan wysłu­chu­je wszyst­kich poni­żo­nych, pozba­wio­nych god­no­ści, któ­rzy pomi­mo tego, co ich spo­tka­ło, mają siłę do zwró­ce­nia wzro­ku ku górze, aby otrzy­mać świa­tło i pocie­sze­nie. Wysłu­chu­je On prze­śla­do­wa­nych w imię fał­szy­wej spra­wie­dli­wo­ści, uci­ska­nych przez poli­ty­kę nie­zgod­ną z zasa­da­mi i zastra­szo­nych przez prze­moc; mimo to świa­do­mych, że w Bogu mają swo­je­go Zba­wi­cie­la. To, co wyła­nia się z tej modli­twy, to przede wszyst­kim poczu­cie powie­rze­nia się i zaufa­nia Ojcu, któ­ry wysłu­chu­je i przyj­mu­je. Dzię­ki tym sło­wom może­my głę­biej zro­zu­mieć bło­go­sła­wień­stwo wypo­wie­dzia­ne przez Jezu­sa: „Bło­go­sła­wie­ni ubo­dzy w duchu, albo­wiem do nich nale­ży kró­le­stwo nie­bie­skie” (Mt 5,3).

Pomi­mo tego wyjąt­ko­we­go i pod wie­lo­ma wzglę­da­mi nie­za­słu­żo­ne­go oraz nie­moż­li­we­go do peł­ne­go wyra­że­nia doświad­cze­nia, wyczu­wa się pra­gnie­nie podzie­le­nia się nim z inny­mi, przede wszyst­kim z tymi, któ­rzy tak, jak Psal­mi­sta, są bied­ni, odrzu­ce­ni i zmar­gi­na­li­zo­wa­ni. W rze­czy­wi­sto­ści nikt nie może czuć się wyłą­czo­ny z miło­ści Ojca, szcze­gól­nie w świe­cie, któ­ry bogac­two czy­ni pierw­szym celem i zamy­ka oso­by na innych.

2. Psalm cha­rak­te­ry­zu­je posta­wę ubo­gie­go i jego zwią­zek z Bogiem za pomo­cą trzech cza­sow­ni­ków. Przede wszyst­kim „wołać”. Stan ubó­stwa nie wyra­ża się mową, lecz sta­je się krzy­kiem, któ­ry roz­dzie­ra nie­bio­sa i docho­dzi do Boga. Co ozna­cza woła­nie ubo­gie­go, jeśli nie cier­pie­nie i samot­ność, roz­cza­ro­wa­nie i nadzie­ję? Może­my zadać sobie pyta­nie: dla­cze­go ten krzyk, któ­ry wzno­si się przed obli­cze Boga, nie może dosię­gnąć naszych uszu, pozo­sta­wia­jąc nas obo­jęt­ny­mi i bier­ny­mi? W takim Dniu jak ten, któ­ry dziś prze­zy­wa­my, jeste­śmy wezwa­ni do poważ­ne­go rachun­ku sumie­nia, aby zro­zu­mieć, czy napraw­dę potra­fi­my słu­chać ubogich.

Potrze­bu­je­my zasłu­cha­nia w ciszę, aby roz­po­znać ich głos. Jeśli mówi­my za dużo, nie zdo­ła­my ich usły­szeć. Oba­wiam się, że czę­sto wie­le ini­cja­tyw, nawet godzi­wych i koniecz­nych, jest bar­dziej ukie­run­ko­wa­nych na samo­za­do­wo­le­nie, niż na praw­dzi­we roz­po­zna­nie woła­nia ubo­gie­go. Z powo­du tego ukie­run­ko­wa­nia na samo­za­do­wo­le­nie, gdy ubo­dzy zaczną wzno­sić swo­je woła­nie, to nasza reak­cja nie będzie odpo­wied­nia, ponie­waż nie będzie­my w sta­nie wczuć się w ich sytu­ację. Sta­li­śmy się więź­nia­mi kul­tu­ry, któ­ra nakła­nia do prze­glą­da­nia się w lustrze i do nad­mier­nej tro­ski o sie­bie, uwa­ża­jąc, że wystar­czy gest altru­izmu aby być zado­wo­lo­nym, bez koniecz­no­ści bez­po­śred­nie­go zaangażowania.

3. Dru­gi cza­sow­nik to „odpo­wie­dzieć”. Jak mówi Psal­mi­sta, Pan nie tyl­ko sły­szy woła­nie ubo­gie­go, ale rów­nież mu odpo­wia­da. Jego odpo­wiedź, jak potwier­dza cała histo­ria zba­wie­nia, jest peł­nym miło­ści udzia­łem w sytu­acji ubo­gie­go. Tak było, gdy Abra­ham wyra­ził Bogu pra­gnie­nie posia­da­nia potom­stwa, cho­ciaż on i jego żona Sara, już w pode­szłym wie­ku, nie mogli mieć dzie­ci (Rdz 15,1 – 6). Tak się sta­ło, gdy Moj­żesz, za pośred­nic­twem pło­ną­ce­go krze­wu ognia, otrzy­mał obja­wie­nie Imie­nia Boże­go i misję, aby wypro­wa­dzić lud z Egip­tu (por. Wj 3,1 – 15). I ta odpo­wiedź potwier­dza­ła się pod­czas całej wędrów­ki ludu na pusty­ni, kie­dy odczu­wał dotkli­wy głód i pra­gnie­nie (por. Wj 16,1 – 16; 17,1 – 7), i kie­dy popa­dał w naj­gor­szą nędzę: w nie­wier­ność przy­mie­rzu oraz w bał­wo­chwal­stwo (por. Wj 32,1 – 14).

Odpo­wie­dzią Boga wobec ubo­gie­go jest zawsze inter­wen­cja zbaw­cza, by opa­trzyć rany duszy i cia­ła, aby przy­wró­cić spra­wie­dli­wość i god­ne życie. Odpo­wiedź Boga jest rów­nież wezwa­niem, aby każ­dy, kto wie­rzy w Nie­go, czy­nił to samo według swo­ich ludz­kich moż­li­wo­ści. Świa­to­wy Dzień ubo­gich zamie­rza być maleń­ką odpo­wie­dzią całe­go Kościo­ła, roz­sia­ne­go po całym świe­cie, skie­ro­wa­ną do wszyst­kich ubo­gich, aby nie myśle­li, że ich krzyk upadł w próż­nię. Praw­do­po­dob­nie będzie kro­plą wody na pusty­ni ubó­stwa, mimo to jed­nak może stać się ozna­ką dzie­le­nia z potrze­bu­ją­cy­mi, aktyw­ne­go odczu­wa­nia obec­no­ści bra­ta i sio­stry. Bied­ni nie potrze­bu­ją aktu dele­ga­cji, ale oso­bi­ste­go zaan­ga­żo­wa­nia tych, któ­rzy słu­cha­ją ich woła­nia. Tro­ska wie­rzą­cych nie może ogra­ni­czać się do pew­nej for­my pomo­cy – cho­ciaż koniecz­nej i opatrz­no­ścio­wej na począt­ku – ale wyma­ga owej „wraż­li­wo­ści miło­ści” (Adhor­ta­cja Apo­stol­ska Evan­ge­lii Gau­dium, 199), któ­ra trak­tu­je dru­gie­go jako oso­bę i szu­ka jego dobra.

4. Trze­ci cza­sow­nik to „wyzwo­lić”. Ubo­gi z Biblii żyje pew­no­ścią, że Bóg dzia­ła na jego korzyść, aby przy­wró­cić mu god­ność. Nędza nie jest kwe­stią wybo­ru, ale wyni­kiem samo­lub­stwa, pychy, chci­wo­ści i nie­spra­wie­dli­wo­ści. Zło jest tak sta­re, jak czło­wiek, ale to grzech wła­śnie doty­ka tak wie­lu nie­win­nych i pro­wa­dzi do dra­ma­tycz­nych kon­se­kwen­cji spo­łecz­nych. Wyzwa­la­ją­ce dzia­ła­nie Pana jest aktem zba­wie­nia wobec tych, któ­rzy przed­sta­wi­li Mu swój smu­tek i udrę­kę. Nie­wo­la ubó­stwa zosta­je zła­ma­na mocą dzia­ła­nia Boga. Wie­le Psal­mów opo­wia­da i cele­bru­je histo­rię zba­wie­nia, któ­ra znaj­du­je odzwier­cie­dle­nie w oso­bi­stym życiu ubo­gie­go: „Bo On nie wzgar­dził ani się nie brzy­dził nędzą bie­da­ka, ani nie ukrył przed nim swo­je­go obli­cza i wysłu­chał go, kie­dy ten zawo­łał do Nie­go” (Ps 22,25). Moż­li­wość kon­tem­pla­cji obli­cza Boga jest zna­kiem Jego przy­jaź­ni, Jego bli­sko­ści, Jego zba­wie­nia. „Boś wej­rzał na moją nędzę, uzna­łeś udrę­ki mej duszy […] posta­wi­łeś me sto­py na miej­scu prze­stron­nym.” (Ps 31,8 – 9). Poda­ro­wać bied­ne­mu „prze­stron­ne miej­sce” jest rów­no­waż­ne z uwol­nie­niem go z „sideł myśli­we­go” (por. Ps 91,3), z pułap­ki zasta­wio­nej na jego dro­dze, tak aby mógł on kro­czyć szyb­ko i pogod­nie spo­glą­dać na życie. Boże zba­wie­nie przyj­mu­je for­mę wycią­gnię­tej ku ubo­gie­mu ręki, któ­ra ofia­ru­je gościn­ność, chro­ni i pozwa­la odczuć przy­jaźń, któ­rej potrze­bu­je. I poczy­na­jąc od tej kon­kret­nej i nama­cal­nej bli­sko­ści, roz­po­czy­na się praw­dzi­wa dro­ga wyzwo­le­nia: „Każ­dy chrze­ści­ja­nin i każ­da wspól­no­ta są wezwa­ni, by być narzę­dzia­mi Boga na rzecz wyzwo­le­nia i pro­mo­cji ubo­gich, tak aby mogli oni w peł­ni włą­czyć się w spo­łe­czeń­stwo. Zakła­da to, że jeste­śmy uważ­ni na krzyk ubo­gie­go i goto­wi go wes­przeć” (Adhor­ta­cja apo­stol­ska Evan­ge­lii Gau­dium, 187).

5. Wzru­sza mnie fakt, że tak wie­lu ubo­gich utoż­sa­mi­ło się z Bar­ty­me­uszem, o któ­rym mówi Ewan­ge­li­sta Marek (zob. 10.46 – 52). Nie­wi­do­my Bar­ty­me­usz sie­dział przy dro­dze i żebrał (w. 46), a usły­szaw­szy, że Jezus prze­cho­dzi, „zaczął wołać” i wzy­wać „Syna Dawi­da”, by miał litość nad nim (por w. 47). „Wie­lu nasta­wa­ło na nie­go, żeby umilkł. Lecz on jesz­cze gło­śniej wołał” (w.48). Syn Boży usły­szał jego woła­nie: „Co chcesz, abym ci uczy­nił?” A nie­wi­do­my mu odpo­wie­dział: „Rab­bu­ni, żebym przej­rzał” (w. 51). Ta stro­na Ewan­ge­lii przed­sta­wia to, co Psalm zwia­sto­wał jako obiet­ni­cę. Bar­ty­me­usz to ubo­gi, któ­ry pozba­wio­ny jest pod­sta­wo­wych moż­li­wo­ści, takich jak wzrok i pra­ca. Rów­nież dzi­siaj wie­le dróg pro­wa­dzi do róż­nych form nie­pew­no­ści! Brak pod­sta­wo­wych środ­ków do życia, mar­gi­na­li­za­cja, gdy nie jest się już w peł­ni swo­ich sił robo­czych, róż­ne for­my nie­wol­nic­twa spo­łecz­ne­go, pomi­mo postę­pów osią­gnię­tych przez ludz­kość… Iluż ubo­gich, podob­nie jak Bar­ty­me­usz, jest dziś na skra­ju dro­gi i szu­ka sen­su swo­jej sytu­acji! Ilu zasta­na­wia się, dla­cze­go zeszli na dno tej otchła­ni i jak moż­na się z niej wydo­stać! Cze­ka­ją, aż ktoś podej­dzie do nich i powie: „Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię!” (w. 49).

Nie­ste­ty, czę­sto się zda­rza coś zupeł­nie prze­ciw­ne­go. Ubo­dzy sły­szą sło­wa, któ­re są zarzu­ta­mi i zapro­sze­niem do mil­cze­nia oraz do cier­pie­nia. Są to gło­sy kon­flik­to­we, czę­sto uza­leż­nio­ne od stra­chu wobec ubo­gich, któ­rzy są trak­to­wa­ni nie jako ludzie potrze­bu­ją­cy, ale jako przy­no­szą­cy nie­pew­ność, nie­sta­bil­ność, dez­orien­ta­cję w codzien­nych nawy­kach, a zatem god­ni odrzu­ce­nia i trzy­ma­nia się od nich z dala. Mamy skłon­ność do two­rze­nia dystan­su mię­dzy nami a nimi i nie zda­je­my sobie spra­wy, że w ten spo­sób odda­la­my się od Pana Jezu­sa, któ­ry ich nie odrzu­ca, ale wzy­wa do sie­bie i pocie­sza. Jak sto­sow­nie brzmią w tym przy­pad­ku sło­wa pro­ro­ka o sty­lu życia wie­rzą­ce­go: „roze­rwać kaj­da­ny zła, roz­wią­zać wię­zy nie­wo­li, wypu­ścić wol­no uci­śnio­nych i wszel­kie jarz­mo poła­mać; dzie­lić swój chleb z głod­nym, wpro­wa­dzić w dom bied­nych tuła­czy, nagie­go, któ­re­go ujrzysz, przy­odziać” (Iz 58,6 – 7). Taki spo­sób postę­po­wa­nia pozwo­li na to, że grzech zosta­nie odpusz­czo­ny (por. 1 P 4,8), że spra­wie­dli­wość pój­dzie swo­ją dro­gą i wte­dy, gdy zawo­ła­my do Pana, On odpo­wie i rzek­nie: oto jestem! (por. Iz 58,9).

6. Ubo­dzy są pierw­szy­mi, któ­rzy potra­fią roz­po­znać obec­ność Boga i świad­czą o jego bli­sko­ści w ich życiu. Bóg pozo­sta­je wier­ny swo­jej obiet­ni­cy i nawet w ciem­no­ści nocy nie pozba­wia cie­pła Swo­jej miło­ści i Swo­je­go pocie­sze­nia. Jed­nak by poko­nać przy­tła­cza­ją­cy stan ubó­stwa koniecz­nym jest, aby ubo­dzy doświad­czy­li obec­no­ści bra­ci i sióstr, któ­rzy się o nich trosz­czą, a otwie­ra­jąc drzwi ser­ca i życia dadzą odczuć, że są przy­ja­ciół­mi i rodzi­ną. Tyl­ko w ten spo­sób może­my odkryć „zbaw­czą moc ich egzy­sten­cji” i „umie­ścić ją w cen­trum życia Kościo­ła” (Adhor­ta­cja apo­stol­ska Evan­ge­lii Gau­dium, 198).

W ten Świa­to­wy Dzień jeste­śmy zapro­sze­ni do nada­nia tre­ści sło­wom psal­mu: „Ubo­dzy będą jedli i nasy­cą się” (Ps 22, 27). Wie­my, że w świą­ty­ni jero­zo­lim­skiej, po rytu­ale ofia­ry, odby­wa­ło się przy­ję­cie. W ubie­głym roku w wie­lu die­ce­zjach to doświad­cze­nie wzbo­ga­ci­ło obcho­dy pierw­sze­go Świa­to­we­go Dnia Ubo­gich. Wie­lu odna­la­zło cie­pło domu, radość świą­tecz­ne­go posił­ku i soli­dar­ność tych, któ­rzy zechcie­li podzie­lić się sto­łem w pro­sty i bra­ter­ski spo­sób. Chciał­bym, aby rów­nież w tym roku i w przy­szło­ści Dzień ten był świę­to­wa­ny pod zna­kiem rado­ści z nowo odkry­tej rze­czy­wi­sto­ści bycia razem. Modli­twa we wspól­no­cie i dzie­le­nie się posił­kiem w nie­dzie­lę to doświad­cze­nia, któ­re wpro­wa­dza­ją nas na nowo do pier­wot­nej wspól­no­ty chrze­ści­jań­skiej, któ­rą opi­su­je Ewan­ge­li­sta Łukasz w całej swo­jej ory­gi­nal­no­ści i pro­sto­cie: „Trwa­li oni w nauce Apo­sto­łów i we wspól­no­cie, w łama­niu chle­ba i w modli­twach. […] Ci wszy­scy, co uwie­rzy­li, prze­by­wa­li razem i wszyst­ko mie­li wspól­ne. Sprze­da­wa­li mająt­ki i dobra i roz­dzie­la­li je każ­de­mu według potrze­by.” (Dz 2,42.44 – 45).

7. Jest wie­le ini­cja­tyw, któ­re codzien­nie podej­mu­je wspól­no­ta chrze­ści­jań­ska, aby oka­zać bli­skość i ulgę w wie­lu for­mach ubó­stwa, któ­re widzi­my. Czę­sto współ­pra­ca z inny­mi orga­ni­za­cja­mi, któ­re dzia­ła­ją nie­ko­niecz­nie z pobu­dek wia­ry, ale ze wzglę­du na ludz­ką soli­dar­ność, może przy­nieść pomoc, któ­rej sami nie byli­by­śmy w sta­nie osią­gnąć. Świa­do­mość, że w nie­zmie­rzo­nym świe­cie ubó­stwa nawet nasz wkład jest ogra­ni­czo­ny, sła­by i nie­wy­star­cza­ją­cy, pro­wa­dzi do wycią­gnię­cia ręki do innych, aby wza­jem­na współ­pra­ca mogła sku­tecz­niej osią­gnąć cel. Jeste­śmy umo­ty­wo­wa­ni wia­rą i przy­ka­za­niem miło­ści, ale uzna­je­my inne for­my pomo­cy i soli­dar­no­ści, któ­re po czę­ści sta­wia­ją przed sobą te same cele; pod warun­kiem że nie zanie­dbu­je­my tego, co jest wła­ści­we nam, to zna­czy dopro­wa­dzić wszyst­kich do Boga i do świę­to­ści. Dia­log z inny­mi doświad­cze­nia­mi i poko­ra goto­wo­ści naszej współ­pra­cy, bez jakich­kol­wiek uprze­dzeń, jest ade­kwat­ną i w peł­ni ewan­ge­licz­ną odpo­wie­dzią, jakiej może­my udzielić.

W pomo­cy ubo­gim nie cho­dzi o ode­gra­nie pew­nej roli, by uzy­skać pierw­szeń­stwo dzia­ła­nia, ale to, byśmy mogli pokor­nie przy­znać, że to Duch Świę­ty suge­ru­je gesty, któ­re są zna­kiem odpo­wie­dzi i bli­sko­ści Boga. Kie­dy znaj­du­je­my oka­zję, aby zbli­żyć się do ubo­gich, musi­my zdać sobie spra­wę z tego, że pierw­szeń­stwo nale­ży do Nie­go, gdyż to On otwo­rzył nasze oczy i nasze ser­ce na nawró­ce­nie. Ubo­dzy nie potrze­bu­ją osób, któ­re dzia­ła­ją aby zado­wo­lić naj­pierw sie­bie. Ubo­dzy potrze­bu­ją miło­ści, któ­ra potra­fi się ukryć i zapo­mnieć o wyrzą­dzo­nym dobru. Praw­dzi­wym pierw­szym pla­nem dzia­ła­nia jest Pan oraz ubo­dzy. Ten, kto odda­je się na służ­bę, jest narzę­dziem w ręku Boga, aby uka­zać Jego obec­ność i Jego zba­wie­nie. Wspo­mi­na o tym św. Paweł pisząc do chrze­ści­jan w Koryn­cie, któ­rzy rywa­li­zo­wa­li ze sobą pod wzglę­dem cha­ry­zma­tów, szu­ka­jąc tych naj­bar­dziej pre­sti­żo­wych: „Nie może więc oko powie­dzieć ręce: «Nie jesteś mi potrzeb­na», albo gło­wa nogom: «Nie potrze­bu­ję was».” (1 Kor 12, 21). Apo­stoł czy­ni waż­ną uwa­gę pod­kre­śla­jąc, że człon­ki cia­ła, któ­re wyda­ją się słab­sze, są wła­śnie naj­bar­dziej potrzeb­ne (zob. w. 22); „a te, któ­re uwa­ża­my za mało god­ne sza­cun­ku, tym więk­szym obda­rza­my posza­no­wa­niem. Tak prze­to szcze­gól­nie się trosz­czy­my o przy­zwo­itość wsty­dli­wych człon­ków cia­ła, a te, któ­re nie nale­żą do wsty­dli­wych, tego nie potrze­bu­ją.” (w. 23 – 24). Dając pod­sta­wo­we naucza­nie o cha­ry­zma­tach, Paweł poucza wspól­no­tę tak­że o ewan­ge­licz­nej posta­wie wobec jej naj­słab­szych i naj­bar­dziej potrze­bu­ją­cych człon­ków. Z dala od uczu­cia pogar­dy i lito­ści wobec nich; ucznio­wie Chry­stu­sa są powo­ła­ni raczej, aby oka­zać im sza­cu­nek, dać im pierw­szeń­stwo w prze­ko­na­niu, że są oni zna­kiem praw­dzi­wej obec­no­ści Jezu­sa wśród nas. „Wszyst­ko, co uczy­ni­li­ście jed­ne­mu z tych bra­ci moich naj­mniej­szych, Mnie­ście uczy­ni­li”. (Mt 25,40).

8. Dzię­ki temu zro­zu­mia­łym sta­je się, jak odle­gły jest nasz styl życia od sty­lu życia świa­ta, któ­ry chwa­li, postę­pu­je i naśla­du­je tych, któ­rzy mają wła­dzę i bogac­two, jed­no­cze­śnie mar­gi­na­li­zu­jąc ubo­gich i uwa­ża ich za odpad­ki i coś wsty­dli­we­go. Sło­wa Apo­sto­ła są zapro­sze­niem, by wypeł­nić ewan­ge­licz­ne wezwa­nie do soli­dar­no­ści ze słab­szy­mi i mniej obda­rzo­ny­mi człon­ka­mi cia­ła Chry­stu­so­we­go: „Tak więc, gdy cier­pi jeden czło­nek, współ­cier­pią wszyst­kie inne człon­ki; podob­nie gdy jed­ne­mu człon­ko­wi oka­zy­wa­ne jest posza­no­wa­nie, współ­we­se­lą się wszyst­kie człon­ki” (1 Kor 12,26). Tak samo w Liście do Rzy­mian napo­mi­na nas: „Wesel­cie się z tymi, któ­rzy się wese­lą, płacz­cie z tymi, któ­rzy pła­czą. Bądź­cie zgod­ni we wza­jem­nych uczu­ciach! Nie goń­cie za wiel­ko­ścią, lecz niech was pocią­ga to, co pokor­ne (12,15 – 16). Takie jest powo­ła­nie ucznia Chry­stu­sa; ide­ał, do któ­re­go musi­my nie­ustan­nie dążyć, aby coraz bar­dziej asy­mi­lo­wać w nas „dąże­nia Jezu­sa Chry­stu­sa” (Flp 2, 5).

9. Sło­wo nadziei sta­je się natu­ral­nym zakoń­cze­niem, do któ­re­go pro­wa­dzi wia­ra. Czę­sto to wła­śnie ubo­dzy pod­wa­ża­ją naszą obo­jęt­ność, któ­ra jest owo­cem wizji życia zbyt skon­cen­tro­wa­ne­go na sobie oraz nad­mier­nie powią­za­ne­go z teraź­niej­szo­ścią. Woła­nie ubo­gie­go jest rów­nież okrzy­kiem nadziei, poprzez któ­ry mani­fe­stu­je on pew­ność, że zosta­nie wyzwo­lo­ny. Nadzie­ja ta opar­ta jest na miło­ści Boga, któ­ry nie porzu­ca tego, kto mu się powie­rza (por. Rz 8, 31 – 39). Świę­ta Tere­sa z Ávi­li napi­sa­ła w swo­jej Dro­dze dosko­na­ło­ści: „Ubó­stwo jest dobrem, któ­re zawie­ra w sobie wszyst­kie dobra świa­ta; zapew­nia nam wiel­kie pano­wa­nie, to zna­czy: czy­ni nas wła­ści­cie­la­mi wszyst­kich ziem­skich dóbr, ponie­waż spra­wia, że nimi gar­dzi­my „(2, 5). Na mia­rę tego, jak jeste­śmy w sta­nie roz­po­znać praw­dzi­we dobro, sta­je­my się boga­ci przed Bogiem oraz mądrzy przed sobą i przed inny­mi. Jest dokład­nie tak: na tyle, na ile zdo­ła się nadać wła­ści­wy i praw­dzi­wy sens bogac­twu, wzra­sta się w czło­wie­czeń­stwie i sta­je się zdol­nym do dzie­le­nia się z innymi.

10. Zapra­szam bra­ci Bisku­pów, Kapła­nów a w szcze­gól­no­ści Dia­ko­nów, na któ­rych nało­żo­no ręce dla służ­by ubo­gim (por. Dz 6,1 – 7), zapra­szam Oso­by kon­se­kro­wa­ne oraz Świec­kich, któ­rzy w para­fiach, sto­wa­rzy­sze­niach oraz ruchach dają kon­kret­ną odpo­wiedź Kościo­ła na woła­nie ubo­gich, aby prze­ży­li w ten Świa­to­wy Dzień Ubo­gich jako uprzy­wi­le­jo­wa­ny moment nowej ewan­ge­li­za­cji. Ubo­dzy nas ewan­ge­li­zu­ją, poma­ga­jąc nam odkry­wać każ­de­go dnia pięk­no Ewan­ge­lii. Nie prze­gap­my tej oka­zji do bycia łaska­wy­mi. Poczuj­my się wszy­scy w tym dniu dłuż­ni­ka­mi ubo­gich, aby­śmy poprzez wycią­gnię­te ręce do sie­bie nawza­jem mogli zre­ali­zo­wać zbaw­cze spo­tka­nie, któ­re umac­nia wia­rę, urze­czy­wist­nia miłość i umoż­li­wia nadzie­ję w kro­cze­niu bez­piecz­nie na dro­dze do Pana, któ­ry przychodzi.

Z Waty­ka­nu, 13 czerw­ca 2018 r

Wspo­mnie­nie litur­gicz­ne św. Anto­nie­go z Padwy

FRANCISZEK